Pączki ziemniaczane z marmoladą różaną

Przepis upatrzyłam sobie już rok temu. Upatrzyłam po nieudanej próbie z innego, kiedy to ciasto już po uformowaniu krążków (i niestety nadzianiu) nie chciało się odkleić. Próby smażenia (gdy pączka już odkleiłam był tak podziurawiony, że nadzienie wypływało i paliło się w oleju na węgiel) tak mnie wtedy zniechęciły, że odpuściłam. Gdzieś tam też czułam dozę niepewności, ponieważ… smażenie nadzianych pączków nigdy nie było moją mocną stroną. Wolałam do zrobić szprycą już po usmażeniu. Tym razem na całe szczęście wyszły wszystkie. Kładziemy je po prostu na blacie obficie obsypanym mąką, a przed samym smażeniem strzepujemy, lub usuwamy pędzelkiem nadmiar. Przepis zredukowany o połowę i nieco zmodyfikowany pochodzi z tego bloga. Otrzymamy dużą blaszkę delikatnych i puchatych pączków. Takich niemal klasycznych, myślę, że nikt nieuprzedzony nie domyśli się, że w składzie znajdziemy ziemniaczane bulwy :)

Ciasto
500 g ziemniaków (ugotowanych w osolonej wodzie i przeciśniętych 2-krotnie przez praskę, najlepsze będą odmiany mączyste)
60 ml mleka
50 g drożdży
3 łyżki cukru
2 jajka M
500 g mąki pszennej tortowej
1 łyżka wódki
60 g roztopionego masła (w oryginale olej)
+ mały słoiczek marmolady różanej lub gęstej konfitury

W ciepłych ziemniakach robimy zagłębienie do którego wlewamy mleko, to z lodówki powinno za chwilę ocieplić się. Do mleka wkruszamy drożdże i dosypujemy cukier, odstawiamy na kwadrans. Gdy drożdże się rozpuszczą i zaczną pienić, dodajemy rozbełtane jajka i 450 g mąki – ciasto wyrabiamy ręką. Do ciasta dolewamy wódki i dosypujemy resztę mąki cały czas wyrabiając. Gdy całość będzie jednolita, dolewamy po 1-2 łyżki masła i kontynuujemy wyrabianie. Gotowe ciasto przekładamy do miski oprószonej mąką i odstawiamy na 30 – 45 minut, aby wyrosło.

Blat posypujemy mąką i wykładamy nań ciasto. Wałkujemy nie za cienko na 2-2,5 cm i wykrawamy krążki dużą szklanką. Na środku każdego umieszczamy porcję marmolady i zlepiany brzegi. Uformowane pączki przekładamy zlepieniem do dołu na blat lub na blaszkę obsypaną mąką i odstawiamy na pół godziny w ciepłe miejsce. Po tym czasie rozgrzewamy olej rzepakowy (w zależności od wielkości garnka 1 – 1,5 litra powinno wystarczyć) i smażymy po mniej więcej 3 sztuki z obu stron. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowych ręcznikach.

Lukier:
3-4 łyżki soku pomarańczowego (wyciśniętego z pomarańczy, nie z kartonika!)
3/4 szklanki cukru pudru

Sok łączymy z przesianym cukrem pudrem. Oblewamy nim usmażone pączki (nie muszą być wystudzone).

19 myśli nt. „Pączki ziemniaczane z marmoladą różaną”

  1. Mammoo….ale smaka narobiłaś. Wyglądają wybornie. Uwielbiam pączki. Czekam przez cały na te kilka dni karnawału, kiedy się je zwykle smaży. Też nie przepadam za smażeniem pączków z nadzieniem. U mnie często w czasie smażenia się otwierały po bokach ( smażyłam z dwóch krążków) i śmiesznie po usmażeniu to wyglądało, albo marmolada w trakcie smażenia wyciekała i trzeba było całą zabawę z olejem, podgrzewaniem zaczynać od początku.
    Z ziemniakami pączków jeszcze nie próbowałam, więc te wpisuję w swój kalendarz na najbliższy weekend. Już mi cieknie ślinka ;) Piękny miąższ ;) mniam, mniam

    1. Moniko, schlebiasz mi :D Fakt faktem, te pączki poszły baaardzo szybko. Są delikatne jak chmurka. A nadzienie często z pączków wypływa pali się i robi gorzkie oraz psuje olej. Jeżeli mam w miarę fajne ciasto to brzegi najpierw sklejam i ściskam mocno palcami a później wycinam raz jeszcze szklanką jak zawsze. I muszę się pochwalić, że pączki z tego przepisu całkiem dobrze wypadły w tym wydaniu.

      Daj znać jak smakowały ;)

        1. No i zrobiłam ;) Pyszne. Dałam inny lukier tylko. Nie mam praski, więc zawsze jeszcze ciepłe ziemniaki traktuję tłuczkiem. Nie jest idealnie, ale wystarcza. Ale tutaj bałam się, że grudki będą w cieście a tu zupełnie nic. No i to co fajne, to jak smażę tradycyjne pączki, to jakoś mam obawę, czy oby na pewno w środku się dosmażyły. Z tymi poszło gładko. Wszystkie elegancko dosmażone. Nikt nie wierzył też, że w środku ziemniaki są ;) Polecam z czystym sumieniem i na pewno wrócę do nich i pewnie od innych Twoich przepisów nie raz ;)

          1. Bardzo się cieszę :) Z tym tłuczkiem może być dobry patent, czasem porządne umycie praski to droga przez mękę. Zaglądaj do mnie częściej ;) Mogę na tą chwilę zdradzić, że jutro na blogu pojawi się przepis na prostą i smaczną babkę – w walentynkowej odsłonie :D

  2. Ja nie nadziewam, po prostu jak wyrosnie wyrobione ciasto to robie „rzucane łyżką”. Zamiast lukru jest posypanie obficie cukrem pudrem. Najbardziej nam smakuja po ostygnięciu.

    1. Zgadza się, to najszybszy i najwygodniejszy patent :) Dobry zwłaszcza przy luźnym cieście. U nas za to najchętniej sięga się po te lekko ciepłe :) … a podobno z drożdżowym tak niezdrowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>