Wszystkie wpisy, których autorem jest anka131

Classic Peanut Butter Cookies (amerykańskie ciasteczka orzechowe)

Natłok obowiazków jakie na mnie spadają ostatnimi czasy oraz wieczne życie w rozjazdach (na parę miesięcy tak będzie musiało być… co mnie jakoś nie martwi :) ) powodują, że bloguję mniej regularnie. Wybaczcie. Tym razem przpis na klasykę gatunku. Klasykę nie polską, a amerykańską jednak. Na pachnące i aromatyczne ciastka orzechowe z kawałakami czekolady – tzw. Classic Peanut Butter Cookies, który zaczerpnęłam z tej strony. Składniki pdoane zostały z aptekarską dokładnością, prosze niech Was to nie zrazi. Ciasteczka mimo, że nie dają się zakawalifikować do tych dietetycznych, smakiem wynagradzają wszystko. Można je przechowywać w suchym, szczelnym pojeniku, tak aby zachowały swoją chrupkość. Ile? Wydaje mi się, że zniknąc znikną błyskawicznie, o to nie musicie się martwić ;) Nawet osoby, które nie lubią masła orzechowego, mogą zakochać się w tych ciastkach, to jest sprawdzone.

Classic Peanut Butter Cookies:
1 filiżanka (230 g) masła w temperaturze pokojowej
1 filiżanka (200 g) cukru
3/4 filiżanki (150 g) cukru brązowego (ja użyłam lekko skarmelizowanego cukru białego)
2 duże jajka
1 filiżanka (250 g) gładkiego masła orzechowego, możliwie bez kawałków orzechów
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3 filiżanki i 2 łyżki (391 g))mąki pszennej tortowej lub uniwersalnej
1 łyżeczka sody (dodałam pół)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli (jeżeli masło orzechowe jest wystarczająco słone, można pominąć)
+ tabliczka czekolady (opcjonalnie, u mnie była deserowa oraz z kawałkami mielonych orzechów laskowych)

Ucieramy miękkkie masło z cukrem, dodajemy po jednym jajku. Do masy dodajemy ekstrakt waniliowy oraz masło orzechowe i miksujemy aż wszystko dokłądnie się połączy. W drugiej misce łączymy suche składniki – mąkę, sól, proszek oraz sodę, a następnie stopniowo dodajemy do mokrych, w razie potzrzeby dosypujemy też posiekaną czekoladę lub groszki czekoladowe. Masa wyjdzie gęsta, ale nie będzie nadawała się do wałkowania. Miskę zabezpieczamy folią spożywczą i chowamy do lodówki, najlepiej na całą noc, minimum na 3 godziny, aby nabrała odpowiedniej konsystencji. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. W międzyczasie z ciasta przygotowujemy kulki, nieco większe niż orzech włoski i delikatnie dociskając je dłońmi, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Jeżeli chcemy aby możliwie zachowały swój kształ, mozemy je włożyć jeszcze na 15 minut do zamrażąrki przed pieczeniem. Ciaska pieczemy 11 – 15 minut do lekkiego zrumienienia. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na blaszce, aby wystygły, ponieważ gorące mogą się rozpadać.

Domowe masło orzechowe

Domowe masło orzechowe, czyli jak smarować kanapki taniej i… inaczej. Nie dość, że domowej roboty masło orzechowe jest tańsze od jego sklepowej, słoikowej wersji, to ostatnimi czasy na głowę bije to tradycyjne, mleczne. Co potrzeba? Orzechy i blender z rozdrabniaczem. Nie zniechęcajcie się, mój ma jedynie 750 W mocy, a z 200 – 300 gramową porcją poradził sobie w dwie minuty. Magia? Nie, metoda ;)

Co potrzeba?

opakowanie orzechów ziemnych prażonych solonych
lub
opakowanie orzechów ziemnych prażonych + 1/2 łyżeczki soli

Opakowanie zazwyczaj ma 400 – 500 g. Ważne, aby nie wrzucać od razu wszystkich orzechów do rozdrabniacza. Ja robię to partiami. Na początek 200 g umieszczam w pojemniku i blenduję „pulsacyjnie”, co minimalizuje ryzyko przegrzania urządzenia. Gdy orzechy zamieniają się w „piasek” dosypuję kolejną porcję.

Może się okazać, że konieczne będzie otwarcie pojemnika i zebranie orzechów ze ścianek. Masło orzechowe jest gotowe gdy stanie się płynne. Przechowuję je w słoiku.


Ciasto cytrynowe z cukinią

Nie spodziewałabym się po sobie, że kiedykolwiek to powiem, ale to ciasto mimo, że z cukinią jest ultra delikatne. Do wypieków z cukinią zabierałam się kilkukrotnie, były to zawsze jedyne ciasta do których „nie miałam ręki”. ZAzwyczaj wychodziły zakalcowate, ciężkie. Nikt po nie nie sięgał, bo zachęcić do skosztowania nie mogły. Nie tym razem! Ciastem zajadała się nawet moja mama, która ciast babkowych nie znosi ;) Sukces? Sukces. I tony cukini do przetworzenia… Przepis znaleziony na blogu.

Ciasto:
3 duże jajka
1 szklanka cukru
2/3 szklanki oleju (u mnie rzepakowy)
1 duża cytryna (najpierw ścieramy z iej skórkę, a później wyciskamy sok)
1 łyżeczka olejku cytrynowego
2 szklanki mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
300 g cukinii *

* cukinię ścieramy na dużych oczkach, najlepiej kilka godzin przed pieczeniem. Jeżeli jest duża, tak jak u mnie, powinna być dokłądnie obrana ze skórki i wydrążona. Tak przygotowaną cukinię zasypujemy solą (niecała łyżeczka). Przed pieczeniem odciskamy cukinię i wodę odlewamy. Odmierzamy 300 g cukinii do ciasta.

Jajka ucieramy z cukrem i olejem na gładką masę, nie musi być szczególnie dobrze napowietrzona. Ciasto aromatyzujemy cytryną, wlewamy rónież sok. Mąkę przesiewamy z proszkiem i sodą, dodajemy do ciasta na przemian z cukinią. Dużą keksówkę wykłądamy papierem do pieczenia i wylewamy do niej ciasto. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopnii przez 45 – 50 minut. Pod koiec pieczenia sprawdzamy patyczkiem, czy w środku znajduje się surowe ciasto.

Lukier:
3/4 szklanki cukru purdu
2 – 3 łyżki soku z cytryny

Cukier puder przesiewany przez sitko, a następnie dokłądnie mieszamy z sokiem z cytryny. Lukier wylewamy na gorące ciasto. Studzimy przed krojeniem.

Rolada biszkoptowa z kremem i galaretkami

Korzystajmy z owoców późnego lata! Zrobimy to najlepiej, przygotowując delikatną roladę biszkoptową z galaretkami i kremem a’la ptasie mleczko :) Ja dodałam swojej niebanalnego wyglądu, dodając odrobinę czerwonego barwnika do ciasta, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby zastąpić go kakaem bądź łyżką soku z buraczków, albo kisielem malinowym (wtedy do tej części rolady dodajemy mniej mąki.

Biszkopt:
5 jajek M
6 łyżek cukru
2 oleju rzepakowego
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki mąki pszennej
+ odrobina czerwonego barwnika spożywczego

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na pianę, następnie dodajemy stopniowo połowę przewidzianego w przpisie cukru. Zółtka ubijamy na kogel mogel z resztą cukru i dodajemy olej. Obie masy łączymy ze sobą. Mąki przesiewamy przez sitko, a następnie dodajemy do masy biszkoptowej. Kilka łyżek odkładamy do miseczki i mieszamy z barwnikiem spożywczym. Zabarwiony biszkopt przekłądamy do woreczka na mrożoną żywność i odcinamy róg. Dużą blachę (na cały piekarnik) wykładamy papierem do pieczenia i szprycujemy dowolne wzory. Zapiekamy 2-3 minuty w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, aby zachować kształt. Następnie wyjmujemy i po całej powierzchni rozprowadzamy jasną masę biszkoptową. Pieczemy około 15 – 20 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni. W przypadku rolad trzeba być na prawdę ostrożnym, aby ciasta nie przesuszyć, ponieważ uniemozliwi nam to późniejsze jego zwinięcie. Jeszcze ciepły biszkopt zawijamy w ściereczkę „na cukierka” i studzimy.

Krem:
1 opakowanie galaretki malinowej (rozpuszczonej w 350 ml wrzątku)
1 i 1/2 szklanki schłodzonej śmietanki kremówki
1 opakowanie galaretki o smaku owoców leśnych lub malinowej (rozpuszczonej w 1/2 szklanki wrzątku)
owoce do dekoracji (u mnie borówki i maliny oraz listki mięty)

Galaretkę malinową rozpuszczoną w 350 ml wody studzimy a następnie wkładamy do lodówki, aby stężała. Gdy tak się stanie, kroimy ją w kostkę i przystępujemy do ubijania schłodzonej śmietanki. Gdy śmietanka się ubije, upewniamy się, że druga galaretka (rozpuszczona w mniejszej ilości wody) jest płynna lecz nie gorąca. Wlewamy ją cienkim strumieniem do ubitej śmietanki i miksujemy. Część kremu odkłądamy do dekoracji. Do pozostałej dodajemy galaretkę pokrojoną w kostkę. Krem rozprowadzamy na roladzie, uważamy przy tym, aby jej nie połamać i zawijamy. Odłożony krem przekłądamy do szprycy i dekorujemy ciasto. Na wierzchu układamy owoce. Rolada nadaje się do krojenia po schłodzeniu min. godzinę w lodówce.

Ciasto Czerwony Kapturek z wiśniami

Pamiętam jak w czasach kiedy to pieczenie ciast było mi raczej obce niż bliskie. Tak, tak, były takie czasy. Spędzając wakacje u mojej Cioci, gdzieś w całej krzątaninie postanowiłyśmy upiec ciasto na niedzielę. Jako, że obie poszczycić się mogłyśmy raczej skromnym doświadczeniem, wybór padł na cudnie prezentującego się Czerwonego Kapturka i rozpustne ptysie. Były to czasy, kiedy internetu nie było, nie było forów, nie było komentarzy i całej tej otoczki, której właśnie doświadczacie jako Czytelnicy. Był kawałek papieru, a na nim zdjęcie z przepisem i… zerowe doświadczenie. Po jakiś bojach ciasto nam wyszło. Zapadło mi też w pamięć mimo, że nie „praktykowałam” go później, w czasach gdy już ciut podrosłam i samodzielnie operowałam piekarnikiem. W czasach blogowych, przepis owszem, znalazł się na mojej liście, ale cierpliwie tam czekał. W sumie nikt się na niego delikatnie mówiąc nie łaził i nie dopominał (może wtedy tak dobrze to ciasto nie wyszło?). No, ale ja się upadłam. Miało być, na moje urodziny. I było. A gdy się zjawiło to stało się hitem o którego zrobienie moja Mama dopomina się do teraz. Jedyną rzeczą jaką dzisiaj bym zmieniła byłby rozmiar blaszki. Czerwony Kapturek jest nieco podobny (głównie wizualnie) do Fal Dunaju, jednak jest od nich znacznie lżejszy, co dla mnie jest atutem. Ciasto wyszło bardzo wysokie, co nawet logistycznie jest kłopotliwe. Takie wypadki się zdarzają, zwłaszcza gdy przepis jest istnym combo kilku innych, internetowych, własnych. I tu zostawiam pole do popisu Wam – bo to Wy możecie je zrobić… lepiej :)

Ciasto:
3 jajka
szczypta soli
150 g cukru
150 ml oleju rzepakowego
150 ml mleka
2 szklanki maki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ po 2 łyżeczki mleka i kakao (do ciasta ciemnego)
+ duży słoik wiśni w kompocie

Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy je ze szczyptą soli na pianę, stopniowo dodajemy cukier. Na końcu, cały czas miksując masę, dodajemy po jednym żółtku. Do tak przygotowanej masy jajecznej, wlewamy powoli olej. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Dodajemy na przemian z mlekiem do masy. Ciasto dzielimy na dwie części. Do jednej dodajemy 2 łyżki mleka i kakao.

Blaszkę 25 na 35 cm (radziłabym nawet 35 na 40 cm) wykładamy papierem do pieczenia. Na spód wylewamy jasne ciasto, a na górę ciemne. Na wierzchu ciasta układamy w miarę równomiernie wiśnie. Syrop zachowujemy na żelkę. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 35 minut, do suchego patyczka. Po upieczeniu studzimy.

Krem:
500 ml śmietanki kremówki
800 g serka twarogowego mielonego (takiego na sernik, z wiaderka)
2 łyżki cukru waniliowego
3 – 4 łyżki cukru
2 łyżki żelatyny (namoczone w ok. 100 ml mleka, latem warto dodać 3 łyżki żelatyny)

Dobrze schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem. Żelatynę rozpuszczamy i dodajemy twarożek. Obie części tj. ubitą śmietankę i twarożek, mieszamy ze sobą, jedynie do połączenia, aby piana nie opadła. Krem wykładamy na upieczone i wystudzone ciasto. Wkładamy do lodówki.

Żelka:
Sok zlany ze słoika z wiśniami (ok 200 – 250 ml)
1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej (rozprowadzona w odrobinie soku)
1 łyżeczka żelatyny (namoczona w niewielkiej ilości soku)
po łyżce soku z cytryny i cukru (opcjonalnie)

Sok zlany z wiśni podgrzewamy w rondelku. Skrobię rozpuszczamy w niewielkiej ilości zimnej wody/soku. Gotujemy kisiel. Jeżeli sok jest mało słodki i kwaśny, dodajemy cukier i sok wyciśnięty z cytryny. Gdy kisiel zgęstnieje, zdejmujemy go z palnika i dodajemy żelatynę. Mieszamy do rozpuszczenia i odstawiamy do wystudzenia. Gdy żelka osiągnie temperaturę pokojową, polewamy nią schłodzone ciasto i wstawiamy na noc do lodówki.

Drożdżowiec zawijany z kremem budyniowym, śliwkami i kruszonką

Wybaczcie, dawno nie było wpisów na blogu. Nadrabiam zaległości! Tym razem przepis na przeuroczy i delikatny drożdżowiec. Rurki z ciasta drożdżowego nadziane są lekkim kremem na bazie budyniu i serka homogenizowanego. Pomiędzy, słodkie, rozpływające się w ustach śliwki na dobry początek sezonu. Na wierzchu cóż by innego jak nie owsiana kruszonka ;) Uwielbiam ją… Tym razem robiona metodą na ciepło. Pewnie zawijaniec byłby znacznie lepiej widoczny, gdyby jej poskąpić, niemniej u mnie w kuchni pierwsze skrzypce ma grać smak. Zgodzicie się? Podobno upały przed nami. A to idealna propozycja na wszelkie pikniki. Smacznego!

Ciasto drożdżowe:
zaczyn: 300 ml ciepłego mleka, 1 łyżka cukru, 2 łyżki mąki, 25 g drożdży
3 łyżki śmietany
2 łyżki cukru
550 g mąki pszennej (typ 650 lub tortowa)
szczypta soli
80 ml oleju

W ciepłym mleku rozprowadzamy mąkę cukier i pokruszone drożdże, odstawiamy na kwadrans do aktywacji.

Do miski dodajemy przesianą mąkę, śmietanę i cukier wraz z solą, po środku robimy zagłębienie. Do zagłębienia wlewamy rozczyn. Ciasto wyrabiamy do uzyskania elastycznej kuli. Pod koniec, wlewamy stopniowo olej. Wyrobione ciasto odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia.

Krem budyniowy:
300 ml mleka
2 łyżki cukru
1 opakowanie budyniu (śmietankowego lub waniliowego)
2 opakowania serka homogenizowanego waniliowego (po 130 g)
+ 2 duże śliwki

Z mleka, cukru i proszku budyniowego gotujemy gęsty budyń i odstawiamy do wystudzenia. Serek miksujemy i stopniowo dodajemy do niego budyń w temperaturze pokojowej.

Kruszonka:
3 łyżki masła
3 łyżki cukru
3 łyżki płatków owsianych
3 łyżki mąki żytniej pełnoziarnistej

Masło rozpuszczamy z cukrem, dodajemy do niego płatki i mąkę, wyrabiamy.

Konstrukcja:
1. Ciasto drożdżowe wałkujemy na duży prostokąt, powinno być cienkie, ale nie może grozić „przerwaniem”.
2. Ciasto dzielimy mniej więcej na 3 pasy o szerokości ok. 10 – 15 cm. Na środek każdego wykładamy krem, a brzegi zwijamy tworząc rurkę z kremem.
3. Ruloniki układamy w dużej, okrągłej tortownicy, wyłożonej papierem. Najlepiej zwinięciem do dołu.
4. Śliwki kroimy w cienkie plasterki. Wkładamy je pomiędzy wałeczki, plasterek przy plasterku. Ciasto odstawiamy jeszcze na 20 minut do podrośnięcia.
5. Wkładamy do pieca i ustawiamy temperaturę na 190 stopni.
6. Po 15 minutach ciasto posypujemy przygotowaną kruszonką. Pieczemy do zrumienienia.

Tort z musem bananowym – lekkim jak chmurka

Lekki jak chmurka tort, przeeepyszny. Z założenia dekoracja miała być przyjemnie asymetryczna, mam nadzieję, ze udało mi się to zrealizować. Może nie wszystko w nim wyszło tak jakbym chciała, ale to tylko pole do popisu dla Was ;) Smakowo – bomba! Jedno z połączeń, które chyba nigdy się nie znudzą. Lekko śmietankowy, bananowy i czekoladowy. Krem na pewno należy do moich ulubionych. Tego tortu nie powinno się reklamować, powinno się go upiec. Z okazji, bez okazji… mmmm nie rozpisujmy się. Zapraszam :)

Biszkopt jasny:
6 dużych jajek
8 łyżek cukru
2 łyżki oleju rzepakowego
5 łyżek mąki pszennej tortowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Biszkopt delikatnie kakaowy
3 jajka
4 łyżki cukru
1 łyżka oleju rzepakowego
2 łyżki maki pszennej tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka kakao

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę, dodając stopniowo cukier (połowę). Resztę cukru i żółtka ucieramy na kogel mogel, na końcu dodając olej. Obie masy łączymy. Przesiewamy mąkę pszenną, ziemniaczaną (i kakao), a następnie dodajemy do masy jajecznej, mieszając łyżką. Dużą tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Pieczemy biszkopt jasny w temperaturze 175 stopni przez 30 – 35 minut, a ciemny w 180 przez 20 – 25 minut. Studzimy. Jasny biszkopt dzielimy na dwa blaty.

krem bananowy:
2 i 1/2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu bananowego (ewentualnie zwykłego waniliowego, ale polecam bananowy)
4 – 5 łyżek cukru
2 łyżki żelatyny (namoczone w odrobinie mleka, w upalne dni zalecam 3 łyżki)
600 ml śmietanki kremówki
1/2 tabliczki czekolady deserowej
5 – 6 dojrzałych, słodkich bananów

Z mleka, proszku budyniowego i cukru gotujemy budyń. Do gorącego, dodajemy namoczoną żelatynę i odstawiamy do wystudzenia do temperatury pokojowej. Schłodzoną śmietankę ubijamy i dodajemy wystudzony budyń, na końcu do kremu dosypujemy startą czekoladę.

Na dnie układamy blat jasnego biszkoptu i smarujemy 2 łyżkami kremu. Układamy banany przekrojone na pół i zakrywamy kremem. układamy biszkopt ciemny i powtarzamy. Zakrywamy tort biszkoptem jasnym, smarujemy resztką kremu i wstawiamy do lodówki na 2 – 3 godziny.

Dekoracja:
300 ml śmietanki kremówki
1 łyżka cukru wanilinowego
1 czubata łyżeczka żelatyny namoczonej
ganasz: 200 ml śmietanki, 80 g czekolady deserowej
po pół tabliczki czekolady deserowej 70 proc. i białej (zatemperowanej)

Robimy ganasz. kremówkę podgrzewamy, wrzucamy do niej czekoladę połamaną na kawałki, mieszamy do rozpuszczenia. Wkładamy do lodówki do schłodzenia.
Śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem, dodajemy rozpuszczoną żelatynę i smarujemy dokładnie cały tort.
Ganasz ubijamy, powinien szybko zgęstnieć w razie potrzeby, można dodać żelatynę. Przekładamy do woreczka z tylką i dekorujemy. Ja orientacyjnie, zaznaczyłam sobie pożądany kształt nożem.
Z czekolady robimy dowolne dekoracje. Ja zawsze wykorzystuję to co mam pod ręką. Tym razem zdecydowałam się na marmurkowy efekt. Białą czekoladę wylałam w pierwszej kolejności (chaotycznie), a gdy lekko zaczęła stygnąć, wylałam czekoladę deserową. Taką dekorację szybko schłodziłam w zamrażarce. Zdjęcia robiłam po nocy spędzonej w lodówce, zatem siłą rzeczy woda nieco się skropliła.


Letnie ochłodzenie

Babeczki czekoladowe – gotowane na parze (jakie dobre!)

Niezwykle delikatne, jak najlepszy biszkopt. Do tego aromatyczne, co ważne dla największych beztalenci – chyba nie da się ich spalić ani przypalić. Do tego, co ważne nie potrzeba piekarnika :) Na każdej z babeczek powstaje charakterystyczne pęknięcie. Nie jest to przepis na babkę gotowaną na parze, babeczki robi się znacznie szybciej. 5 minut mieszania składników i gotowania wody plus 20 samego parowania. W niespełna pół godziny możemy cieszyć się pysznym deserem. Bardzo gorąco polecam. Poeksperymentujcie też z dodatkami – inne owoce, czekoladowe groszki, rodzynki, płatki migdałowe czy orzechy. Dajcie znać jak wyszło :D Z porcji wyszło mi 7 babeczek. 3 zrobiłam saute, 4 z kawałkami banana ;) Dodałam również połowę mąki żytniej pełnoziarnistej, która uchodzi za bardzo ciężką i niepolecaną do wypieków, jak widać moje babeczki wyszły mimo to perfekcyjnie.

Babeczki czekoladowe:
1 kubek (150 ml) zsiadłego mleka, opcjonalnie może to też być jogurt
1 kubek cukru
1 jajko
szczypta soli
olej rzepakowy – do pełna
1 łyżeczka amaretto
1 łyżeczka przyprawy do piernika (według uznania, można zastąpić cynamonem)
1 łyżka siemienia lnianego (można pominąć, dodałam, aby przemycić coś zdrowego)
2 kubki mąki pszennej typ 650 (u mnie pół na pół z żytnią pełnoziarnistą, polecam)
2 łyżki z lekką górką kakao
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
banan (lub inny mało soczysty owoc, groszki czekoladowe, orzechy)

Foremki smarujemy dokładnie margaryną i posypujemy bułką tartą (wtedy łatwiej jest wyjąc, można jeść też bezpośrednio z foremki). Garnek wypełniamy woda, ustawiamy w nim sitko do gotowania na parze i przykrywamy pokrywką. Ustawiamy na gazie. W międzyczasie mieszamy składniki.

Zsiadłe mleko wlewamy do miseczki. Dodajemy cukier. Do kubka wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i dolewamy do pełna oleju, mieszamy łyżką lub widelcem i wlewamy do iski z mlekiem. Mieszamy składniki i aromatyzujemy amaretto oraz przyprawami. Osobno przesiewamy mąki (dodajemy też otręby, które zostaną z mąki żytniej), kakao i sodę. Wraz z siemieniem, dodajemy do mokrych składników partiami. Do gotowej masy dodajemy wybrane dodatki: banana pokrojonego w kostkę, jabłko, wiśnie, rodzynki, czekoladę.

Miseczki wypełniamy ciastem, ale nie po brzeg, musimy pamiętać, że babeczki urosną. Gdy woda zacznie wrzeć, miseczki ostrożnie wkładamy do garnka, na sitko (uwaga, para potrafi być gorąca). Garnek przykrywamy szczelnie pokrywką i „parujemy” przez 20 – 25 minut. Oczywiście wszystko będzie zależało od wielkości foremek. Lepiej potrzymać kilka minut dłużej niż krócej :) W czasie parowania nie podnosimy pokrywki, ponieważ wytraca się ciepło. Ja pierwsze 5 minut gotuję na największej mocy palnika, a później redukuję na średnią lub małą. Zdejmując pokrywkę róbmy to ostrożnie, uważając na siebie i na babeczki. Para wodna się skropli i możemy niechcący oblać nią nasze ciastka.

Ciasto owsiane z brzoskwiniami i kremem jogurtowym

Prawie zdrowe :) Prawie, jak miska owsianki z jogurtem i owocami. Propozycja zarówno do niedzielnej kawy jak i na śniadanie. Rozwiązanie zagadki z mojego facebooka, sprzed kilku dni. Tak, na zdjęciu była domowej roboty „mąka owsiana”.

Kruszonka:
2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka cukru
170 g masła
+ po 2-3 łyżki cukru i płatków owsianych na wierzch

Płatki owsiane przekładamy do rozdrabniacza i miksujemy chwilę do uzyskania „mąki”. Kawałki masła, obie mąki oraz cukier rozcieramy w palcach. Powstanie luźna kruszonka. Nieco ponad połowę z niej wysypujemy na dno blaszki 25 na 35 cm i dociskamy lekko palami. Zapiekamy przez 10 minut w temperaturze 180 stopni.

Nadzienie:
650 ml mleka
2 opakowania budyniu śmietankowego
1/2 szklanki cukru
400 g jogurtu greckiego
1 brzoskwinia, obrana ze skórki
dodatkowo: 4 duże brzoskwinie pokrojone w kosteczkę, płaska łyżką mąki ziemniaczanej oraz 2-3 łyżki cukru

Z mleka budyniu i cukru gotujemy budyń, odstawiamy do wystudzenia. Brzoskwinie kroimy w kostkę i mieszamy z mąką. Wykładamy je na podpieczoną kruszonkę i posypujemy cukrem, wkładamy na 10 minut do piekarnika. W międzyczasie miksujemy jogurt i stopniowo dodajemy do niego budyń do uzyskania kremowej konsystencji. Dodajemy brzoskwinię. Wylewamy na podpieczony spód z owocami. Do kruszonki dodajemy trochę płatków w całości oraz cukier – posypujemy. Pieczemy jeszcze pół godziny.

Dwukolorowe ciasto jogurtowe z brzoskwiniami i kruszonką – mieszane łyżką

Fajna propozycja w sezonie brzoskwiniowym :) Swój placek pachnącego ciasta możecie mieć na stole, po kwadransie roboty, godzinie czekania i minimalnych wymaganiach sprzętowych. Składniki podaję w kubkach lub szklankach (250 ml) i łyżkach, a do wyrobienia ciasto potrzebna będzie po prostu – łyżka. Kto zna lepszy sposób? Ja moich brzoskwiń nawet nie obierałam, jeżeli chcecie to zrobić, nie widzę przeszkód – jeżeli skórka nie będzie chciała zejść, należy ją sparzyć wrzątkiem. Poza sezonem, ciasto możecie przygotować z wykorzystaniem owoców z puszki, po ich wcześniejszym odsączeniu z syropu. Ciasto długo zachowuje świeżość i nie wymaga lodówki. W ten weekend powtórka :)

Poprzedni wpis cieszył się dużym zainteresowaniem :D Jeżeli chcecie być na bieżąco, pamiętajcie o lajkowaniu profilu na fb =>

Ciasto jogurtowe
1 kubek jogurtu brzoskwiniowego (350 g)
3 duże jajka
olej – do pełnego kubka (około 1/3 kubka)
szczypta soli
1 kubek cukru (lub nieco mniej)
2 kubki mąki pszennej tortowej
1/3 kubka mąki żytniej pełnoziarnistej (lub zwykłej pszennej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
+ 4 łyżki wiórków kokosowych
+ 2 łyżki kakao
4 duże brzoskwinie, pokrojone w kostkę i oprószone mąką ziemniaczaną (łyżka)

Do miski wlewamy jogurt, kubeczek zachowujemy. Do kubka po jogurcie wbijamy 3 jajka, uzupełniamy wolne miejsce olejem tak, aby było go wraz z jajkami, tyle ile jogurtu. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy widelcem do połączenia składników. Wlewamy do miski z jogurtem i dodajemy cukier. Mąkę przesiewamy z proszkiem i sodą – mieszając cały czas ciasto łyżką, dodajemy stopniowo mąkę. Ciasto dzielimy na dwie części (mniej więcej na pół). Do jednej dodajemy kokos, a do drugiej kakao i wylewamy na blaszkę 25 na 35 cm lub nieco większej. Z brzoskwiń wyjmujemy pestki, wybieramy owoce miękkie i słodkie, najlepsze są takie, które kilka dni „odstały”. Owoce kroimy w kostkę i posypujemy mąką ziemniaczaną, która wchłonie nadmiar soku. Owoce układamy na wierzchu ciasta.

Kruszonka:
1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki płatków owsianych błyskawicznych
1/2 szklanki cukru
100 g masła (pół standardowej kostki)

Składniki zagniatamy w palcach i „rozcieramy”. Taką kruszonką posypujemy ciasto. Pieczemy w 180 stopniach przez 50 – 60 minut, a przed wyjęciem z pieca, sprawdzamy patyczkiem, czy w środku nie ma surowego ciasta.