Wszystkie wpisy, których autorem jest anka131

Tort z musem bananowym – lekkim jak chmurka

Lekki jak chmurka tort, przeeepyszny. Z założenia dekoracja miała być przyjemnie asymetryczna, mam nadzieję, ze udało mi się to zrealizować. Może nie wszystko w nim wyszło tak jakbym chciała, ale to tylko pole do popisu dla Was ;) Smakowo – bomba! Jedno z połączeń, które chyba nigdy się nie znudzą. Lekko śmietankowy, bananowy i czekoladowy. Krem na pewno należy do moich ulubionych. Tego tortu nie powinno się reklamować, powinno się go upiec. Z okazji, bez okazji… mmmm nie rozpisujmy się. Zapraszam :)

Biszkopt jasny:
6 dużych jajek
8 łyżek cukru
2 łyżki oleju rzepakowego
5 łyżek mąki pszennej tortowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Biszkopt delikatnie kakaowy
3 jajka
4 łyżki cukru
1 łyżka oleju rzepakowego
2 łyżki maki pszennej tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka kakao

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę, dodając stopniowo cukier (połowę). Resztę cukru i żółtka ucieramy na kogel mogel, na końcu dodając olej. Obie masy łączymy. Przesiewamy mąkę pszenną, ziemniaczaną (i kakao), a następnie dodajemy do masy jajecznej, mieszając łyżką. Dużą tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Pieczemy biszkopt jasny w temperaturze 175 stopni przez 30 – 35 minut, a ciemny w 180 przez 20 – 25 minut. Studzimy. Jasny biszkopt dzielimy na dwa blaty.

krem bananowy:
2 i 1/2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu bananowego (ewentualnie zwykłego waniliowego, ale polecam bananowy)
4 – 5 łyżek cukru
2 łyżki żelatyny (namoczone w odrobinie mleka, w upalne dni zalecam 3 łyżki)
600 ml śmietanki kremówki
1/2 tabliczki czekolady deserowej
5 – 6 dojrzałych, słodkich bananów

Z mleka, proszku budyniowego i cukru gotujemy budyń. Do gorącego, dodajemy namoczoną żelatynę i odstawiamy do wystudzenia do temperatury pokojowej. Schłodzoną śmietankę ubijamy i dodajemy wystudzony budyń, na końcu do kremu dosypujemy startą czekoladę.

Na dnie układamy blat jasnego biszkoptu i smarujemy 2 łyżkami kremu. Układamy banany przekrojone na pół i zakrywamy kremem. układamy biszkopt ciemny i powtarzamy. Zakrywamy tort biszkoptem jasnym, smarujemy resztką kremu i wstawiamy do lodówki na 2 – 3 godziny.

Dekoracja:
300 ml śmietanki kremówki
1 łyżka cukru wanilinowego
1 czubata łyżeczka żelatyny namoczonej
ganasz: 200 ml śmietanki, 80 g czekolady deserowej
po pół tabliczki czekolady deserowej 70 proc. i białej (zatemperowanej)

Robimy ganasz. kremówkę podgrzewamy, wrzucamy do niej czekoladę połamaną na kawałki, mieszamy do rozpuszczenia. Wkładamy do lodówki do schłodzenia.
Śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem, dodajemy rozpuszczoną żelatynę i smarujemy dokładnie cały tort.
Ganasz ubijamy, powinien szybko zgęstnieć w razie potrzeby, można dodać żelatynę. Przekładamy do woreczka z tylką i dekorujemy. Ja orientacyjnie, zaznaczyłam sobie pożądany kształt nożem.
Z czekolady robimy dowolne dekoracje. Ja zawsze wykorzystuję to co mam pod ręką. Tym razem zdecydowałam się na marmurkowy efekt. Białą czekoladę wylałam w pierwszej kolejności (chaotycznie), a gdy lekko zaczęła stygnąć, wylałam czekoladę deserową. Taką dekorację szybko schłodziłam w zamrażarce. Zdjęcia robiłam po nocy spędzonej w lodówce, zatem siłą rzeczy woda nieco się skropliła.


Letnie ochłodzenie

Babeczki czekoladowe – gotowane na parze (jakie dobre!)

Niezwykle delikatne, jak najlepszy biszkopt. Do tego aromatyczne, co ważne dla największych beztalenci – chyba nie da się ich spalić ani przypalić. Do tego, co ważne nie potrzeba piekarnika :) Na każdej z babeczek powstaje charakterystyczne pęknięcie. Nie jest to przepis na babkę gotowaną na parze, babeczki robi się znacznie szybciej. 5 minut mieszania składników i gotowania wody plus 20 samego parowania. W niespełna pół godziny możemy cieszyć się pysznym deserem. Bardzo gorąco polecam. Poeksperymentujcie też z dodatkami – inne owoce, czekoladowe groszki, rodzynki, płatki migdałowe czy orzechy. Dajcie znać jak wyszło :D Z porcji wyszło mi 7 babeczek. 3 zrobiłam saute, 4 z kawałkami banana ;) Dodałam również połowę mąki żytniej pełnoziarnistej, która uchodzi za bardzo ciężką i niepolecaną do wypieków, jak widać moje babeczki wyszły mimo to perfekcyjnie.

Babeczki czekoladowe:
1 kubek (150 ml) zsiadłego mleka, opcjonalnie może to też być jogurt
1 kubek cukru
1 jajko
szczypta soli
olej rzepakowy – do pełna
1 łyżeczka amaretto
1 łyżeczka przyprawy do piernika (według uznania, można zastąpić cynamonem)
1 łyżka siemienia lnianego (można pominąć, dodałam, aby przemycić coś zdrowego)
2 kubki mąki pszennej typ 650 (u mnie pół na pół z żytnią pełnoziarnistą, polecam)
2 łyżki z lekką górką kakao
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
banan (lub inny mało soczysty owoc, groszki czekoladowe, orzechy)

Foremki smarujemy dokładnie margaryną i posypujemy bułką tartą (wtedy łatwiej jest wyjąc, można jeść też bezpośrednio z foremki). Garnek wypełniamy woda, ustawiamy w nim sitko do gotowania na parze i przykrywamy pokrywką. Ustawiamy na gazie. W międzyczasie mieszamy składniki.

Zsiadłe mleko wlewamy do miseczki. Dodajemy cukier. Do kubka wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i dolewamy do pełna oleju, mieszamy łyżką lub widelcem i wlewamy do iski z mlekiem. Mieszamy składniki i aromatyzujemy amaretto oraz przyprawami. Osobno przesiewamy mąki (dodajemy też otręby, które zostaną z mąki żytniej), kakao i sodę. Wraz z siemieniem, dodajemy do mokrych składników partiami. Do gotowej masy dodajemy wybrane dodatki: banana pokrojonego w kostkę, jabłko, wiśnie, rodzynki, czekoladę.

Miseczki wypełniamy ciastem, ale nie po brzeg, musimy pamiętać, że babeczki urosną. Gdy woda zacznie wrzeć, miseczki ostrożnie wkładamy do garnka, na sitko (uwaga, para potrafi być gorąca). Garnek przykrywamy szczelnie pokrywką i „parujemy” przez 20 – 25 minut. Oczywiście wszystko będzie zależało od wielkości foremek. Lepiej potrzymać kilka minut dłużej niż krócej :) W czasie parowania nie podnosimy pokrywki, ponieważ wytraca się ciepło. Ja pierwsze 5 minut gotuję na największej mocy palnika, a później redukuję na średnią lub małą. Zdejmując pokrywkę róbmy to ostrożnie, uważając na siebie i na babeczki. Para wodna się skropli i możemy niechcący oblać nią nasze ciastka.

Ciasto owsiane z brzoskwiniami i kremem jogurtowym

Prawie zdrowe :) Prawie, jak miska owsianki z jogurtem i owocami. Propozycja zarówno do niedzielnej kawy jak i na śniadanie. Rozwiązanie zagadki z mojego facebooka, sprzed kilku dni. Tak, na zdjęciu była domowej roboty „mąka owsiana”.

Kruszonka:
2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka cukru
170 g masła
+ po 2-3 łyżki cukru i płatków owsianych na wierzch

Płatki owsiane przekładamy do rozdrabniacza i miksujemy chwilę do uzyskania „mąki”. Kawałki masła, obie mąki oraz cukier rozcieramy w palcach. Powstanie luźna kruszonka. Nieco ponad połowę z niej wysypujemy na dno blaszki 25 na 35 cm i dociskamy lekko palami. Zapiekamy przez 10 minut w temperaturze 180 stopni.

Nadzienie:
650 ml mleka
2 opakowania budyniu śmietankowego
1/2 szklanki cukru
400 g jogurtu greckiego
1 brzoskwinia, obrana ze skórki
dodatkowo: 4 duże brzoskwinie pokrojone w kosteczkę, płaska łyżką mąki ziemniaczanej oraz 2-3 łyżki cukru

Z mleka budyniu i cukru gotujemy budyń, odstawiamy do wystudzenia. Brzoskwinie kroimy w kostkę i mieszamy z mąką. Wykładamy je na podpieczoną kruszonkę i posypujemy cukrem, wkładamy na 10 minut do piekarnika. W międzyczasie miksujemy jogurt i stopniowo dodajemy do niego budyń do uzyskania kremowej konsystencji. Dodajemy brzoskwinię. Wylewamy na podpieczony spód z owocami. Do kruszonki dodajemy trochę płatków w całości oraz cukier – posypujemy. Pieczemy jeszcze pół godziny.

Dwukolorowe ciasto jogurtowe z brzoskwiniami i kruszonką – mieszane łyżką

Fajna propozycja w sezonie brzoskwiniowym :) Swój placek pachnącego ciasta możecie mieć na stole, po kwadransie roboty, godzinie czekania i minimalnych wymaganiach sprzętowych. Składniki podaję w kubkach lub szklankach (250 ml) i łyżkach, a do wyrobienia ciasto potrzebna będzie po prostu – łyżka. Kto zna lepszy sposób? Ja moich brzoskwiń nawet nie obierałam, jeżeli chcecie to zrobić, nie widzę przeszkód – jeżeli skórka nie będzie chciała zejść, należy ją sparzyć wrzątkiem. Poza sezonem, ciasto możecie przygotować z wykorzystaniem owoców z puszki, po ich wcześniejszym odsączeniu z syropu. Ciasto długo zachowuje świeżość i nie wymaga lodówki. W ten weekend powtórka :)

Poprzedni wpis cieszył się dużym zainteresowaniem :D Jeżeli chcecie być na bieżąco, pamiętajcie o lajkowaniu profilu na fb =>

Ciasto jogurtowe
1 kubek jogurtu brzoskwiniowego (350 g)
3 duże jajka
olej – do pełnego kubka (około 1/3 kubka)
szczypta soli
1 kubek cukru (lub nieco mniej)
2 kubki mąki pszennej tortowej
1/3 kubka mąki żytniej pełnoziarnistej (lub zwykłej pszennej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
+ 4 łyżki wiórków kokosowych
+ 2 łyżki kakao
4 duże brzoskwinie, pokrojone w kostkę i oprószone mąką ziemniaczaną (łyżka)

Do miski wlewamy jogurt, kubeczek zachowujemy. Do kubka po jogurcie wbijamy 3 jajka, uzupełniamy wolne miejsce olejem tak, aby było go wraz z jajkami, tyle ile jogurtu. Dodajemy szczyptę soli i mieszamy widelcem do połączenia składników. Wlewamy do miski z jogurtem i dodajemy cukier. Mąkę przesiewamy z proszkiem i sodą – mieszając cały czas ciasto łyżką, dodajemy stopniowo mąkę. Ciasto dzielimy na dwie części (mniej więcej na pół). Do jednej dodajemy kokos, a do drugiej kakao i wylewamy na blaszkę 25 na 35 cm lub nieco większej. Z brzoskwiń wyjmujemy pestki, wybieramy owoce miękkie i słodkie, najlepsze są takie, które kilka dni „odstały”. Owoce kroimy w kostkę i posypujemy mąką ziemniaczaną, która wchłonie nadmiar soku. Owoce układamy na wierzchu ciasta.

Kruszonka:
1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki płatków owsianych błyskawicznych
1/2 szklanki cukru
100 g masła (pół standardowej kostki)

Składniki zagniatamy w palcach i „rozcieramy”. Taką kruszonką posypujemy ciasto. Pieczemy w 180 stopniach przez 50 – 60 minut, a przed wyjęciem z pieca, sprawdzamy patyczkiem, czy w środku nie ma surowego ciasta.

Spiegeleierkuchen – ciasto „jajka sadzone” (z morelami)

Nie byłam przekonana co do tego czy to ciasto wyjdzie jak powinno. Żałuję, ze tyle się wahałam, bo jest prze-pysz-ne. Bałam się, że przed przyjęciem domownicy wszystko mi zjedzą, a robiłam w dużej foremce ;) Z racji tego, że piekłam je na początku tegorocznego sezonu morelowego, to przekonana o walorach wypieku, zdecydowałam się na przygotowanie przetworów morelowych w słoikach. Tak, aby w razie czego były do tego czy podobnego ciasta. Tego skąd nazwa, tłumaczyć nie muszę. Ciasto jest typowym, niemieckim wypiekiem. Jak widać, polskie blogi mniej lub bardziej go dostrzegły. Moim zdaniem należy mu się znacznie większa chwała, bo jest obłędne. Przypomina nieco sernik. No i jedna ważna rzecz, to przy tym cieście odkryłam idealny przepis na ucierane. Warto zapisać. Piekłam już kilka razy ;) Przepis stąd.

Ciasto ucierane:
150 g masła
150 g cukru
szczypta soli
3 jajka
300 g mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki mleka

Miękkie masło ucieramy z cukrem i solą, dodajemy po jednym jajku, cały czas miksując. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy stopniowo do masy. Na końcu dolewamy mleka i aromatyzujemy ekstraktem (ew. cukrem wanilinowym). Ciasto przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, 30 na 40 cm. Pieczemy 15 minut w temperaturze 180 stopni.

Krem budyniowy:
3 szklanki mleka (750 ml)
2 opakowania budyniu waniliowego
1/2 szklanki cukru
500 g gęstej kwaśnej śmietany (u mnie jeden mały serek waniliowy i 400 g 18%)

Z budyniu mleka i cukru gotujemy budyń. Odstawiamy do wystudzenia. Po wystudzeniu, miksujemy na gładką masę, stopniowo dodając śmietanę (temp. pokojowa). Wylewamy na podpieczone ciasto i układamy na nim morele, rozcięciem do dołu (wybierajmy mniejsze odmiany). Pieczemy jeszcze 20 minut.

Dodatkowo:
morele z puszki – ok. 700 g*
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny namoczona w niewielkiej ilości wody

*Ja morele przygotowałam sama. Sparzyłam owoce i zdjęłam z nich skórkę. Przecięłam na pół i usunęłam pestkę. W garnku zagotowałam 1 1/2 szklanki wody, 3 łyżki cukru i sok z 1/2 cytryny. Dodałam owoce i pozostawiłam do ponownego zagotowania. Takie owoce ułożyłam na ciście. Syrop zachowałam.

Syrop z puszki zagotowujemy. Dodajemy mąkę ziemniaczaną rozrobioną w niewielkiej ilości wody i gotujemy kisiel. Dodajemy napęczniałą żelatynę. Taki kisiel wylewamy na morele, gdy ciasto już przestygnie. Wstawiamy do lodówki, tylko do stężenia żelki.

Ptysie z porzeczkową pianką

Nie będę wyjątkowo odkrywcza proponując Wam ten przepis :) Jest to typowy cukierniany klasyk, który mam wrażenie jest dzisiaj nieco wypierany przez inne wypieki. Teraz jednak macie okazję zrobić mały powrót do dzieciństwa i niskim kosztem przygotować takie piekielnie słodkie ptysie w domu. Piekielnie słodkie za sprawą bezy zaparzanej syropem porzeczkowym tzw. włoskiej. Zdradzę jeszcze, że poza sezonem, wykorzystać możecie sok z parowara (takiego, jaki ma moja babcia…), rozmrozić owoce lub skorzystać z zupełnie innych mających intensywny smak – malin, czy jagód (choć generalnie zalecam kwaskowate owoce – przełamują słodycz bezy). Zapomniałabym chyba o największej zalecie tych ptysiów – krem wcale nie rozmiękcza ciasta, jak dzieje się to w przypadku bitej śmietany (najgorszego pomysłu do nadziewania ptysiów…) czy nawet kremu budyniowego. Z porcji wychodzi około 30 niezbyt dużych sztuk, do dzieła :) Przepis na ciasto i krem minimalnie zmodyfikowany z MW.

Ciasto parzone:
250 ml wody (szklanka)
125 g masła
1/2 łyżeczki soli
1 szklanka maki pszennej
5 jajek (w oryginale są 4)

W garnku umieszczamy wodę i masło, gotujemy do rozpuszczenia, dodajemy sól. Cały czas mieszając, wsypujemy przesianą mąkę, powinno powstać ciasto, które zbije się w kulę. Wtedy zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 = 20 minut do wystudzenia. Po tym czasie ciasto miksujemy (ja to robię zwykłym, ręcznym mikserem) i dodajemy po jednym jajku, 30 – 45 sekund miksujemy i dodajemy kolejne. Gotowe ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego lub zwykłego woreczka do mrożeni żywności i ucinamy róg. Ciasto możemy też nakładać łyżką, zamoczoną w zimnej wodzie. Ptysie dobrze piecze się na papierze do pieczenia – 200 stopni przez 20 – 30 minut. Ja radzę minimalnie obniżyć temperaturę do 190 i opiec kilka minut dłużej, są wtedy ładnie wysuszone w środku, a nie są spalone z zewnątrz. Po wystudzeniu przecinamy tak aby powstał kapelusik :)

Pianka porzeczkowa:
4 białka z dużych jaj
280 g cukru
100 ml soku z porzeczek*

*porzeczki (około 250 – 300 g) wkładamy do garnuszka i gotujemy pod przykryciem (nie w wodzie!) z dodatkiem łyżki cukru. Gotowe przecieramy przez sitko z drobnymi oczkami.

W rondelku umieszczamy sok i cukier. Gotujemy do tzw. nitki. Ja zawsze robię to na oko (wtedy zawsze się udaje)- syrop powinien zacząć się pienić, ale nie powinien się skarmelizować. Jeżeli macie termometr cukierniczy – 118 stopni. W międzyczasie, ubijamy białka (można dodać do nich łyżkę cukru, będą bardziej stabilne). Cienkim strumieniem, wlewamy do ubitych białek syrop (tak, gorący) – piana powinna podwoić swoją objętość. Taki krem przekładamy do woreczka z tylką i nadziewamy ptysie. Zachowują one świeżość i chrupkość przez kilka dni. Złapać wilgoć mogą co najwyżej w lodówce, dlatego można z niej zrezygnować.


Makowiec z grysikiem

W tym roku miałam okazję skosztować ciasta, w którym twórca, wirtuoz smaku wręcz, połączył ze sobą twaróg, grysik i chrupiący mak. To na prawdę daje radę :) Na jednym kęsie nie mogłam poprzestać, a że o ciasto wręcz wytoczyła się walka, to wykonać musiałam podobne w domu. Wykorzystałam w tym celu sprawdzony już przeze mnie spód z ciasta ucieranego. Jak wiecie, mój ostatni hit, który ma u mnie swoje pięć minut po przygodnie z ciastem morelowym. O nim niedługo. Zapraszam do degustacji.

Ciasto ucierane:
150 g miękkiego masła
150 g cukru
1 łyżka cukru wanilinowego
3 jajka
szczypta soli
300 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki mleka

Miękkie masło ucieramy z cukrem, dodajmy szczyptę soli i stopniowo dodajemy po jednym jajku. Mąkę przesiewamy z proszkiem i dodajemy wraz z mlekiem do utartego masła z jajkami. Ciasto podpiekamy przez 10 minut w 180 stopniach. Użyłam blaszki 30 na 40 cm.

Masa makowa:
300 g maku
2 szklanki mleka
1 szklanka cukru
2 łyżki amaretto
500 g śmietany
500 g twarogu w kostce
3/4 szklanki kaszki manny
1 czubata łyżka mąki pszennej

Z perspektywy czasu, powiem, że mak podprażyłabym chwilę na patelni lub w piekarniku.

mleko gotujemy z cukrem. Gdy zacznie wrzeć, dodajemy mak. Masę studzimy i dodajemy amaretto.
Śmietanę blendujemy z twarożkiem, dodajemy masę makową oraz kaszkę manną i mąkę. Wylewamy na podpieczone ciasto ucierane i pieczemy około 30 minut. W tym czasie, masa powinna całkowicie zgęstnieć.

Polewa śmietanowa:
400 g śmietany
1 jajko
3 – 4 łyżki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Jajko ucieramy z cukrem, a następnie mieszamy ze śmietaną i ekstraktem. Na ściętą masę makową, wylewamy śmietanę i pieczemy jeszcze około 20 minut.

Agrestowiec z pianką i chrupiącą bezą

W ramach weekendowych bojów, proponuję zaopatrzyć się w solidną porcję agrestu. Teraz mamy na niego sezon, potrwa on krótko. A ciasto jest przepyszne! Połączyłam w nim Agrestowiec, którego już znacie i… i inne ciasto na którego publikację też przyjdzie czas :) Wykorzystałam też moje ostatnie odkrycie – perfekcyjne ciasto ucierane. Pozmieniałam nieco proporcje, aby móc wykorzystać białka w bezie. Nie zaszkodziło to ciastu nic a nic. Idealne combo 3 przepisów, nic dodać nic ująć ;)

Ciasto ucierane:
150 g masła
150 g cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
4 żółtka
1 jajko
300 g mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka

Miękkie masło ucieramy mikserem z cukrem solą i ekstraktem, stopniowo dodajemy jajko i pojedynczo żółtka. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy na przemian z mlekiem. Powinno powstać ciasto o konsystencji gęstej pasty. Dużą blaszkę 30 na 40 cm lub nieco większą, wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto podpiekamy 10 – 15 minut w temperaturze 190 stopni.

Masa agrestowa:
850 g agrestu
2 szklanki soku jabłkowego lub zielonej oranżady
2 opakowania budyniu (u mnie cytrynowy)

200 ml soku/oranżady mieszamy z budyniem. Przygotowany agrest zalewamy napojem i gotujemy. Gdy zacznie wrzeć, wlewamy rozrobione budynie do agrestu. Masa powinna po chwili zgęstnieć. Gdy lekko przestygnie, wylewamy ją na podpieczone, kruche ciasto i wkładamy do pieca na kolejne 20 minut w temperaturze 180 stopni. Studzimy.

Pianka agrestowa
600 ml śmietanki kremówki schłodzonej
2 opakowania galaretki agrestowej
1 szklanka wrzątku

Zaczynamy pd przygotowania galaretki – rozpuszczamy ją w szklance wrzątku i odstawiamy do wystudzenia. Ma osiągnąć temperaturę pokojową, nie powinna zacząć tężeć. Śmietankę ubijamy na sztywno. Gdy nabierze kremowej konsystencji, cienkim strumieniem wlewamy galaretkę, nie przestając miksować. rem natychmiast wykładamy na ciasto.

Beza z płatkami kukurydzianymi
4 białka z dużych jaj
1 szklanka cukru
1 łyżka maki ziemniaczanej
2 szklani płatków kukurydzianych

Białka ubijamy na sztywno, dodajemy stopniowo cukier, gdy ten się rozpuści, do masy dodajemy przesianą mąkę oraz płatki – mieszamy. Bezę pieczemy w temperaturze 150 stopni przez 40 minut, na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Po wystudzeniu odrywamy papier. Bezę wykładamy na agrestową piankę, zaraz po jej zrobieniu, aby utrzymała się na miejscu. Po 3 – 4 godzinach w lodówce ciasto powino idealnie stężeć. Wtedy też jest najsmaczniejsze, bo płatki są idealnie chrupkie!

Murzynek z kremem kokosowo – kajzerkowym

Solidny kawał ciacha, dla wielbicieli klasycznego murzynka. Teraz możecie go śmiało podać na stół, bo zyskał on nowy anturaż. W towarzystwie kremu, herbatników i polewy prezentuje się okazale. Przyznacie chyba sami? Przepis na murzynek zaczerpnęłam z tego bloga. Krem to spuścizna po dawnych eksperymentach w kuchni ;)

Ciasto czekoladowe
1 szklanka mleka
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki oleju
2 jajka
1 1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki kakao
2 1/2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 łyżki dżemu
szczypta soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
+ 1/2 słoika dżemu z czarnej porzeczki

Wszystkie składniki miksujemy ze sobą. Mąką i kakao powinny być przesiane. Ciasto pieczemy z blaszce 25 na 35 cm, w temperaturze 180 stopni przez 40 – 45 minut. Sprawdzamy patyczkiem przed wyjęciem z pieca. Po przestudzeniu dzielimy na dwa blaty i smarujemy oba, cienko dżemem.

krem:
3 szklanki mleka
3 bułki kajzerki – czerstwe
100 g wiórków kokosowych
1/2 szklanki cukru
150 – 200 g masła

Przygotowujemy wg przepisu

Dodatkowo:
ok. 100 g herbatników (dobrze wyglądają te mniejsze)
1/2 szklanki likieru kokosowego
1/3 tabliczki czekolady + 5 łyżek śmietanki

Czekoladę i kremówkę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Herbatniki moczymy w miseczce z likierem i układam na górze. Ciasto oblewamy czekoladą i wkładamy do lodówki do stężenia – 2, 3 godziny wystarczą. Drugiego dnia również jest pyszne.

Krem kokosowo – kajzerkowy (dla oszczędnych)

Tak, nie bez przyczyny zaznaczyłam to w tytule. Krem składa się z… czerstwych bułeczek i małej paczuszki kokosu. To nie żarty. Zatem, jeżeli szukacie pomysłu na wykorzystanie kajzerek sprzed 2, 3 czy kilku dni, takich na które nikt już nie ma ochoty i normalnie, wyrzucilibyście je, to polecam je zachować. W wolnej chwili będzie okazja, żeby przetestować ten przepis. Krem jest bardzo fajny, polubią go na pewno fani grysikowego czy budyniowego oraz kokosowych smaków. Niestety w internecie znajduje się raptem jeden, może dwa przepisy z jego wykorzystaniem. To trzeba powiedzieć – nie jest smak uniwersalny. Na blogu zamieściłam już przepis na klasyczną wersję – łabędzi puch. Na dniach pojawi się inna propozycja, całkowicie niepodobna do pierwszej. Na razie milczę. Podpowiem tylko, że będziecie zachwyceni :) Przypominam też o lajkowaniu profilu na facebooku! =>

krem kokosowo – kajzerkowy:
3 szklanki mleka
3 bułki kajzerki – czerstwe
100 g wiórków kokosowych
1/2 szklanki cukru
150 – 200 g masła

Mleko wlewamy do rondelka, gotujemy. Bułki kroimy na mniejsze kawałki lub ścieramy na tarce i wrzucamy do rondelka z mlekiem. Gdy mleko zacznie wrzeć, blendujemy bułki na gładką masę (jeżeli nie mamy blendera, nic nie szkodzi, ale bułki muszą być dokładnie starte na tarce). Na końcu dodajemy kokos i cukier, raz jeszcze blendujemy i studzimy. Miękkie masło ucieramy na puch. Dodajemy po łyżce wystudzonej masy.

Do czego się nadaje:
- biszkopty, zarówno zwykłe jak i czekoladowe
- babki na oleju
- ciasta kruche
- do przełożenia piernika lub miodownika (choć krem jest kokosowy dlatego trzeb uważać, żeby nie przeładować smaków)
- jako deser dla dzieci – z polewami i kawałkami owoców

Rady:
- krem idealnie pasuje do wszelkiego rodzaju owocowych dżemów, nie jest wtedy mdły – próbowałam porzeczkę oraz brzoskwinię
- cukier dodajemy na końcu mamy wtedy pewność, że krem się nie przypali
- zamiast kokosu, możemy użyć mielonych orzechów, próbowałam też wersję z kakao jednak kokosowa wersja smakuje najlepiej
- krem można przechowywać w lodówce i nadziewać wypieki przed podaniem, czasem jednak dobrze jest, gdy ciasto kruche czy miodownik złapie trochę wilgoci z kremu
- można sobie poradzić bez blendera, ścierając bułki na tarce
- gdyby krem okazał się zbyt mało gęsty, można dodać łyżkę lub dwie dobrej bułki tartej

Ciasta z wykorzystaniem kremu:
Łabędzi Puch z brzoskwiniami
Ciasto rafaello na krakersach (bez pieczenia, bez jajek)