Archiwa kategorii: Bez kategorii

Ciasto selerowe – korzenne z korzennymi przyprawami

Ciasto które jedni pokochają, drudzy niekoniecznie. Seler jest tu dosyć wyczuwalny, gra pierwsze skrzypce, a nie wszyscy za nim przepadają. Świetnym uzupełnieniem będą tu przyprawy korzenne. Następnym razem dodałabym ich więcej niż łyżkę. Wychodzi przyjemnie mięsiste, jak dobre ciasto biszkoptowo-tłuszczowe. mnie posypane cukrem pudrem… genialnie zagrałaby tu jednak gruba polewa czekoladowa ;) Polecam też w wersji z prażonymi orzechami.

Ciasto selerowe:
żel lniany – wystudzony (3 łyżki siemienia lnianego zalewamy 1/2 szklanki wody i zagotowujemy)
ok. 350 g selera startego na tarce o dużych oczkach
2 jajka
1 szklanka cukru
3/4 szklanki oleju
1/2 szklanki mleka
1 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
1/2 szklanki mąki żytniej pełnoziarnistej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka przyprawy do piernika (dodałam gotową, jest niestety mniej aromatyczna – można dodać więcej)

Dzień wcześniej przygotowujemy żel lniany, powinien mieć konsystencję gęstego białka – ziarenka zostawiłam w środku. Jajka ubijamy z cukrem na puch, dodajemy olej i mleko. Do miski przesiewamy mąkę tortową i mieszamy ją z żytnią, proszkiem do pieczenia i przyprawą – dodajemy na przemiennie po łyżce selera i mąki do masy. Dużą tortownicę lub keksówkę (ew. formę 25 na 25) smarujemy masłem lub margaryną i posypujmy spód bułką tartą. Do foremki wlewamy ciasto i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 50 – 55 minut. Podajemy po wystudzeniu, u mnie posypane cukrem pudrem, ale genialnie będzie tu też pasowała polewa czekoladowa (tabliczka czekolady deserowej i 50 ml śmietanki).

Ciasto Siódme Niebo (a’la sernik na zimno)

Ciasto zaskoczyło mnie na plus, nie wiedziałam, że będzie smakowało aż tak dobrze. Zebrało też pozytywne recenzje, a banany były w masie wyczuwalne, co zauważyli też Goście ;) Obawiałam się, że skończy się na funkcji naturalnego słodzika. Do tego ten efekt wizualny, który pierwotnie dawał ciastu jedynie zadanie przyozdobienia talerza i wprowadzenia nań koloru. Warty jest nakładania masy łyżką :) Polecam, a przepis, prawie niezmieniony pochodzi z bloga. U mnie gościł na świątecznym stole, u Was może na komunijnym… czy po prostu, niedzielnym.

Zapraszam też do lajkowania mojej strony facebookowej, obiecuję, że z nowinkami na blogu, będziecie nie bieżąco :)
https://www.facebook.com/szczyptaslodyczy.przepisy/

Biszkopt:
3 duże jajka
4 łyżki cukru
3 łyżki mąki pszennej tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżki oleju

Białka oddzielamy od żółtek. Z żółtek i połowy cukru robimy kogel mogel, ubijając przez kilka minut, a następnie wlewamy olej. Następnie białka ubijamy na pianę i stopniowo dosypujemy cukier – miksujemy do rozpuszczenia kryształków. Masy łączymy, a mąki przesiewamy i delikatnie mieszając szpatułką, dodajemy do jajek. Ciasto pieczemy na wyłożonej papierem blaszce 25 na 35 cm (w oryginale blaszka byłą mniejsza, ale wątpię, aby ciasto na takiej się zmieściło) w temperaturze 180 stopni przez około 20 minut. Wierzch powinien się zezłocić i nie być klejący po dotknięciu palcami. Biszkopt studzimy.

masa sernikowa:
1 kg twarogu zmielonego, z wiaderka
4 dojrzałe, miękkie banany
500 ml śmietanki kremówki 36%
=> 1 opakowanie galaretki turkusowej (rozpuszczonej w 100 ml gorącej wody)
=> 1 opakowanie galaretki szafirowej (rozpuszczonej w 100 ml gorącej wody)
=> 1 opakowanie galaretki cytrynowej (rozpuszczonej w 100 ml gorącej wody)

Banany kroimy na kawałki i blendujemy dodając masę sernikową. Śmietankę ubijamy na sztywno i dodajemy ją do masy sernikowej. Całość dzielimy na 3 równe części i do każdej z nich dodajemy galaretkę, dokładnie miksując. Po chwili, każdy rodzaj masy zacznie się ścinać i gęstnieć – wtedy naprzemiennie wykładamy łyżką masy na biszkopt. Ciasto wkładamy na godzinę do lodówki, aby wszystko miało okazję do końca stężeć.

Dodatkowo:
1 opakowanie galaretki niebieskiej rozpuszczonej w 1 i 1/2 szklanki gorącej wody

Tak przygotowana i wystudzoną galaretkę wylewamy na wierzch ciasta. Wstawiamy raz jeszcze do lodówki.

Kokosowo – limonkowe ciasto jogurtowe z serem i borówkami

Fantastyczne ciasto po które chce się sięgać i sięgać… Składniki idealnie do siebie pasują. Kremowy kokos, orzeźwiająca nuta cytrynowa i borówki amerykańskie, u mnie mrożone. Kruszonka przyjemnie chrupie pod zębami, a masło podkreśla kremowy smak kokosu. Na przywitanie wiosny, polecam :)

Ciasto
250 g jogurtu
150 g oleju rzepakowego
200 g cukru
2 jajka
sok z 1/2 cytryny
sok i skórka z 1 limonki
100 g wiórków kokosowych
300 g mąki pszennej
1 łyżeczka sody

W misce mieszamy jogurt, olej, jaja, cukier wraz z sokiem z cytrusów i skórką z limonki. Można to zrobić trzepaczką lub widelcem. Mąkę przesiewamy z sodą i wraz z wiórkami stopniowo dodajemy do masy. Dużą tortownicę smarujemy margaryną i posypujemy bułką tartą. Wylewamy ciasto, a na nim układamy ser i owoce.


Nadzienie:
300 g zmielonego twarogu tłustego
2 łyżki cukru
2 łyżki jogurtu
1 łyżka budyniu śmietankowego w proszku
200 – 250 g borówek amerykańskich mrożonych (odsączonych z wody, jeżeli taka jest)

Twarożek mieszamy z jogurtem i cukrem, dodajemy proszek budyniowy. Wykładamy na surowe ciasto i posypujemy borówkami, ewentualnie innymi owocami (jagody, maliny, jeżyny).


Kruszonka
50 g masła
50 g cukru
50 g płatków owsianych
50 g mąki pszennej
2 łyżki wiórków kokosowych (opcjonalnie)

Wszystkie składniki rozcieramy między palcami. Posypujemy ciasto i pieczemy godzinę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Studzimy w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Kroimy po wystudzeniu.

Ciasto Filadelfia – bez pieczenia

Tego jak „piecze” mój piekarnik nie da się opisać słowami. Ostatnio zepsuł mi na amen babkę spieczoną na górze i dole, a pływającą w środku. Zatem jedynym rozsądnym wyjściem w świetle przybycia gości okazało się ciasto bez pieczenia. Z reguły za nimi nie przepadam, bo te kruche spody bywają sypkie i niestabilne. Jaka zatem moja rada przy tym cieście? Przed krojeniem musi być dobrze schłodzone, wtedy krojenie nutellowego spodu nie nastręczy większych problemów niż cisto kruche. Dlaczego to ciasto? Moja ciocia zachwycała się jego smakiem na urodzinach sąsiadki. I nie dziwię się jej ;) Dla mnie masa jest może ciut za tłusta, co niby balansuje galaretka z owocami, ale jednak. Za to okruchy, ze spodu to już inna bajka!

Spód:
350 g sucharków (typu Mamut)
400 g kremu czekoladowo – orzechowego (typu nutella)

Sucharki łamiemy na kawałki i po 3 – 4 sztuki umieszczamy w woreczku (najlepsze są te po pieczywie) – wałkiem rozkruszamy na piasek. Do sucharków dodajemy krem i ugniatamy, rozcieramy łyżką, aż całość ładnie się wymiesza i połączy. Blaszkę 25 na 30 cm wykładamy papierem do pieczenia i wysypujemy okruchy – ugniatamy je łyżką, aby masa byłą zwarta, przed wyłożeniem masy kremowej, wkładamy na pół godziny do zamrażarki.

Masa serkowa:
500 ml śmietanki
250 g mascarpone
250 g serka kremowego typy Philadelphia
400 g serka homogenizowanego waniliowego (gęstego)
3 łyżki cukru
2 łyżki żelatyny (namoczone w niewielkiej ilości wody)

Śmietankę ubijamy na sztywno z dodatkiem cukru. Pod koniec dodajemy mascarpone i Philadelphię. Rozpuszczoną żelatynę dodajemy do serka homogenizowanego i dokładnie mieszamy. Taki serek natychmiast dodajemy do masy i chwilę miksujemy, aby wymieszał się z nią. Krem wykłądamy na schłodzony spód. Wstawiamy na godzinę do lodówki.

Galaretka
2 opakowania galaretki wiśniowej
ok 2 szklanek wrzątku
słoik wiśni (ja użyłam 1/2 ananasa, którego przed zalaniem galaretką podgotowałam, aby ta się ścięła)
inne owoce (u mnie jeżyny, wiśnie)

Galaretkę rozpuszczamy we wrzątku. Dodajemy do niej słoik wiśni wraz z sokiem (powinno go być około szklanki, jeżeli jest więcej, to nie dodajemy go) i inne owoce – nie trzeba ich wcześniej rozmrażać. Ja awaryjnie, wiśnie zastąpiłam ananasem. Jeżeli nie macie takiego w puszce, a normalnego to koniecznie przed dodaniem pogotujcie go chwilę, aby nieco zmiękł i stracił właściwości utrudniające tężenie galaretce. Gdy galaretka całkowicie się wystudzi, wylewamy ją na ciasto i wkładamy z powrotem do lodówki.

Uwaga! Jeżeli to ciasto stoi w temperaturze pokojowej to trudno się je kroi – spód się sypie. Tego problemu nie ma, gdy jest ono dobrze schłodzone, najlepiej przez całą noc.

Cinnamon Rolls – bułeczki z cynamonem i jogurtowym lukrem

Mmmm… od tego zacznę. Rollsy to wypiek kojarzony z amerykańskimi piekarniami, za sprawą internetu, łatwo dostępnych składników szybko trafiły też do Polski. W oryginalnym wydaniu okraszone są obficie gęstym lukrem na bazie serka, ekstraktu z wanilii, masła i cukru pudru. Gdyby to był nasz royal icing… chrupałoby konkretnie. Zaletą jednak wspomnianego lukru jest fakt, że nie zastyga w typowy dla lukru królewskiego czy tego cytrynowego sposób. Może to masło? W każdym razie idealnie komponuje się z owymi cynamonowymi drożdżówkami. Ma się wręcz ochotę odwijać kolejne kawałki i maczać w półpłynnym, kremowym lukrze. Właśnie tak się podaje Cinnamon Rolls, aby w pełni zrozumieć ich fenomen!

Ciasto:
300 ml ciepłego mleka
2 łyżki cukru
30 g drożdży
szczypta soli
550 g mąki pszennej tortowej
80 g roztopionego masła

Do mleka dodajemy łyżkę cukru i mąki, wkruszamy drożdże i odstawiamy na kwadrans. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy resztę cukru i sól, gdy drożdże się spienią – wlewamy je i wyrabiamy ciasto. Gdy zbierzemy już całą mąkę, dodajemy po łyżce roztopionego masła. Miskę z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia.

Wkładka cynamonowa:
80 g masła
1/2 szklanki cukru
1 opakowanie mielonego cynamonu (20 g)

Masło z cukrem rozpuszczamy, nie musi być idealnie gładkie. Ciasto drożdżowe wałkujemy na kształt prostokąta i smarujemy masłem z cukrem a następnie posypujemy przesianym przez sitko cynamonem. Zwijamy wzdłuż dłuższego boku. Kawałek nici dentystycznej długości 30 cm odcinamy, wkładamy pod „rolkę” i przeciwstawne jego końce składamy dwa razy na krzyż, a następnie ciągniemy odcinając bułeczki. Jest to metoda znacznie lepsza od zwykłego przecinania nożem, bowiem nie zgniatamy bułek i otrzymujemy idealny kształt. A przy okazji jest to jedno z przyjemniejszych zajęć w trakcie pieczenia ;) Bułeczki układamy na blaszce tak, aby były między nimi 3 – 4 cm odstępu (wyrosną i wtedy się ze sobą skleją). Ja 3 lub 4 sztuki upiekłam jeszcze w mniejszej keksówce, czego nie widać na zdjęciach.

Lukier:
2 łyżki jogurtu greckiego (w oryginale serek kremowy)
50 g masła (rozpuszczonego, ale nie gorącego)
1 szklanka cukru pudru (lub więcej)
1 łyżeczka amaretto lub ekstraktu waniliowego

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą, cukier powinien zostać dokładnie przesiany. Gotowy lukier wstawiamy na godzinę do lodówki, gdzie zgęstnieje. Podajemy z bułeczkami.

Sernik czekoladowy ze słonecznikiem i musem

Ostatnia okazja na coś słodkiego, rozpustnego przed postem. Tak, teraz podchodzi się do niego bardziej liberalnie. Niemniej sernik godny jest polecenia. Konkretny, kremowy z dużą dawką białej czekolady i musu czekoladowego – już na zimno. Całość dopełnia przepyszny słonecznik w karmelu, który wydobywa z niego cały aromat i stanowi dominujący akcent w cieście.

Ciasto półkruche:
150 g masła
100 g cukru
1 niewielkie jajko
2 łyżki śmietany
250 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Z podanych składników zagniatamy ciasto i wstawiamy na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wylepiamy nim foremkę 25 na 35 cm.

Słonecznik w karmelu:
2 łyżki masła
1/2 szklanki cukru
3 łyżki śmietanki kremówki
1 szklanka wyłuskanego słonecznika

Masło cukier i śmietankę gotujemy w rondelku o grubym dnie, aż zacznie się pienić. Dodajemy wtedy słonecznik i mieszając od czasu do czasu, obserwujemy aż cukier znów będzie płynny. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Gorący słonecznik wylewamy na nią i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 10 – 15 minut aż całość nabierze intensywnie karmelowego koloru. Po wyjęciu z pieca odstawiamy na pół godziny, siekamy nożem na kawałki i wysypujemy na ciasto. Przed wyłożeniem masy serowej podpiekamy przez kwadrans w 200 stopniach.

Masa serowa:
1 kg twarogu
3 duże jajka (lub 4 średnie)
4 łyżki cukru
400 g śmietany
250 g białej czekolady (50 g siekamy na kawałki, dwie tabliczki rozpuszczamy z dodatkiem kilku łyżek mleka)
2 opakowania budyniu śmietankowego

Jaja ucieramy chwilę z cukrem, następnie nie przestając ubijać dolewamy, płynną ale nie gorącą czekoladę. Do masy czekoladowo-jajecznej dodajemy twaróg, śmietanę, kawałki czekolady i proszek budyniowy. Tak przygotowaną masę wylewamy na podpieczony spód. Temperaturę redukujemy do 170 stopni i pieczemy około godziny, do ścięcia się sernika.

Pianka czekoladowa (mus):
2 i 1/2 szklanki mleka
5 łyżek cukru
1 łyżka kakao z górką
1 opakowanie budyniu czekoladowego
2 łyżeczki (9g) żelatyny namoczonej w odrobinie mleka
330 ml schłodzonej śmietanki 30%

Z mleka, cukru, kakao i proszku budyniowego przygotowujemy budyń. Zanim mleko się zagotuje, żelatynę w kubku czy szklance zalewamy kilkoma łyżkami mleka w temperaturze pokojowej (po chwili powinno zacząć gęstnieć), gdy budyń zdejmiemy z ognia, dodajemy tą żelatynę do środka i energicznie mieszamy, tak aby się rozpuściła. Gdy masa wystygnie budyń miksujemy i przystępujemy do ubijania śmietanki. Gdy będzie ona gęsta, dodajemy po łyżce budyniu, aż do wyczerpania. Kremem smarujemy upieczony sernik i posypujemy wiórkami z białej czekolady. Wstawiamy do lodówki, aby stężał.

Szarlotka z pomarańczą na półkruchym cieście

Szarlotka nieomal tradycyjna z duuuużą ilością prażonych jabłek i kawałkami pomarańczy. Ciasto nie jest przesłodzone a nadzieniu da się wyczuć wyraźną szarlotkową korzenno – cytrusową nutę. Dzięki mieszance mąki kukurydzanej i ziemniaczanej, staje się ona jeszcze bardziej sypka, krucha, delikatniejsza. Do zapisania w zeszycie :D

Ciasto półkruche:
200 g masła
1 duże jajko
115 g cukru (najlepiej 100g cukru i 1 opakowanie cukru wanilinowego)
2 łyżki gęstej śmietany
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
2 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Do jednej miski przesiewamy mąki i mieszamy z proszkiem o pieczenia. W drugiej zagniatamy w rękach kawałki masła, jajko, cukier i śmietanę stopniowo dodając partiami mąkę. Gotowe ciasto wstawiamy na godzinę do lodówki. po tym czasie ciasto dzielimy na dwie części i jedną wylepiamy foremkę 25 na 35 cm (ja uprzednio wyłożyłam ją papierem do pieczenia). Drugą część wałkujemy na kształt prostokąta i tniemy ukośnie w paski. Po wyłożeniu na ciasto lekko przestudzonego nadzienia zrobimy z nich kratkę.

Mus
ok 2 kg kwaskowatych jabłek (u mnie Idared) – po obraniu miąższu ma być 1,5 kg
ok 3 łyżek cukru
2 pomarańcze (skórkę ścieramy, wnętrze kroimy na kawałki)
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżka masła
1 łyżka kaszki manny
1 łyżka bułki tartej

Jabłka kroimy w kosteczkę, zasypujemy cukrem i przekładamy do dużego rondla – gotujemy pod przykryciem aż zaczną się rozpadać. Z pomarańczy ścieramy skórkę a następnie usuwamy białą część i kroimy w kawałki. Mus jabłkowy w razie potrzeby blenujemy niezbyt dokładnie – kawałeczki też mają swój urok. W razie potrzeby dosładzamy. Do gorącej masy dodajemy masło, przyprawy skórkę i kawałki pomarańczy. Do masy dodajemy kaszkę manną, zaś ciasto posypujemy bułką tartą – dzięki temu szarlotka będzie zwarta. Po ułożeniu kratki wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 200 stopni (grzanie góra dół) i obniżamy temperaturę do 190 – pieczemy tak aż do zrumienienia kratki, po czym wyłączamy górką grzałkę. Ciasto powinno byc gotowe po 50 – 55 minutach.

Chleb na wodzie z ogórków kiszonych

Trochę nietypowy wypiek jak na tegoż bloga, bo na chleb. I to nie wcale na słodki chlebek bananowy, a na solidny chleb z ziarnami, otrębami… i delikatnym zapachem koperku. Przy aktualnym piekarniku w jakim przyszło mi piec (z termoobiegiem, którego lepiej nawet nie włączać i paleniem wszystkiego lub niedopiekaniem, dymem, parzącymi uchwytami – mordęga) to cud, że chleb wyrósł, choć… za bardzo spiekł się od spodu, mimo tego, że grzałkę dolną włączyłam na ostatnie 10 minut, widząc, że chleb jest surowy. Nie ujmuje mu to smaku. Polecam jako alternatywę dla czysto drożdżowych chlebów, znacznie bliżej mu do tego na zakwasie ;)

Chleb:
2 1/2 szklanki mąki pszennej typ 650
1 szklanka wody z ogórków kiszonych
1 łyżeczka soli
20 g drożdży
1 łyżeczka cukru lub miodu
dodatki: u mnie po 2 – 3 łyżki słonecznika, otrąb pszenno-żytnich oraz płatków owsianych (dobry będzie też sezam, mak, siemię lniane, suszone śliwki itp.)
+ woda z solą do posmarowania i po łyżce słonecznika oraz płatków do obsypania

Wodę z ogórków kilka godzin przed pieczeniem (a nawet dzień przed) mieszamy z solą i 2 szklankami mąki.
Na 2 godziny przed pieczeniem drożdże rozrabiamy w szklance z miodem lub cukrem i gdy staną się płynne, dodajemy do ciasta, które zagniatamy wraz z resztą mąki. Odstawiamy do pierwszego wyrośnięcia.
Gdy ciasto podwoi swoją objętość, dodajemy do niego ulubione dodatki, ewentualnie przyprawy – zagniatamy. Keksówkę, żeliwne lub szklane żaroodporne naczynie obsypujemy płatkami i wykładamy do niego ciasto do wyrośnięcia na 40 minut. Po tym czasie ciasto nacinamy smarujemy solą z wodą i posypujemy ulubionymi dodatkami. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do najwyższej temperatury przez 25-30 minut po czym obniżamy ją do 220 stopni.


Smaczne a nie tuczy

Magiczny sernik ze śliwkami i truflową polewą

Co w nim magicznego? Ciasto czekoladowe przygotowujemy bez jajek, wykładamy na blaszkę i chaotycznie wylewamy na wierzch masę sernikową… a w piekarniku dzieją się już cuda. Soda aktywuje się, przez co murzynek w niekontrolowany sposób rośnie i tworzy cudowne wzory, załamania i fale
, które pięknie kontrastują z jasną masą sernikową. Wbrew pozorom bardzo silnym akcentem, który dopełnia całość jest polewa truflowa – intensywnie czekoladowa i mocno rumowa. W sam raz do śliwek!

Spód:
2 szklanki śmietany 12% lub jogurtu, zsiadłego mleka
1/2 szklanki oleju
2 łyżki kwaskowatego dżemu
3 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki sody (z racji tego, że nie miałam musiałam użyć paczki proszku do pieczenie – daje się go więcej niż sody
i w tym wypieku to ją polecam)
2 łyżki kakao z lekką górką
1 szklanka cukru
+ 3/4 szklanki posiekanych śliwek (około 200 g)

W jednaj misce mieszamy ze sobą składniki płynne, w drugiej sypki. Można to zrobić ręcznie. Do mokrych składników dodajemy sypkie i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji i dodajemy śliwki. Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia o wymiarach 25 na 35 cm lub trochę większej.

Masa serowa
4 jajka L
3/4 szklanki cukru
750 g zmielonego twarogu w kostce
1 1/2 szklanki pełnotłustego mleka (lub śmietanki)
1 opakowanie budyniu śmietankowego
1 płaska łyżka mąki pszennej

Jajka miksujemy krótko z cukrem, aby zbędnie nie napowietrzyć masy, dodajemy po łyżce twarogu. Do masy dodajemy budyń oraz mąkę i miksujemy do połączenia, a następnie dodajemy mleko. Masę sernikową wylewamy na kakaowy spód. Sernik pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (grzanie góra i dół) około 50 – 60 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy czekoladowy spód się upiekł. Po wystudzeniu oblewamy polewą.

Polewa truflowa
tabliczka gorzkiej czekolady + 3 łyżki śmietanki lub domowa polewa
5 cukierków trufli

Czekoladę rozpuszczamy ze śmietanką, ewentualnie przygotowujemy domową polewę do ciasto. Do gorącej dodajemy posiekane cukierki i intensywnie mieszamy do ich rozpuszczenia. Oblewamy wystudzony sernik i wstawiamy na noc do lodówki.

Buñuelos – meksykańskie faworki

Placuszki smażone na głębokim oleju, tradycyjnie jedzone w Meksyku. Są one odpowiednikiem polskich faworków, jednak zamiast żółtek, jajek mają w swym składzie mam wrażenie zapomniany smalec. Podawać można je najprościej – posypane mieszanką cynamonu i cukru pudru, albo z dowolnym syropem czy nawet syropem klonowym. Są fantastycznie kruche, jeszcze bardziej niż typowy faworek, zapewne zawdzięczają to smalcowi w składzie, jednak ta tłustość jest wyczuwalna. Placuszki wypiją też trochę oleju w trakcie pieczenia. W trakcie pieczenia zyskują sporo fal, bąbli i zagięć przez co wizualnie tworzy się ich ogrom, taki na dwie duże blaszki nałożone do pełna. Porcja z przepisu jest dzięki temu na prawdę wystarczającą dla całej rodziny. A same plcuszki „poznałam” na blogu Doroty.

Placuszki – duża porcja
3 szklanki mąki pszennej + do podsypania w trakcie smażenia
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
110 g smalcu
265 ml wody
2 łyżeczki ekstraktu pomarańczowego lub waniliowego (ewentualnie wódki lub likieru)

Mąkę mieszamy z proszkiem i solą, zagniatamy z kawałkami smalcu. Aby całość się połączyła dodajemy wodę z ekstraktem i wyrabiamy do uzyskania elastycznego ciasta. Odstawiamy na pół godziny i przykrywamy ściereczką, aby nie obeschło.

Olej rzepakowy rozgrzewamy w dużym rondlu do temperatury 175 stopni jak przy pączkach. Z ciasta odrywamy kawałki wielkości orzecha włoskiego i na podsypanym mąką blacie wałkujemy starając się nadać kształt okręgu. Ciasto powinno być rozwałkowane jak najcieniej – jak filo lub na makaron. Gotowe smażymy na rozgrzanym tłuszczu z obu stron.