Archiwa kategorii: Boże Narodzenie

Magiczny sernik ze śliwkami i truflową polewą

Co w nim magicznego? Ciasto czekoladowe przygotowujemy bez jajek, wykładamy na blaszkę i chaotycznie wylewamy na wierzch masę sernikową… a w piekarniku dzieją się już cuda. Soda aktywuje się, przez co murzynek w niekontrolowany sposób rośnie i tworzy cudowne wzory, załamania i fale
, które pięknie kontrastują z jasną masą sernikową. Wbrew pozorom bardzo silnym akcentem, który dopełnia całość jest polewa truflowa – intensywnie czekoladowa i mocno rumowa. W sam raz do śliwek!

Spód:
2 szklanki śmietany 12% lub jogurtu, zsiadłego mleka
1/2 szklanki oleju
2 łyżki kwaskowatego dżemu
3 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki sody (z racji tego, że nie miałam musiałam użyć paczki proszku do pieczenie – daje się go więcej niż sody
i w tym wypieku to ją polecam)
2 łyżki kakao z lekką górką
1 szklanka cukru
+ 3/4 szklanki posiekanych śliwek (około 200 g)

W jednaj misce mieszamy ze sobą składniki płynne, w drugiej sypki. Można to zrobić ręcznie. Do mokrych składników dodajemy sypkie i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji i dodajemy śliwki. Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia o wymiarach 25 na 35 cm lub trochę większej.

Masa serowa
4 jajka L
3/4 szklanki cukru
750 g zmielonego twarogu w kostce
1 1/2 szklanki pełnotłustego mleka (lub śmietanki)
1 opakowanie budyniu śmietankowego
1 płaska łyżka mąki pszennej

Jajka miksujemy krótko z cukrem, aby zbędnie nie napowietrzyć masy, dodajemy po łyżce twarogu. Do masy dodajemy budyń oraz mąkę i miksujemy do połączenia, a następnie dodajemy mleko. Masę sernikową wylewamy na kakaowy spód. Sernik pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (grzanie góra i dół) około 50 – 60 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy czekoladowy spód się upiekł. Po wystudzeniu oblewamy polewą.

Polewa truflowa
tabliczka gorzkiej czekolady + 3 łyżki śmietanki lub domowa polewa
5 cukierków trufli

Czekoladę rozpuszczamy ze śmietanką, ewentualnie przygotowujemy domową polewę do ciasto. Do gorącej dodajemy posiekane cukierki i intensywnie mieszamy do ich rozpuszczenia. Oblewamy wystudzony sernik i wstawiamy na noc do lodówki.

Sernik Celinki – pod kokosową bezą

Prosty sernik pod kokosową pierzynką. A za to jaki smaczny! Jest to propozycja godna polecenia, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy trudno o świeże owoce z działki. Ten sernik nie wymaga reklamy… Przepis pochodzi z bloga. Koniecznie upieczcie w ten weekend!

Ciasto kruche:
125 g masła
1/2 szklanki cukru
2 żółtka
4 łyżki mleka (polecam zamienić na śmietanę)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Proszek mieszamy z mąką, masło siekamy na kawałeczki i wyrabiamy w misce wraz z pozostałymi składnikami, dodając stopniowo mąki. Ciasto wstawiamy do lodówki na min pół godziny. Schłodzonym wylepiemy foremkę o wymiarach 25 na 35 cm.

Masa serowa
1 kg twarogu z wiaderka
1 szklanka cukru
4 żółtka
3/4 szklanki pełnotłustego mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego

Żółtka ucieramy z cukrem i dodajemy mleko oraz twaróg, na końcu wsypujemy proszek budyniowy i miksujemy do momentu aż znikną grudki.Wylewamy na kruchy spód.

Beza
6 białek
6 łyżek cukru
1 szklanka wiórek kokosowych
1 łyżeczka maki pszennej

Białka ubijamy na sztywno, miksując dodajemy po łyżce cukier. Gdy ten się rozpuści, dodajemy wiórki i mieszamy. Bezę rozprowadzamy na masie sernikowej. Sernik pieczemy 20 – 30 minut z włączoną grzałką dolną w temperaturze 190 stopni, po czym redukujemy ją do 170 i włączamy grzałkę górną – wierzch się zezłoci. Kroimy po całkowitym wystudzeniu.

Ciasto Usta Adama – fantazyjny murzynek z kremem

Przepisów znajdziecie w meandrach internetu w brut. Ja zaczerpnęłam z tego, który wizualnie mnie uwiódł a mianowicie z bloga Arabeski. I jakie wrażenia, uwagi? Ciasto jest smaczne, choć gdybym miała je robić teraz to zamiast margaryny zdecydowałabym się na olej. Zdecydowanie. Ciasto byłoby bardziej miękkie, wilgotne. Ot takie jak w Salcesonie byłoby idealne. Przed włożeniem ciasta do piekarnika zwróćcie też uwagę na to czy wszystkie biszkopty są przykryte masą murzynkową. Te, które nie będą po prostu się spieką, staną się ciemniejsze i suche. Efekt wizualny bajka! Kompromis pomiędzy tradycyjnym smakiem a świątecznym, ciekawym wyglądem.

Murzynek:
250 g margaryny/masła
1/2 szklanki cukru
cukier wanilinowy
3 łyżki kakao
5 łyżek wody (75 ml)
4 jajka
1 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ 200 g biszkoptów przełożonych marmoladą

Masło, cukry, kakao i wodę gotujemy do rozpuszczenia w rondelku. Odstawiamy do wystudzenia i dodajemy żółtka. Mąkę przesiewamy z proszkiem i dodajemy do całości, mieszając tak aby nie było grudek. Białka ubijamy na pianę, dodajemy do masy. Kilka łyżek rozprowadzamy na dnie foremki (25 na 35 cm lub nieco mniejszej) – układamy biszkopty. Oblewamy resztą masy murzynkowej. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok 35 minut, sprawdzamy patyczkiem. Przed wyłożeniem kremu ciasto studzimy.

Krem budyniowy
2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego
czubata łyżka mąki pszennej
4 łyżki cukru
200 m miękkiego masła

Z podanych składników przygotowujemy budyń, gęsty, z dodatkiem mąki. Studzimy. Masło ucieramy na puch, dodajemy stopniowo przestudzony budyń. Kremem smarujemy wierzch ciasta. Wkładamy na 2 godziny do lodówki, oblewamy polewą czekoladową.

Polewa czekoladowa
100 g masła
70 ml śmietanki
3 łyżki cukru
2 – 3 łyżki kakao

Masło i śmietankę rozpuszczamy w rondelku, dodajemy cukier. Gdy kryształki się rozpuszczą, dodajemy kakao, które należy zagotować, wtedy zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Polewę studzimy, gdy osiągnie temperaturę pokojową oblewamy ciasto i wstawiamy do lodówki.

Strucla z makiem

To zdecydowanie najsmaczniejsza strucla jaka wyszła spod moich rąk. Zasługa ciasta. Zasługa masy makowej (nie z puszki!), która nie rozmoczyła ciasta, była wystarczająco zwarta a jednocześnie aromatyczna. Jeżeli szukacie propozycji na noworoczne słodkości to będzie jak znalazł. Gorąco polecam.

Z racji tego, ze będzie to zapewne ostatni wpis w tym roku, chciałabym podziękować wszystkim odwiedzającym bloga za jego śledzenie, pieczenie razem ze mną i mnóstwo motywujących komentarzy. Oby nadchodzący rok 2017 był jeszcze bardziej w nie owocny. A czego mogę Wam życzyć?

Ciasto drożdżowe:
zaczyn: 1 szklanka mleka, 1 łyżka cukru, 2 łyżki mąki pszennej, 30 g drożdży
2 żółtka
2 łyżki śmietany
szczypta soli
400 – 450 g mąki pszennej tortowej (starajcie się nie dosypywać więcej, dobrze wyrobione ciasto będzie elastyczne, lekko lepiące połóżcie w misce)
3 łyżki cukru
80 g rozpuszczonego masła

Drożdże wkruszamy do miski z ciepłym mlekiem , mąką i cukrem – odstawiamy na kwadrans, w tym czasie powinny się one spienić.
Do dużej miski wsypujemy 40 dag mąki, sól, cukier, żółtka, śmietanę i wlewamy zaczyn. Ciasto wyrabiamy, w razie potrzeby lekko posypujemy dłonie mąką. Gdy ciasto uzyska jednolitą konsystencję, stopniowo, po łyżce dodajemy masło i kontynuujemy wyrabianie. Gotowe ciasto wkładamy do miski oprószonej mąką i zostawiamy do wyrośnięcia pod ściereczką na mniej więcej godzinę. W międzyczasie robimy masę makową.


Masa makowa:
250 g maku mielonego
200 ml gorącego mleka
100 g cukru (1/2 szklanki)
2 ubite na sztywno białka (z 2 łyżkami cukru)
3 łyżki smażonej/kandyzowanej skórki pomarańczowej
1/2 szklanki rodzynków
1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich i migdałów
łyżka bułki tartej (opcjonalnie, gdy masa wyjdzie luźna)
+ białko roztrzepane z cukrem do posmarowania

Mielony mak zalewamy gorącym mlekiem z (zagotowanym z połową cukru) i dodajemy bakalie. Białka ubijamy na sztywno, a następnie dosypujemy resztę cukru. Masę makową łączymy z ubitymi białkami. Na podsypanym mąką blacie wałkujemy cienko ciasto na kształt prostokąta (lub dwóch) i smarujemy masą makową, zawijamy wzdłuż dłuższego boku i zlepiamy końce. Struclę przenosimy na blaszkę i „zawijamy”, aby się zmieściła, ewentualnie formujemy dwie mniejsze. Odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Pieczemy w temp. 180 stopni do zrumienienia (ok. 40 – 45 minut), przed włożeniem do pieca smarujemy białkiem roztrzepanym widelcem z łyżką cukru (ni trzeba ubijać na bezę). Po upieczeniu lukrujemy lub posypujemy cukrem pudrem.

Ciasteczka Vanilice

Z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę życzyć Wam wszystkiego najlepszego, pogody ducha, czasu spędzonego z najbliższymi, jak najmniej zmartwień i ochoty do życia. Dzisiaj prezentuję Wam ciasteczka tegoroczne, robione dzisiaj. Nieco inne bo robione na smalcu i przekładane gładkim dżemem, ponadto oprószone śniegiem cukrem pudrem. A przepis na ciasteczka pochodzi z bloga.

Vanilice
100 g smalcu
3 łyżki cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z cytryny
1 żółtko
250 g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ dżem do przełożenia (u mnie brzoskwiniowo pomarańczowy, w oryginale często wykorzystuje się morelowy)
+ cukier puder do obtoczenia

Smalec ucieramy z cukrem pudrem, cukrem wanilinowym, ekstraktem, sokiem i żółtkiem na gładką masę. Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem i dodajemy do masy stopniowo. Wałkujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykrawamy niewielkim kieliszkiem kółeczka. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni (z termoobiegiem).

Upieczone ciastka studzimy i przekładamy ulubionym dżemem, a następnie obtaczamy w cukrze pudrze.

Tureckie półksiężyce (przepis I – z orzechami)

Plan na święta już mi się klaruje, zaplanowałam też takie oto ciastka, a z racji tego, że wypieków orzechowych zapowiada się sporo, wybrałam wersję bez nich. Jednak te orzechowe kusiły mnie na tyle, że zdecydowałam się na nie już – przedpremierowo, adwentowo. Miękkie, nieomal biszkoptowe, mega czekoladowe i z posmakiem orzechowym oraz przepysznym lukrem. Łatwo możemy im nadać kształt półksiężyca – jak na tureckiej fladze. Nie potrzeba nawet specjalnych foremek, uwierzcie. Z powodzeniem możecie też wykonać je w formie ciasta i podać z kremem na bazie philadelphii (jak tu). Baaardzo wdzięczne ciasto. Dodatkowo powiem jeszcze, że do jego wykonania nie potrzeba żadnych chemicznych spulchniaczy co będzie dobrą wiadomością dla osób o wrażliwym żołądku i tych bojących się chemicznego posmaku wypieków. A tu źródło

Ciasto:
5 jajek M
szczypta soli
150 g cukru
150 g miękkiego masła
100 g mielonych orzechów lub migdałów (dałam włoskie)
50 g kakao
70 g mąki pszennej tortowej

Białka oddzielamy od żółtek. Cukier dzielimy na dwie części. Masło ucieramy z cukrem, dodajemy w trakcie po jednym żółtku. Bo utartego masła dodajemy zmielone orzechy, kakao oraz przesianą mąkę, miksujemy – masa będzie gęsta. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, następnie stopniowo dosypujemy resztę cukru. Ubite białka dodajemy stopniowo do czekoladowej masy i mieszamy łyżką. Blaszkę 25 na 35 cm wkładamy papierem do pieczenia. Wykładamy masę i wyrównujemy powierzchnię. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 – 25 minut. W międzyczasie przygotowujemy lukier.

Lukier:
4 łyżki rumu/amaretto
3/4 – 1 szklanki cukru pudru

Likier lub rum mieszamy z przesianym cukrem pudrem do uzyskania gęstego lukru. Oblewamy nim upieczone i ciepłe ciasto. Gdy lukier zacznie zastygać (będzie się lekko kruszył pod naciskiem palca) przystępujemy do wykrawania księżyców. Ja zrobiłam to kieliszkiem o cienkich ściankach, nada się też okrągła metalowa foremka jeżeli taką macie.

Śnieżne kule – ciasteczka orzechowe z pomarańczą

Mmmm… moi faworyci zaraz obok tych korzennych. Jeden z niewielu wypieków, które weszły u mnie na stałe do repertuaru. Są kruchuteńkie, mają delikatny i orzechowy smak, bez cukru pudru nie są zbyt słodkie, dlatego bez obaw można je obtaczać (i to chyba wymaga najwięcej cierpliwości). Z porcji wychodzi około 120-150 sztuk (nie liczyłam, zależeć to też będzie od wielkości kulek, które ulepicie). Dla nich można oszaleć… nie tylko w święta :) Nie dziwię się, że cieszą się taką popularnością i zbierają najwyższe noty. Przepis z Kwestii Smaku.

Ciasteczka:
250 g miękkiego masła
100 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu pomarańczowego lub likieru (w ostateczności może być nawet ocet jabłkowy)
110 g zmielonych orzechów włoskich
6 łyżeczek skórki startej z pomarańczy (mniej więcej 2 owoce)
375 g mąki pszennej
+ cukier puder

Masło ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy ekstrakt, a następnie wyrabiamy jeszcze z ze skórką, orzechami i mąką pszenną na zwarte ciasto. Ręce posypujemy mąką i przystępujemy do formowania kulek. Moim zdaniem najlepsze są te wielkości większego orzecha laskowego, czasem robię większe. Ciastka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez mniej więcej 8 minut, zanim się zrumienią.

Cukier puder przesiewamy do miseczki. Możliwie jak najcieplejsze ciasteczka obtaczamy w nim i odstawiamy. Uwaga – świeżo upieczone nie tylko mogą nas poparzyć, ale i łatwiej się kruszą.

Pierniczki na oleju rzepakowym

Dosyć wierna podróbka innych, znanych sklepowych (pozwólcie, ze bez reklamy), które tak mi zasmakowały, że postanowiłam je przygotować w domu po pobieżnym wgłębieniu się w skład. W oryginale lukrowane – u mnie między innymi z powodu lenistwa, niekoniecznie ;) Plusy – mało tłuste a co za tym idzie mało kruche, a po prostu miękkie, pod warunkiem, że nie zostaną przepieczone. W gruncie rzeczy proste w przygotowaniu. Z przepisu otrzymujemy względnie małą porcję. Polecam od razu podwoić! A jeszcze przed świętami na blogu pojawi się zestawienie najlepszych przepisów, bądźcie czujni.

Korzystając z okazji, chciałam podziękować Anecie, Uli i Mateuszowi za tą wczorajszą współpracę. Jeżeli to czytacie, wiedzcie, że byliście genialni i dziękuję Wam za to, że podjęliście się ze mną tego zadania!

Pierniczki:
1/2 szklanki cukru (100 g)
1/2 szklanki wody
2 łyżki oleju rzepakowego
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka kakao
1 jajko
250 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki amoniaku

W dużym rondelku topimy 3 łyżki cukru do jego karmelizacji, dodajemy stopniowo wodę i resztę cukru, na końcu olej. Przesiewamy 150 g maki z kakao, przyprawą i dodajemy do ciepłej jeszcze masy (ale już nie gotujemy, raczej zaparzamy jak ciasto na ptysie), gdy ciasto przestygnie, dodajemy jajko i dosypujemy resztę mąki wraz z amoniakiem – wyrabiamy jak ciasto na pierogi. Wałkujemy na podsypanym mąką blacie. Z ciasta wykrawamy dowolne kształty. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni z funkcją termoobiegu, nie dłużej niż 10 minut, po tym czasie ciastka robią się suche. po upieczeniu możemy śmiało lukrować.

Ciasto Biały Lion – propozycja na święta (krok po kroku)

Długo szukałam ryżu, jakiś czas się do niego merytorycznie przygotowywałam. Oglądałam filmiki, przeliczałam na moją foremkę, porównywałam, kombinowałam. Ciasto inne niż wszystkie, więc wymaga uwagi. O jego niezwykłości świadczy choćby ta warstwa na bazie ryży preparowanego znanego jeszcze z czasów szkolnych, ze sklepiku. Wtedy 50 groszy to był majątek, taki za który można było nabyć taki przysmak. No, ale popędziłam trochę do przodu. Lat X temu w domowym zaciszu próbowałam kleić szyszki, które trzymały się wszystkiego tylko nie siebie samych. Były smaczne, ale ileż z tym było zachodu. Zestarzałam się, uznałam, ze na szyszkach skończyć się nie może i poszłam krok dalej. Bazując na tym przepisie przygotowałam ciasto o niebanalnej nazwie Biały Lion, mającej nawiązywać do batonika, mniej czy bardziej słynnego. Przyznam się szczerze – białego Liona nie jadłam, być może jego pojawienie się w sklepach nieszczęśliwie nie było skorelowane z moim dzieciństwem i tym słodyczowym szałem, który zazwyczaj na nie przypada. A co o samym cieście? Rzekli goście, że bardzo smaczne, a za największą wadę uznali właśnie strukturę ryżowej szyszki. Chcąc wbić widelczyk i nabrać kawałek od góry do dołu, zaczęła się ona kruszyć. Przyznam szczerze, że samo krojenie też do najłatwiejszych nie należało. Czy polecam? Mimo wszystko tak, zwłaszcza tym, którzy lubią takie zabawy, powrót do smaków dzieciństwa, a kawałek ciasta nie musi dla nich wyglądać jak zdjęcie z ekskluzywnej książki kucharskiej. Idą święta, poza piernikami i makowcami, myślę, że to jest ten smak i te klimaty.

Biszkopt
5 dużych jajek
6 łyżek cukru
4 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki oleju
50 g białej czekolady (posiekanej na kawałki)
+ 2-3 łyżki masła orzechowego lub nutelli

Biszkopt przygotowujemy jak zwykle, jednak wraz z mąką dodajemy posiekaną czekoladę.Pieczemy w blaszce 25 na 35 cm (175 stopni 25 minut). Upieczony biszkopt studzimy i dzielimy na dwa placki, jeden smarujemy masłem orzechowym.

Szyszka:
150 g ryżu preparowanego
1 puszka kajmaku *
2 łyżki masła orzechowego
2 łyżki siekanych orzechów ziemnych

* ja wykorzystałam tutaj „kajmak” własnej roboty, jest bardziej stabilny, lepiej się z nim pracuje, co widać nawet to zdjęciach. 3 łyżki cukru skarmelizowałam, dolałam 150 g masło i 125 ml śmietanki, następnie 3/4 szklanki cukru oraz odrobinę ekstraktu waniliowego. Gotowałam do uzyskania piany i odpowiedniego koloru (zdjęcie). Zdjęłam z ognia i do ciepłej masy dodałam ryż oraz resztę składników.

Kajmak lekko podgrzewamy, dodajemy masło orzechowe, orzeszki oraz ryż. Całość dokładnie mieszamy i wykładamy jeszcze ciepłe na biszkopt posmarowany masłem orzechowym/nutellą. Ugniatamy i studzimy.

Krem budyniowy:
2 szklanki mleka
2 żółtka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki cukru
200 g miękkiego masła
2 łyżki soku z cytryny

W 1/2 szklanki mleka rozprowadzamy mąki, cukier oraz rozbełtane żółtka. Resztę mleka należy zagotować i dodać część z mąką, gotując jak budyń. Studzimy. Masło miksujemy na puch, dodajemy po łyżce wystudzonego budyniu, na końcu dolewamy sok z cytryny (ostrożnie i nie za dużo, aby krem się nie zważył). Smarujemy warstwę szyszkową, przykładamy drugą część biszkoptu, smarujemy cienko pozostałymi 3 łyżkami masy.

Dodatkowo:
80 g solonych orzeszków ziemnych
1/2 tabliczki białej czekolady (rozpuszczonej w kąpieli wodnej)

Orzeszki grubo siekamy, posypujemy nimi ciasto i lekko dociskamy dłonią, aby lepiej trzymały się masy. Oblewamy czekoladą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia na 2 godziny. Możemy podawać.

Pierniczki jak toruńskie – co tu robią drożdże?

Długo zachodziłam w głowę co z tym przepisem?! Przecież to nie ma sensu, niby drożdże, ale gdzie tu te inne spulchniacze. No to tak nie działa – mówiłam sobie. Jak jedno to na pewno nie drugie. Otóż nie do końca Pewnego dnia mnie olśniło. Jeżeli ktoś zajmuje się domowym wyrobem trunków wysokoprocentowych to wie – drożdże są nie tylko w kostkach i saszetkach, mamy też takie naturalne. Z resztą działają one nie tylko w przemyśle winiarskim, piwowarski, ale i wtedy gdy przygotowujemy zakwasy na chleby czy barszcze lub żurki. Odgrywają nieocenioną rolę w przygotowaniu pierników toruńskich, ale i tego naszego staropolskiego, który przecież jest jeszcze spulchniany sodą… Działa? Działa, i to jeszcze jak. Tutaj mamy podobnie, tylko bez tego wielotygodniowego czy wręcz wielomiesięcznego wyczekiwania. Wszystko dzięki użyciu „kostkowych” odpowiedników. Polecam szczególnie w wersji nadziewanej (takie bez nadzienia łatwo przesuszyć, z marmoladą jest to prawie niemożliwe, są znacznie smaczniejsze). Przepis z Domowych Wypieków

Pierniczki:
2 szklanki mąki pszennej tortowej
1 jajko
1/2 szklanki cukru
1 czubata łyżka miodu
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka sody oczyszczonej
25 g drożdży
60 g masła
+ marmolada (opcjonalnie)

Miód podgrzewamy z masłem do rozpuszczenia, dodajemy do niego drożdże. Przesiewamy mąkę z sodą, wbijamy jajko, dodajemy cukier i drożdże. Wyrabiamy ciasto. Na obsypanej mąką stolnicy wałkujemy ciasto i wykrawamy kształty. Ja jednak radzę rozwałkować je na grubość 2-3 mm, wycinać kieliszkiem okręgi i sklejać po nadzianiu marmoladą (ułatwimy to sobie sklejając brzegi białkiem). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, niecałe 10 minut w przypadku zwykłych, w przypadku nadziewanych około 11- 12. Ja polukrowałam je po wystudzeniu lukrem na bazie cukru pudru i amaretto.