Archiwa kategorii: Inne

Inne ciasta.

Żytni piernik dojrzewający (etap I)

Kto nie zna przepisu na piernik Staropolski? Ja piekę go co roku, jednak czy nie ma alternatywy dla wypieku pszennego? Zyto służy mi lepiej niż pszenica. Mimo to zazwyczaj wykorzystuję w kuchni ta pierwszą, zwłaszcza gdy gotuję dla innych. Chociażby dlatego, że nie każdy lubi inną, ciemniejszą barwę takich wypieków. Tym razem jednak zdecydowałam się na przetestowanie mąki żytniej w pierniku, tutaj lekko brązowy kolor umknie oczom nawet bardzo uważnych ;) Zrezygnowałam też z karmelizacji cukru, dodałam smalec dla kruchości oraz syrop aka „miód” mniszkowy własnej produkcji. Piernik z tego przepisu jest nieprzesłodzony, nieco inny od tego Staropolskiego, choć jeżeli z produkcją owego nie masz problemów to i piernik żytni Cię nie zaskoczy ;) Zauważyłam, ze tutaj smalec dodaje całości nieco kruchości. Warto też zwrócić uwagę na to, aby nie przetrzymywać ich zbyt długo. Lekiem na przesuszenie jest… skórka jabłka i kilka dni leżakowania. Sam lukier również dołoży tu swoje trzy grosze. A jak wypadnie w wersji przekładanej czy nadziewanej? Złożę relację już wkrótce.

Ciasto:
100 g masła
150 g smalcu (koniecznie bez skwarek)
350 g miodu mniszkowego
100 g cukru
1, 5 łyżki domowej przyprawy do piernika (gotowej zazwyczaj należy dodać więcej)
125 ml mleka
2 duże jajka
0,5 łyżeczki amoniaku
1 łyżeczka sody oczyszczonej
750 g mąki żytniej (720)

Masło i smalec rozpuszczamy w rondlu, dodajemy miód i cukier oraz przyprawy i gotujemy do uzyskania jednolitej masy. Studzimy (niekoniecznie do temperatury pokojowej) i wbijamy jaja. W mleku rozprowadzamy amoniak i sodę – dodajemy do masy. Dosypujemy po łyżce mąki żytniej cały czas mieszając (na początku trzepaczką, później można zamienić na drewnianą łyżkę ew. widelec). Gotowe ciasto może być jeszcze nieco lejące, podczas całego procesu dojrzewania (przebiega w niskiej temperaturze) ciasto zgęstnieje i możliwe będzie jego rozwałkowanie. Piernik przed pieczeniem powinien odleżeć co najmniej miesiąc (a optymalnie nawet dwa) np. w lodówce.

Piernik piec możemy w formie pierniczków:
Ciasto wyjmujemy z lodówki. Blat obsypujemy delikatnie mąką (choć prawdopodobnie może nie być wcale konieczne jeżeli zastosujecie moją metodę – na kopytka. Ciasto wałkujemy i wycinamy foremkami lub kieliszkami kształty. Możecie postępować z ciastem również tak jak postępujecie z kopytkami (formujemy wałek i odcinamy kawałki). Pierniczki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 190 stopni. Pieczemy około 10 minut – później pierniczki będą zbyt suche. Można je przed upieczeniem również nadziać marmoladą. Najprawdopodobniej będą wtedy od razu miękkie i nie ulegną takiemu łatwemu przepieczeniu. Ta zasada z reguły sprawdza się przy wszystkich pierniczkach. Gotowe pierniczki lukrujemy (cukier puder + rum) albo oblewamy czekoladą (tabliczka czekolady + łyżka masła + łyżka śmietanki).

… albo piernika
Wtedy ciasto dzielimy na 3 części. Każdą wałkujemy na kształt prostokąta (20/25 na 35/40 cm będzie w porządku). Tak przygotowany pieczemy przez kwadrans, nie dłużej. Po upieczeniu przekładamy powidłami lub kremem orzechowym. Zostawiamy na jeden dzień pod obciążeniem (dwie grubsze książki w formie encyklopedii, słownika wystarczą) – piernik stanie się wilgotny do tego łatwiej będzie się kroił.

Ciasto Toffi – szybko znikające

Toffi a może krówka? Żadna z podanych w internecie receptur ne była w stanie mnie w pełni zadowolić, a polecono mi odtworzyć smak cukiernianego ciasta. Z kremem budyniowy ma lekko kwaskowatym, orzeźwiającym. Nie na bazie ciasta miodowego czy kruchego a na a’la biszkoptowym. Od siebie dodałam odrobinę orzechów włoskich, z wierzchu oblanymi toffi. One zawsze pasują do karmelu ;) Jaka recenzja? może taka, że mimo całkiem zwyczajnego wyglądu ciasto zniknęło jako pierwsze, a do zdjęć zostały mi tylko dwa ostatnie pokraczne kawałki. Uwierzcie, mało jest ciast które znikają w takim tempie :)

Biszkopt
5 dużych jajek
5 łyżek cukru
2 łyżki toffi*
3 – 4 łyżki oleju rzepakowego
5 łyżek czubatych mąki pszennej
1 opakowanie budyniu toffi

Białka oddzielamy od żółtek – ubijamy na sztywno z połową cukru. Do żółtek dodajemy cukier i ubijamy an kogel mogel – dodajemy powoli olej a następnie przestudzone toffi – łączymy z ubitymi białkami. Mąkę i budyń przesiewamy i dodajemy do jajek. Biszkopt pieczemy w wyłożonej papierem foremce 25 na 35 cm przez 30 -35 minut w 180 stopniach. Studzimy i dzielimy na dwa blaty.

Toffi: 3 łyżki cukru karmelizujemy, dodajemy powoli 1/2 kostki masła, a następnie łyżeczkę ekstraktu waniliowego oraz 200 ml śmietanki – całość będzie się pieniła. Stopniowo dodajemy 150 g cukru, gotując całość na małym ogniu.

Krem
3 1/2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego
2 czubate łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki cukru
300 g masła
sok z 1 dużej cytryny

W 200 ml mleka rozprowadzamy budyń, mąki i cukier. Resztę gotujemy, dodajemy mleko z mąkami i gotowy budyń studzimy. Miękkie masło ubijamy na puch, dodajemy przestudzony budyń a na końcu sok z cytryny. Budyń nie może być gorący bo po 1 – rozpuści masło, a po 2 – zważy nam krem. Pierwszy blat smarujemy 3/4 kremu, wykładamy drugi biszkopt i smarujemy pozostałym kremem.

Dodatkowo
1/2 szklanki orzechów włoskich lub płatków migdałowych
kilka łyżek toffi (można zagęścić niewielką ilością mąki ziemniaczanej, gdyby było zbyt lejące)

Orzechy włoskie wkładamy na kwadrans do piekarnika i siekamy, płatki lepiej podprażyć na patelni. Studzimy a następnie posypujemy ciasto. Całość oblewamy toffi. Ciasto przed podaniem wkładamy do lodówki.
Piecz - tak od podstaw

Ciasto dyniowe ze śliwkami

Czy mam jakąś propozycję na weekend? Po nieco chłodniejszym tygodniu w którym w ruch pewnie poszły już cieplejsze bluzy i płaszcze, no i rzecz jasna na otwarcie sezonu jesiennego w pełnej krasie proponuję rozgrzewające, aromatyczne ciasto. Nie byle jakie. Dyniowe. Jeżeli sceptycznie podchodzicie do tego warzywa, zwłaszcza do jego słodkich odsłon to miło się zaskoczycie. Jeżeli już jesteście jego fanami, zbliżający się weekend może zaowocować nowymi odkryciami kulinarnymi. Jeżeli starczy mi czasu to poodkrywam pewnie i ja, bo niedaleko odbędzie się Festiwal Dyni na który z chęcią się wybiorę. Ciasto a raczej placek z dyni zaskakuje smakiem. Główny składnik może pozostać tajemnicą kucharza-cukiernika, bo na prawdę trudno jest domyślić się nawet osobie wprawionej w kuchni co jest w środku. W mięciutkim cieście od serca doprawionym domową przyprawą do piernika schowałam dodatkowo porcje orzechów i rodzynków, w bogatszej, świątecznej wersji poeksperymentować możecie z ich większa domieszką i dodatkami w postaci kandyzowanych owoców i cykaty. Do takiego misz maszu bardzo dobrze pasują śliwki i myślę, że we wrześniu możemy z nich spokojnie korzystać. nie tylko w knedlach.

Ciasto dyniowe:
4 jajka L
1 szklanka cukru (200 g)
1 szklanka oleju rzepakowego (230 g)
1 1/2 szklanki puree dyniowego (420 g) *
2 łyżeczki z górką domowej przyprawy do piernika (gotowej zazwyczaj należy dodać więcej)
1 łyżeczka cynamonu
2 1/3 szklanki mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
garść rodzynków
1/3 – 1/2 szklanki orzechów włoskich (sprawdzą się tez laskowe, brazylijskie czy pinii)
+ śliwki około 7 dużych sztuk)

Jajka wbijamy do miski, dodajemy cukier i miksujemy do jego rozpuszczenia, następnie stopniowo dolewamy olej. Masę mieszamy z przygotowanym, wystudzonym (temp. pokojowa) puree i doprawiamy przyprawa oraz cynamonem. Do drugiej miski przesiewamy make wraz z sodą i proszkiem. Stopniowo dosypujemy do pierwszej miski cały czas mieszając. Orzechy siekamy niezbyt drobno, dodajemy do masy wraz z rodzynkami. Dużą tortownicę smarujemy margaryną i posypujemy brzegi mąką. Wylewamy ciasto, na wierzchu układamy śliwki pozbawione pestek (przecięciem do góry) i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez mniej więcej 45 – 50 minut. Przed wyjęciem z pieca sprawdzamy patyczkiem.

*Puree z dyni - Dynię z wierzchu myjemy. Następnie ostrym nożem przecinamy ją na pół (ja nóż wbijam zawsze ostrym końcem). Z dyni wyjmujemy nasiona (możemy rozłożyć je na gazecie i wysuszyć przy kaloryferze), a warzywo dzielimy podobnie jak jabłko na ósemki czy „dwunastki” w zależności od wielkości. Dynię rozkładamy na papierze do pieczenia i tak pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni (gdyby końcówki zaczęły się robić brązowe – przykrywamy folia aluminiową). Po 20 – 30 minutach sprawdzamy czy jest wystarczająco miękka, aby bez większych kłopotów dało się ją odseparować od skórki. Tak przygotowany miąższ blendujemy na gładkie puree. Nadmiar możemy zamrozić (jest to najpewniejszy, najtrwalszy sposób konserwacji akurat tego warzywa) lub zamknąć w słoiku i zapasteryzować (dynia od razu jest gotowa do użycia).
Możecie te usłyszeć o metodzie polegającej na gotowaniu dyni, ja jednak jestem zwolenniczka piekarnikowej, ponieważ jest łatwiejsza, nie ma ryzyka przypalenia a produkt końcowy nie jest zbędnie rozwodniony. Tutaj wręcz przeciwnie – woda w części nam odparuje.


Piecz - tak od podstaw
Jemy sezonowo! Jesień

Kremówka po mojemu – tania, szybka, najprostsza (baz jajek)

Chodziło za mną coś kremówkowego, karpatkowego tylko nie mogłam ostatecznie podjąć decyzji. W związku z deficytem jajecznym decyzja podjęła się sama. W związku z upałami i ogólnym brakiem energii konieczna też była modyfikacja. Zamiast ciasta francuskiego, którego przygotowanie trwa… trochę zdecydowałam się na ciasto półfrancuskie na twarożku. Może nie listkuje się aż tam dobrze jak francuskie (w sumie to w każdej z warstw powstają 3 – 4 listki i jeżeli nie mamy ręki do francuskiego to lepiej zdecydujmy się na tego „pewniaka”), ale jest dla niego dobrą alternatywą. No i czy nie przypomina Wam jednak tej nieszczęsnej karpatki choć odrobinę?Gorąco polecam. Jest to jeden z moich faworytów a rozchodzi się też dosyć szybko mimo tego, że blaszka jest spora.

Ciasto
250 g twarożku
1 łyżeczka octu jabłkowego (opcjonalnie)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
łyżeczka cukru wanilinowego
200 g masła
szczypta soli
400 g mąki pszennej

Wszystko poza mąką rozgniatamy w misce widelcem. do masy dodajemy stopniowo maki i wyrabiamy elastyczne ciasto. Wkładamy na godzinę do lodówki. Ciasto dzielimy an dwie równe części i cienko wałkujemy na dwa placki (prostokąty min 30 – 40cm) Nierówne brzegi przed upieczeniem przycinamy tak, aby placki miały takie same wymiary. Lepiej piec je w nieco większej formie niż w tej w której planujemy je składać, ponieważ nieco się skurczą. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni pieczemy do zrumienienia (około 20 – 25 minut). Studzimy.

Masa budyniowa
5 szklanek mleka pełnotłustego
3/4 szklanki cukru
2 1/2 opakowania budyniu waniliowego
2 czubate łyżki maki pszennej
3 żółtka (opcjonalnie)

Szklankę mleka odstawiamy i rozprowadzamy w nim mąkę, budynie, cukier oraz cukier (i ewentualnie żółtka). Resztę przelewamy do rondla i gotujemy. Gdy całość zawre wlewamy zimne mleko do gorącego i energicznie mieszamy. W razie potrzeby budyń słodzimy. Na dnie blaszki umieszczamy jeden blat ciasta, zalewamy gorącym budyniem i przykrywamy drugim zanim utworzy się kożuch. Ciasto studzimy, a przed pokrojeniem możemy jeszcze włożyć je do lodówki. Przed podaniem obficie posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto Malinowa Kostka

Korzystajmy z uroków lata, ze szpinaku czy z malin, najlepiej tych własnoręcznie zerwanych. Po prostu upieczmy to ciasto! Ja komponując je zdecydowałam się na wykorzystanie ciasta szpinakowego z nitką cytryny – sprawdzonego. Trafił mi się jakiś felerny szpinak, który nie miał }tego” koloru”, dlatego podkręciłam go szczyptą barwnika w proszku i generalnie ciasto „klapło” mi bardziej niż miało, choć nie taki był plan. Niemniej w smaku niczego mu nie brakowało. Owocowy smak podkreślała masa, którą bardzo lubimy – na bazie soczku kubusiowego. A czemu kostka? W bitej śmietanie zatopiłam właśnie takie galaretkowe kosteczki. Pierwotnie były one zielone, ale zdążyły złapać kolor (ciasto piekłam w piątek, zdjęcia pochodzą z poniedziałku). Ciasto jest lekkie, orzeźwiające i delikatnie owocowe – polecam :)


Ciasto szpinakowe
3 duże jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie szpinaku (450 g)
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka z dużej cytryny

Szpinak rozmrażamy na sitku. Mieszamy go ze skórką otartą z cytryny (ja delikatnie obrałam nożykiem i wrzuciłam całe kawałki – ładnie się zblendowała) i olejem – miksujemy na gładką masę. Białka oddzielamy od żółtek – każde ubijamy osobno z połową cukru. Do żółtek dodajemy rozdrobniony i zmiksowany szpinak na zmianę z przesianą mąka i proszkiem. Na końcu dodajemy pianę z białek. Ciasto pieczemy w foremce wyłożonej papierem 25 na 35 cm. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 45 – 50 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Gotowe studzimy.

Masa kubusiowa:
litr soku przecierowego malinowego (u mnie malina, marchewka, coś tam)
2 opakowania budyniu waniliowego/malinowego
1 opakowanie galaretki malinowej

W 200 ml soku rozprowadzamy budynie. Resztę gotujemy, a następnie dodajemy sok z budyniami. Po zagotowaniu zdejmujemy z ognia i dodajemy galaretkę – wylewamy na ciasto i studzimy.

Krem śmietankowy z galaretką:
500 ml śmietanki 36%
2 opakowania cukru wanilinowego
2 łyżeczki żelatyny rozprowadzone w niewielkiej ilości wody
1 opakowanie galaretki zielonej (agrestowej, kiwi, innej) rozpuszczonej w 400 ml gorącej wody – stężała, pokrojona w kosteczkę

Śmietankę schłodzoną ubijamy z cukrami i utrwalamy rozpuszczoną żelatyną. Szybko dodajemy galaretkę, a ciasto wykładamy na wystudzoną masę kubusiową. Wstawiamy do lodówki do stężenia.

Frużelina malinowa:
1 szklanka wody
2 łyżki syropu malinowego
2 łyżki cukru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny
1 1/2 szklanki malin (mogą być mrożone)
+ odrobina bitej śmietany do dekoracji (utrwalonej żelatyną)
W niewielkie ilości wody rozprowadzamy mąkę, w drugim naczyniu odstawiamy do napęcznienia żelatynę. Resztę wody z dodatkiem soku z cytryny, syropu i cukru zagotowujemy. Gdy woda zacznie wrzeć, dodajemy mąkę ziemniaczaną i gotujemy kisiel. Zdejmujemy z ognia i dodajemy żelatynę, a następnie zamrożone maliny (wtedy masa zacznie szybko tężeć. Gdy używamy świeżych, dodajemy j po przestudzeniu żelu. Ciasto dekorujemy bita śmietaną a następnie ostrożnie wykładamy łyżką maliny w żelu. Wkładamy do lodówki do zgęstnienia.

A tu na dokładkę dzielę się zdjęciami sprzed tygodnia – w większości tortów, ale i całych talerzy. Ałłł, jak patrzę to dalej przerażają mnie te kawałki. Miałam moment kiedy zrobiłam się cała czerwona, chciałam to odnieść na zaplecze i jechać do cukierni po nowe. Musicie mi wierzyć, że wygląd rekompensuje smak. Przepisy na kolejne ciasta ze zdjęć (nie wszystkich mojego autorstwa) będą sukcesywnie pojawiały się na blogu. Zaglądajcie :)







Piecz - tak od podstawZ dziećmi i dla dzieci 2016

Ciasto z rabarbarem – przepis ze starego zeszytu

No i ruszyła akcja prowadzona przeze mnie za pośrednictwem Miksera. Blogujesz? Zachęcam do włączenia się! Moim celem będzie zebranie przepisów na desery – ciasta, ciasteczka, serniki, babki i inne z których z przyjemnością skorzystają osoby początkujące. Ma być prosto i smacznie. I to tyle – wystarczy jeszcze wszystko opisać na tyle klarownie, aby osoba biorąca mikser czy trzepaczkę wiedziała co i jak należy zrobić, na co zwrócić szczególną uwagę.

Na start do akcji wkracza mój przepis na ciasto z rabarbarem. Oryginalnie w wersji zeszytowej jest to ciasto z owocami – rozumianymi szeroko, jednakże ja od zawsze piekłam je z rabarbarem i wydaje mi się, ze właśnie w tej kwaskowatej wersji sprawdza się najlepiej. Będę Wam je niesamowicie polecała i zachwalała, uwielbiam jego smak i czekałam na nie od miesięcy, no ale cóż jestem tu baaaardzo subiektywna w swej ocenie. Było to jedno z tych ciasto, które upiekłam jako pierwsze. Poza zwykłym biszkoptem i murzynkiem właśnie ono było tą pozycją na której trenowałam. Dlatego właśnie uznałam, że idealnie sprawdzi się też i w Waszej kuchni. Nawet jeśli ma to być to „pierwsze” ciasto. A zbliża się dzień Matki, więc… okazja jest. Proste, tanie i przepyszne trenujmy :)

Piecz - tak od podstaw

Ciasto:
250 g margaryny lub masła (kostka)
1 szklanka cukru
3 łyżki wody
2 jajka
2 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
+ około 400 g rabarbaru pokrojonego w kawałki około 1cm – można go posypać 1 – 2 łyżkami cukru

-> wybierając margarynę czy masło wybierajmy te o zawartości min 82% tłuszczu
-> szklanka to zawsze 250 ml, chyba że w przepisie zastrzeżono inaczej
-> gdy mowa o łyżce mamy na myśli taką dużą, której używa się do jedzenia zup czyli 15 ml, łyżeczka z kolei to ta do herbaty – mała 5 ml
-> ja rabarbar obieram, wtedy ładnie się rozpada i nie ma takich wyraźnych włókien, natomiast coraz częściej spotykam się z przepisami, które tego nie uwzględniają. Można go również mrozić – po umyciu i pokrojeniu w kostkę, tedy dodajemy go jeszcze zamrożonego
-> w oryginale użyć możemy dowolnych owoców, za chwilę fantastycznym zamiennikiem dla rabarbaru okazać się mogą wiśnie czy śliwki, albo kwaskowaty agrest czy jabłka. Jednak używając „soczystych” owoców (mamy sezon truskawkowy!) warto je uprzednio przed dodaniem do ciasta posypać mąką – puszczą sok, który będzie się palił
-> ciasto można w ramach eksperymentów urozmaicić np. poprzez dodanie do niego 1 – 2 łyżek kakao i łyżkę wody. Myślę, że sprawdzi się w duecie z wiśniami

Margarynę kroimy na mniejsze kawałki co przyśpieszy rozpuszczanie i umieszczamy w rondelku wraz z cukrem i wodą – rozpuszczamy. W momencie gdy będzie płynna odstawiamy ją do przestudzenia, gdy temperatura pozwoli na swobodne włożenie paca do środka – dodajemy jajka (nie trzeba oddzielać białka od żółtka) i miksujemy mikserem lub trzepaczką – w ostateczności można użyć widelca. Do drugiej miski przesiewamy przez sitko mąkę i dodajemy do niej proszek do pieczenia. Dodajemy stopniowo do garnka z margaryną, cały czas mieszając.
Dużą, okrągłą tortownicę albo mniejszą kwadratową blaszkę smarujemy od środka łyżką twardej margaryny i posypujemy bułką tartą (1 – 2 łyżki), ewentualnie kaszką manną. Wylewamy ciasto i wykładamy rabarbar posypany cukrem. Ja zawsze zostawiam kilka łyżek ciasta i wylewam je na sam wierzch, aby owoce zbyt mocno się nie spiekły, ale nie jest to konieczne. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, ciasto wkładamy na mniej więcej 40 minut. Po tym czasie bierzemy patyczek do szaszłyków i nakłuwamy po środku (największe prawdopodobieństwo, że to tam będzie surowe) i sprawdzamy czy jest suchy. Upieczone ciasto studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. Nie ma potrzeby przechowywania go w lodówce.

Piecz - tak od podstaw

Ciasto W-Zka na kwaśnej śmietanie – jak za dawnych lat

Mmm z rozmarzeniem myślę o cieście z rabarbarem leżącym na stoliku. Nawdychałam się tego zapachu, oby tylko nie kalorii. Pewnie zapytacie co to za ciasto i ile tym razem ma warstw. No cóż… to najzwyklejszy placek. No tak, to tyle. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na szukaniu starego „zeszytu”. Kto piekł w epoce przed internetowej ten wie o czym mówię. Tam był owy przepis który wiele lat temu skrzętnie zanotowałam, a którego nie umiałam się doszukać na dzisiejszych blogach. Był to też bodziec do stworzenia akcji, która od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Aktualnie czeka na akceptację moderatora – co i jak znajdziecie pod tym linkiem. A przepis na owe najprostsze ciasto już w przyszłym tygodniu… będzie obecny w akcji. Dzisiaj )przepis na tzw. Wuzetkę w wersji ponoć tradycyjnej z cięższym a’la babkowym ciastem i kremem na bazie kwaśnej śmietany. Za jakiś czas na pewno dla porównania dodam wersję biszkoptowo – kremówkową :) Ciekawa jestem, którą Wy wolicie?

Ciasto
230 g masła lub margaryny (temp. pokojowa)
110 g cukru
6 jajek
60 g kakao + 1/2 szklanki gorącej wody
230 g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Kakao mieszamy z wrzątkiem. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na pianę. W osobnej misce ucieramy cukier z masłem i dodajemy kolejno żółtka.Do masy powoli wlewamy kakao. Mąkę przesiewamy i dodajemy proszek – dodajemy do masła. Masa będzie dosyć gęsta, dlatego białka dodajemy stopniowo, mieszając łyżką. Masę wykładamy na blaszkę 25 na 35 cm wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy do suchego patyczka w temperaturze 170 stopni przez mniej więcej 40 minut. Po upieczeniu i wystudzeniu ciasto dzielimy na dwa blaty.
Krem:
200 ml śmietanki kremówki (dobrze schłodzonej)
800 ml śmietany 18% (dobrze jest połowę zastąpić tzw. Crème fraîche lub zakwasić kremówkę łyżką śmietany z kulturami bakterii)
6 łyżek cukru
2 łyżki żelatyny + odrobina wody do rozpuszczenia

Śmietankę ubijamy, dodajemy do niej cukier. Mieszamy ją ze śmietaną. Żelatynę rozpuszczamy i dodajemy do kremu. Gęstniejący krem wylewamy na pierwszy blat (możemy go również posmarować uprzednio dżemem) i układamy na nim drugą część ciasta. Ciasto wstawiamy do lodówki, w międzyczasie robimy polewę.
Polewa
1/2 kostki masła
60 ml śmietanki
3 – 4 łyżki cukru
3 łyżki kakao

Masło ze śmietanką rozpuszczamy, dodajemy cukier i gotujemy aż zacznie się pienić, wtedy dodajemy kakao i dokładnie mieszamy gotując na najmniejszej mocy palnika. Gdy pozbędziemy się grudek – zdejmujemy z ognia i studzimy. Gęstniejącą polewą oblewamy ciasto i raz jeszcze wstawiamy do lodówki.

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=f7l42&id=7487a40eb667fed90b490741ef866f6c&size=F
Wiosenne słodkości 2016

Ciasto Cygańskie Ścieżki

Lubicie galaretkę – dostaniecie galaretkę. Taka myśl przyświecała mi przy pieczeniu tego ciasta, a konkretniej przy wybieraniu tej pozycji do urodzinowego menu. Przy okazji mogłam nieco ubrać z galaretkowej półki, której zawartość – uwierzcie mi na słowo śmiało może konkurować z tymi sklepowymi. Ciasto to jest na prawdę ekskluzywną wersją galaretkowca połączoną z ubogaconym Angel Food Cake. Jest to strzał w dziesiątkę u mnie w domu. Po czym to wnioskuję? Ciasto ze wszystkich propozycji zniknęło najszybciej. Mimo tego, że wygląda solidnie, to wcale nie zapycha – spokojnie można sięgnąć po drugi kawałek. W odróżnieniu od klasycznych przepisów jak ten ja zdecydowałam się dodać piance nieco puszystości dodając niewielką domieszkę bitej śmietany – gorąco polecam taki eksperyment! Tak jak i polecam cały wypiek :D

Ciasto:
9 białek (najlepiej z dużych jaj)
300 g cukru (około 1 1/2 szklanki)
1 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka oleju (u mnie rzepakowy)
-> 4 żółtka + 2 łyżki mąki
-> 2 łyżki kakao (gdyby masa była zbyt gęsta można dodać łyżkę mleka)
-> 3 łyżki maku
-> 1 opakowanie czerwonego kisielu (u mnie wiśniowy)

Białka ubijamy na sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier. Mąkę przesiewamy do miski wraz z proszkiem do pieczenia i naprzemiennie z olejem dodajemy do białek. Tak przygotowane ciasto dzielimy na 4 równe części. Do każdej z nich dodajemy wyszczególnione składniki i dokładnie mieszamy. Głęboką blaszkę o wymiarach mniej więcej 25 na 35 cm wykładamy papierem do pieczenia. Na środku robimy kleks z wybranej masy – mnie porcje miały około 2 łyżek, a następnie na jej środku wylewamy ciasto innego rodzaju itd. do wykończenia wszystkich rodzajów ciasta. Blaszkę lekko przechylamy, aby ciasto dotarło również w rogi blaszki. Pieczemy je około 40 minut w 180 stopniach. Studzimy a następnie dzielimy na dwa blaty.
Środek:
400 g serka sernikowego z wiaderka
200 ml śmietanki 30 % lub 36%
4 galaretki o różnych kolorach (u mnie: cytrynowa, jabłko – mięta, pomarańczowa i wiśniowa) => każda rozpuszczona w 300 ml gorącej wody
1 opakowanie galaretki poziomkowej/truskawkowej rozpuszczone w 1/2 szklanki gorącej wody

4 galaretki przygotowałam wieczorem – dzień wcześniej. umieściłam w salaterkach i dokładnie wystudziłam, pozostawiłam do całkowitego stężenia. Wtedy kroimy je w kosteczkę. Galaretkę rozpuszczamy. Dobrze schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno i mieszamy z serkiem. Wlewamy powoli poziomkową galaretkę miksując na niskich obrotach. Do miski wrzucamy pokrojoną galaretkę i mieszamy łyżką – tak przygotowaną masę wykładamy na blat ciasta, przykrywamy drugim i wstawiamy do lodówki. Zanim krem stężeje przygotowujemy polewę.

Polewa czekoladowa:
100 g masła
50 ml śmietanki
3 – 4 łyżki cukru
2 łyżki kakao
+ posypka kolorowa (opcjonalnie)

Masło i śmietankę rozpuszczamy, dodajemy cukier i gotujemy aż ten się rozpuści, wtedy dodajemy kakao. Polewę gotujemy aż ta zacznie się pienić, wtedy zmniejszamy ogień i mieszając cały czas gotujemy jeszcze przez około 2 minuty. Polewę zdejmujemy z ognia i studzimy. Polewamy ciasto póki jest jeszcze płynna i posypujemy posypką. Gdy zastygnie ciasto można podawać.

Sernik Chatka Puchatka (Baby Jagi lub Trójkąt) – ciasto bez pieczenia

To ciasto ma co najmniej kilka nazw. Znam też na nie kilka przepisów. Fakt – może być ono wykonane z ciemniejszą masą w środku (zazwyczaj zwykłą kakaową), z owocami, galaretką czy piankami. Na bazie masy z twarogu, mascarpone czy (tak jak u mnie) z kremu a’la paschowego. Ile ludzi tyle przepisów. Na przygotowanie klasycznej Paschy miałam ochotę nawet w minione święta, ale po tym jak dowiedziałam się, że w domu jemy dwa serniki, do tego u Babci był sernik i kołacz z serem to dorabianie kolejnego twarogowego deseru byłoby niedorzeczne. Na chatkę zacieram ręce już od kilku lat. W ostatniej chwili coś mnie tknęło i w oczekiwaniu na pierwsze wiosenne owoce postanowiłam wykonać takie a nie inne cudeńko, które ich nie potrzebuje. W zapasie miałam jeszcze paczuszkę herbatników – czego trzeba tu jeszcze? Trochę dobrych chęci :) Jest to ciasto bez pieczenia, do tego bardzo łatwe w przygotowaniu, najtrudniejszym momentem jest rozsmarowanie pierwszej warstwy kremu na herbatnikach, które lubią się przesuwać. Krojenie tak nietypowego wypieku nie stwarza żadnych problemów, po nocy spędzonej w lodówce herbatniki chłoną wystarczającą ilość płynu z kremu, a krem twardnieje. A w połączeniu kawa – orzechy – kakao wprost się zakochałam! Uwaga, bo jest niebezpiecznie uzależniające i kaloryczne.

Chatka:
3 jajka
400 g śmietany (zsiadłego mleka, kefiru – najlepiej domowego, ale też nie za mocno skwaszonego)
5 szklanek mleka
ekstrakt waniliowy i migdałowy (lub laska wanilii, ewentualnie po kropli aromatu)
1 łyżka cukru wanilinowego od Delecty
130 – 150 g cukru (lub cukru pudru)
200 g masła min 82% tł. (temp. pokojowa)
2 łyżki kakao
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej (zalana łyżką wrzątku i odstawiona do wystudzenia)
2 łyżki kremu czekoladowo-orzechowego lub masła orzechowego
+ 36 herbatników (u mnie pełnoziarniste, opakowanie ok 400 g)

W miseczce rozkłócamy lub miksujemy jajka ze śmietaną. W tym czasie mleko przelewamy do większego garnka i zagotowujemy. Jeżeli używamy wanilii w lasce, wydłubujemy ziarenka i wkładamy laskę do garnka – gotujemy wraz z mlekiem. Ekstrakty/aromaty dodajemy do masy śmietanowo – jajecznej, a następnie wlewamy cienkim strumieniem do gorącego mleka, cały czas je mieszając. Po chwili z mleka zacznie wytrącać się ser, zmniejszamy wtedy ogień i gotujemy powoli nie doprowadzając masy do wrzenia (ser będzie mniej delikatny). Durszlak wykładamy gazą, wyjmujemy wanilię i odcedzamy ser. Ja nie wyciskałam z niego ostatniej kropli serwatki, wręcz przeciwnie – celowo zostawiłam nieco, aby masa była smaczniejsza, nie za sucha. Jeszcze ciepły ser wymieszałam z cukrem, który dokładnie się rozpuścił. Gdyby u Was ser w międzyczasie wystygł zbyt mocno, nie ryzykujcie i użyjcie przesianego cukru pudru, który na pewno się rozpuści nie zostawiając grudek. Przygotowany ser ostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Masło ucieramy na jasny puch, stopniowo dodajemy wystudzony ser, a następnie masę dzielimy na pół. Do pierwszej części nie dodajemy już nic, do drugiej – masło orzechowe/krem, kakao oraz kawę i miksujemy.

Herbatniki rozkładamy na folii aluminiowej tak jak na zdjęciu – w 3 rzędach (18 sztuk). Dla wygody radzę rozłożyć ją na większej deseczce, tacce bądź blaszce.

Herbatniki smarujemy ciemną masą, pamiętając o tym, że część musi zostać, aby ulepić to „okienko” w środku.

Nad każdym herbatnikiem układamy kolejny i lekko dociskamy.

Teraz warstwa będzie bardziej stabilna. Smarujemy ją jasnym kremem. Po środku rozkładamy porcję kremu ciemnego. Można sobie pomóc i krem przełożyć o foliowego woreczka z uciętym rogiem, a następnie wycisnąć.

Pomagając sobie folią aluminiową domek składamy , herbatniki dociskamy i poprawiamy, a następnie wkładamy do lodówki. w międzyczasie przygotowujemy polewę.

Polewa:
100 g masła
60 ml śmietanki
70 – 80 g cukru
2 czubate łyżki kakao
+ 2 – 3 łyżki wiórek kokosowych lub z białej czekolady (ewentualnie innej posypki)

W rondelku rozpuszczamy masło i śmietankę, dodajemy cukier. Gdy całość się zagotuje a cukier się rozpuści, dodajemy kakao i dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej, ciemnej masy. Studzimy, gęstniejącą polewę wylewamy na ostatecznie ukształtowany domek i posypujemy wiórkami.


Komu polecam ten „wypiek” i dlaczego? Właśnie, to nie do końca jest wypiek, bo nie wymaga pieczenia. Jeżeli jesteś wielkim entuzjastą wszelkich ciast bez pieczenia, tych na krakersach, biszkoptach czy herbatnikach to jest to sernik dla Ciebie. Jeśli nie masz pod ręką piekarnika lub do aktualnego nie masz zaufania, wiedz, że jest Ci on zbędny.
Był pewien kryzysowy czas w mojej rodzinie, kiedy to trwał remont. Mikrofalówka, która przez pewien czas wydawała nam się sprzętem niezbędnym w każdej kuchni odmówiła posłuszeństwa, jak się okazało od lat jesteśmy w stanie żyć bez niej. Inaczej sprawa się przedstawia w przypadku owego piekarnika. Z przyczyn „elektryczno-technicznych” bezpośrednie przyłączenie piekarnika przeniesionego do nowej kuchni było niemożliwe. Mieliśmy co prawda drugi – w kuchence gazowej, ale by móc go w pełni zasłużenie nazwać mianem „piekarnik” należałoby wcześniej parokrotnie upaść na głowę. Sygnałem ostrzegawczym były już same udka, które pomimo długiego pieczenia były blade i za nic nie chciały przybrać tej pożądanej przez wszystkich chrupiącej skórki. Zignorowałam to, zrobiłam mojego murzynka – on przecież się zawsze udaje i jest genialny. nie tym razem – od połowy w dół był spalony a na górze gumowaty. Wręcz niejadalny. Do dziś nie wiem co z nim nie tak, stał się po prostu dodatkową szafką. Na nieszczęście w tym kryzysowym okresie mili do nas przybyć goście, ciekawi wyremontowanej kuchni itd., problem w tym, że nie byłam w stanie upiec żadnego ciasta – bo jak to tak bez piekarnika? Ano, da się, można przygotować choćby ten deser! Mam wrażenie, ze czasem właśnie takie kryzysowe momenty zmuszają nas do ruszenia szarymi komórkami i odkrycia zakamarków cukiernictwa, które oferują nam więcej niż moglibyśmy przypuszczać.
Chatka jest smakiem dzieciństwa wielu osób,myślę, że w mojej wersji jeszcze ciekawszym. Sentymentalna podróż w przeszłość, wyjątkowy smak, a to wszystko bez konieczności ślęczenia przy piekarniku i pilnowania. Warto spędzić te kilka godzin na słonku zamiast w kuchni :)
Piecz... ot tak... prosto z serca!

Ciasto Pawi Ogon (siostry Anastazji)

To ciasto miałam na oku już od dłuższego czasu. Trochę pozmieniałam – w internecie krążą wersje biszkoptowe albo takie z ciastem miodowym. Ja gdzieś tam sięgając do Makowych Wydam sprzed tygodnia wykorzystałam tu ciasto a’la babkowe (bez jajek). Jest trochę cięższe od tradycyjnego biszkoptu, ale zbliżone do babki na oleju a nie ciasta kruchego. Dopiero gdy ciasto kroiłam, przy zdejmowaniu obręczy skojarzyło mi się ono z innym moim wypiekiem, a dokładniej z Oczami Carycy. Czy tylko ja czuję tu wizualne podobieństwo (smakowe poniekąd też, choć nie do końca)? Różnica jest taka, że w „ogonie” kremu jest w sam raz, kawa gdzieś tam się smakowo nie plącze, a mimo, że z ciastem jest niby więcej pracy to jest to praca hm… przyjemniejsza. Zaczęłam tu kombinować z galaretką – nie byłabym sobą gdybym nie chciała czegoś ulepszyć. Tym razem na szczęście wyszło, choć na zdjęciach efekt jest mniej spektakularny. W każdym przepisie na który się natknęłam zalecano użyć dwie galaretki w tym samym kolorze, oczywiście nie posłuchałam ;) Jak to się szczęśliwie skończyło możecie zobaczyć na zdjęciach i mam nadzieję – będziecie chcieli wypróbować w domu.

Ciasto:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki cukru
2 łyżki octu jabłkowego/winnego
60 g oleju rzepakowego/słonecznikowego
2 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)

W misce mieszamy płynne składniki z cukrem. Mąkę przesiewamy z sodą i dodajemy do ciasta. Mieszamy tak, aby nie było grudek. Foremkę o wymiarach 25 na 35 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wylewamy ciasto. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni do suchego patyczka (około 25 minut). Gotowe ciasto studzimy, kroimy na dwa placki.

Roladki
150 g masła/ margaryny
100 g cukru
1 duże jajko
4 – 5 łyżki śmietany
500 – 550 g maki pszennej
1/2 łyżeczki sody
1 słoiczek powideł śliwkowych
1 i 1/3 szklanki mielonych/siekanych orzechów włoskich

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Wstawiamy je na pół godziny do lodówki. Po tym czasie dzielimy je na 3 porcje. Każdą z nich wałkujemy na prostokąt a następnie smarujemy 1/3 słoiczka powideł i posypujemy orzechami. Zwijamy wzdłuż dłuższego boku (35cm lub tyle ile ma foremka). Roladki umieszczamy w foremce i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni do zezłocenia. Przed przełożeniem, studzimy i odcinamy końce.

Krem:
1 litr mleka
4 łyżki mąki pszennej
4 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)
6 łyżek cukru (120 g)
200 g masła (min. 82% tł.)
2 – 3 łyżki ajerkoniaku

W 1/2 szklanki mleka rozprowadzamy mąkę i cukier, opcjonalnie ekstrakt. Resztę zagotowujemy i gdy zacznie wrzeć, wlewamy pozostałą część ciągle mieszając. Taki budyń studzimy, a masło wyjmujemy z lodówki (ma być w temp. pokojowej). Miękkie masło miksujemy, dodajemy ajerkoniak do smaku a następnie po łyżce przestudzonego budyniu.

Dodatkowo:
1 opakowanie niebieskiej galaretki (rozpuszczonej w 300ml wody)
1 opakowanie zielonej galaretki (rozpuszczonej w 300ml wody)
polewa czekoladowa
posiekane orzechy włoskie


Składanie:
1 blat ciasta
1/2 kremu
3 roladki, ułożone w równych odstępach
tężejąca galaretka wlana pomiędzy roladki:
- na spód wylewamy 1/3 niebieskiej galaretki
- do miseczki z niebieska galaretką wlewamy kilka łyżek zielonej i przekładamy połowę na niebieską galaretkę
- do zielono – niebieskiej galaretki dodajemy połowę zielonej, mieszamy i wylewamy całość na ciasto
- na wierzch wlewamy zieloną galaretkę, gdy poprzednie zaczną nam tężeć
=> uzyskujemy efekt „ombre” i wkładamy ciasto na godzinę lub dwie do lodówki
wykładamy pozostałą część kremu (zostawiając 2-3 łyżki do posmarowania wierzchu)
2 blat ciasta
cienka warstwa kremu
polewa czekoladowa + orzechy



chociaż ciasto jest tęczowe, nie brakuje w nim orzechów włoskich. Wiedzieliście, ze to superfood? Aby dowiedzieć się więcej zapraszam na stronę: www.sklepagnex.pl

Superfood w Twojej kuchni