Archiwa kategorii: Inne

Inne ciasta.

Jagodowiec z białą czekoladą, na serowym spodzie

Dzisiaj zapraszam Was na jedno z ostatnich owocowych ciast w tym sezonie, niestety już z tych mrożonych. Ciasto jest słodkie, ale przepyszne! Twaróg dodaje ciastu wilgotności, nie jest takie jak zwykły ucieraniec. Spora ilość owocowego nadzienia dominuje, a dopełnia do krem z białej czekolady, który idealnie komponuje się z jagodami i borówkami. Polecam gorąco ;)


https://drive.google.com/file/d/1RGoZXIKJmzKaygZpyXaSQCAbtMA0WUo8/view?usp=sharing

Ciasto serowe
5 jajek
1 szklanka cukru
150 ml oleju rzepakowego
250 g zmielonego twarogu
1 szklanka mąki pszennej tortowej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę, następnie dodajemy stopniowo połowę cukru. Żółtka ucieramy na kogggel-mogel z resztą cukru, a następnie dodajemy olej. No żółtek dodajemy zmielony twaróg i ekstrakt, a następnie ubije białka. Mąki przesiewamy i dodajemy do masy. Ciasto przelewamy do dużej tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i piczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 25 – 30 minut, do suchego patyczka.


https://drive.google.com/file/d/1Jhm9rq25xoVecUXLvWGog64Eiy5-clso/view?usp=sharing

Żelka jagodowa:
1 szklanka jagód/borówek amerykańskich (mogą być mrożone)
100 ml wody/ soku jabłkowego
1 płaska łyżka skrobii ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny (namoczona w niewielkiej ilości wody)
1 słoik dżemu lub komfitury jagodowej (w mnie 240 g)

Jagody podgotowujemy w rondelku. Skrobię rozpuszczamy w wodzie/soku, słodimy i dodajemy do gotujących się jagód. Do kisielu dodajemy napęcznialą żelatynę. Tak przygotowaną żelkę wylewamy na upieczone ciasto, dwie łyżki żelki zostawiamy do dekoracji. Studziy przed wyłożeniem kremu.


https://drive.google.com/open?id=1UI2nxYFZBvletnTJEbaoFG0y0YW8QAMx

Krem z białej czekolady:
400 ml śmietanki
1 tabliczka białej czekolady (100 g)
1 łyżka cukru
1-2 łyżeczki żelatyny

200 ml smiętanki zagotowujemy i rozpuszczamy w niej czekoladę. Odstawimy do wystudzenia i schłodzenia. Śmietankę z czekoladą i bez czekolady ubijamy na sztywno z dodatkiem cukru. Żelatynę, namoczoną w niewielkiej ilości wody, roztapiamy i łączymy z ubitym kremem. Krem wykładamy na wystydzone ciasto i dekorujemy żelką jagodową oraz wiórkami czekolady. Wstawiamy na godzinę lub dwie do lodówki.


https://drive.google.com/open?id=14lz9W0Uq0AiMzOLsGigCvvEgORbyu097

Spiegeleierkuchen – ciasto „jajka sadzone” (z morelami)

Nie byłam przekonana co do tego czy to ciasto wyjdzie jak powinno. Żałuję, ze tyle się wahałam, bo jest prze-pysz-ne. Bałam się, że przed przyjęciem domownicy wszystko mi zjedzą, a robiłam w dużej foremce ;) Z racji tego, że piekłam je na początku tegorocznego sezonu morelowego, to przekonana o walorach wypieku, zdecydowałam się na przygotowanie przetworów morelowych w słoikach. Tak, aby w razie czego były do tego czy podobnego ciasta. Tego skąd nazwa, tłumaczyć nie muszę. Ciasto jest typowym, niemieckim wypiekiem. Jak widać, polskie blogi mniej lub bardziej go dostrzegły. Moim zdaniem należy mu się znacznie większa chwała, bo jest obłędne. Przypomina nieco sernik. No i jedna ważna rzecz, to przy tym cieście odkryłam idealny przepis na ucierane. Warto zapisać. Piekłam już kilka razy ;) Przepis stąd.

Ciasto ucierane:
150 g masła
150 g cukru
szczypta soli
3 jajka
300 g mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki mleka

Miękkie masło ucieramy z cukrem i solą, dodajemy po jednym jajku, cały czas miksując. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy stopniowo do masy. Na końcu dolewamy mleka i aromatyzujemy ekstraktem (ew. cukrem wanilinowym). Ciasto przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, 30 na 40 cm. Pieczemy 15 minut w temperaturze 180 stopni.

Krem budyniowy:
3 szklanki mleka (750 ml)
2 opakowania budyniu waniliowego
1/2 szklanki cukru
500 g gęstej kwaśnej śmietany (u mnie jeden mały serek waniliowy i 400 g 18%)

Z budyniu mleka i cukru gotujemy budyń. Odstawiamy do wystudzenia. Po wystudzeniu, miksujemy na gładką masę, stopniowo dodając śmietanę (temp. pokojowa). Wylewamy na podpieczone ciasto i układamy na nim morele, rozcięciem do dołu (wybierajmy mniejsze odmiany). Pieczemy jeszcze 20 minut.

Dodatkowo:
morele z puszki – ok. 700 g*
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny namoczona w niewielkiej ilości wody

*Ja morele przygotowałam sama. Sparzyłam owoce i zdjęłam z nich skórkę. Przecięłam na pół i usunęłam pestkę. W garnku zagotowałam 1 1/2 szklanki wody, 3 łyżki cukru i sok z 1/2 cytryny. Dodałam owoce i pozostawiłam do ponownego zagotowania. Takie owoce ułożyłam na ciście. Syrop zachowałam.

Syrop z puszki zagotowujemy. Dodajemy mąkę ziemniaczaną rozrobioną w niewielkiej ilości wody i gotujemy kisiel. Dodajemy napęczniałą żelatynę. Taki kisiel wylewamy na morele, gdy ciasto już przestygnie. Wstawiamy do lodówki, tylko do stężenia żelki.

Agrestowiec z pianką i chrupiącą bezą

W ramach weekendowych bojów, proponuję zaopatrzyć się w solidną porcję agrestu. Teraz mamy na niego sezon, potrwa on krótko. A ciasto jest przepyszne! Połączyłam w nim Agrestowiec, którego już znacie i… i inne ciasto na którego publikację też przyjdzie czas :) Wykorzystałam też moje ostatnie odkrycie – perfekcyjne ciasto ucierane. Pozmieniałam nieco proporcje, aby móc wykorzystać białka w bezie. Nie zaszkodziło to ciastu nic a nic. Idealne combo 3 przepisów, nic dodać nic ująć ;)

Ciasto ucierane:
150 g masła
150 g cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
4 żółtka
1 jajko
300 g mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka

Miękkie masło ucieramy mikserem z cukrem solą i ekstraktem, stopniowo dodajemy jajko i pojedynczo żółtka. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy na przemian z mlekiem. Powinno powstać ciasto o konsystencji gęstej pasty. Dużą blaszkę 30 na 40 cm lub nieco większą, wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto podpiekamy 10 – 15 minut w temperaturze 190 stopni.

Masa agrestowa:
850 g agrestu
2 szklanki soku jabłkowego lub zielonej oranżady
2 opakowania budyniu (u mnie cytrynowy)

200 ml soku/oranżady mieszamy z budyniem. Przygotowany agrest zalewamy napojem i gotujemy. Gdy zacznie wrzeć, wlewamy rozrobione budynie do agrestu. Masa powinna po chwili zgęstnieć. Gdy lekko przestygnie, wylewamy ją na podpieczone, kruche ciasto i wkładamy do pieca na kolejne 20 minut w temperaturze 180 stopni. Studzimy.

Pianka agrestowa
600 ml śmietanki kremówki schłodzonej
2 opakowania galaretki agrestowej
1 szklanka wrzątku

Zaczynamy pd przygotowania galaretki – rozpuszczamy ją w szklance wrzątku i odstawiamy do wystudzenia. Ma osiągnąć temperaturę pokojową, nie powinna zacząć tężeć. Śmietankę ubijamy na sztywno. Gdy nabierze kremowej konsystencji, cienkim strumieniem wlewamy galaretkę, nie przestając miksować. rem natychmiast wykładamy na ciasto.

Beza z płatkami kukurydzianymi
4 białka z dużych jaj
1 szklanka cukru
1 łyżka maki ziemniaczanej
2 szklani płatków kukurydzianych

Białka ubijamy na sztywno, dodajemy stopniowo cukier, gdy ten się rozpuści, do masy dodajemy przesianą mąkę oraz płatki – mieszamy. Bezę pieczemy w temperaturze 150 stopni przez 40 minut, na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Po wystudzeniu odrywamy papier. Bezę wykładamy na agrestową piankę, zaraz po jej zrobieniu, aby utrzymała się na miejscu. Po 3 – 4 godzinach w lodówce ciasto powino idealnie stężeć. Wtedy też jest najsmaczniejsze, bo płatki są idealnie chrupkie!

Żytni piernik dojrzewający (etap I)

Kto nie zna przepisu na piernik Staropolski? Ja piekę go co roku, jednak czy nie ma alternatywy dla wypieku pszennego? Zyto służy mi lepiej niż pszenica. Mimo to zazwyczaj wykorzystuję w kuchni ta pierwszą, zwłaszcza gdy gotuję dla innych. Chociażby dlatego, że nie każdy lubi inną, ciemniejszą barwę takich wypieków. Tym razem jednak zdecydowałam się na przetestowanie mąki żytniej w pierniku, tutaj lekko brązowy kolor umknie oczom nawet bardzo uważnych ;) Zrezygnowałam też z karmelizacji cukru, dodałam smalec dla kruchości oraz syrop aka „miód” mniszkowy własnej produkcji. Piernik z tego przepisu jest nieprzesłodzony, nieco inny od tego Staropolskiego, choć jeżeli z produkcją owego nie masz problemów to i piernik żytni Cię nie zaskoczy ;) Zauważyłam, ze tutaj smalec dodaje całości nieco kruchości. Warto też zwrócić uwagę na to, aby nie przetrzymywać ich zbyt długo. Lekiem na przesuszenie jest… skórka jabłka i kilka dni leżakowania. Sam lukier również dołoży tu swoje trzy grosze. A jak wypadnie w wersji przekładanej czy nadziewanej? Złożę relację już wkrótce.

Ciasto:
100 g masła
150 g smalcu (koniecznie bez skwarek)
350 g miodu mniszkowego
100 g cukru
1, 5 łyżki domowej przyprawy do piernika (gotowej zazwyczaj należy dodać więcej)
125 ml mleka
2 duże jajka
0,5 łyżeczki amoniaku
1 łyżeczka sody oczyszczonej
750 g mąki żytniej (720)

Masło i smalec rozpuszczamy w rondlu, dodajemy miód i cukier oraz przyprawy i gotujemy do uzyskania jednolitej masy. Studzimy (niekoniecznie do temperatury pokojowej) i wbijamy jaja. W mleku rozprowadzamy amoniak i sodę – dodajemy do masy. Dosypujemy po łyżce mąki żytniej cały czas mieszając (na początku trzepaczką, później można zamienić na drewnianą łyżkę ew. widelec). Gotowe ciasto może być jeszcze nieco lejące, podczas całego procesu dojrzewania (przebiega w niskiej temperaturze) ciasto zgęstnieje i możliwe będzie jego rozwałkowanie. Piernik przed pieczeniem powinien odleżeć co najmniej miesiąc (a optymalnie nawet dwa) np. w lodówce.

Piernik piec możemy w formie pierniczków:
Ciasto wyjmujemy z lodówki. Blat obsypujemy delikatnie mąką (choć prawdopodobnie może nie być wcale konieczne jeżeli zastosujecie moją metodę – na kopytka. Ciasto wałkujemy i wycinamy foremkami lub kieliszkami kształty. Możecie postępować z ciastem również tak jak postępujecie z kopytkami (formujemy wałek i odcinamy kawałki). Pierniczki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 190 stopni. Pieczemy około 10 minut – później pierniczki będą zbyt suche. Można je przed upieczeniem również nadziać marmoladą. Najprawdopodobniej będą wtedy od razu miękkie i nie ulegną takiemu łatwemu przepieczeniu. Ta zasada z reguły sprawdza się przy wszystkich pierniczkach. Gotowe pierniczki lukrujemy (cukier puder + rum) albo oblewamy czekoladą (tabliczka czekolady + łyżka masła + łyżka śmietanki).

… albo piernika
Wtedy ciasto dzielimy na 3 części. Każdą wałkujemy na kształt prostokąta (20/25 na 35/40 cm będzie w porządku). Tak przygotowany pieczemy przez kwadrans, nie dłużej. Po upieczeniu przekładamy powidłami lub kremem orzechowym. Zostawiamy na jeden dzień pod obciążeniem (dwie grubsze książki w formie encyklopedii, słownika wystarczą) – piernik stanie się wilgotny do tego łatwiej będzie się kroił.

Ciasto Toffi – szybko znikające

Toffi a może krówka? Żadna z podanych w internecie receptur ne była w stanie mnie w pełni zadowolić, a polecono mi odtworzyć smak cukiernianego ciasta. Z kremem budyniowy ma lekko kwaskowatym, orzeźwiającym. Nie na bazie ciasta miodowego czy kruchego a na a’la biszkoptowym. Od siebie dodałam odrobinę orzechów włoskich, z wierzchu oblanymi toffi. One zawsze pasują do karmelu ;) Jaka recenzja? może taka, że mimo całkiem zwyczajnego wyglądu ciasto zniknęło jako pierwsze, a do zdjęć zostały mi tylko dwa ostatnie pokraczne kawałki. Uwierzcie, mało jest ciast które znikają w takim tempie :)

Biszkopt
5 dużych jajek
5 łyżek cukru
2 łyżki toffi*
3 – 4 łyżki oleju rzepakowego
5 łyżek czubatych mąki pszennej
1 opakowanie budyniu toffi

Białka oddzielamy od żółtek – ubijamy na sztywno z połową cukru. Do żółtek dodajemy cukier i ubijamy an kogel mogel – dodajemy powoli olej a następnie przestudzone toffi – łączymy z ubitymi białkami. Mąkę i budyń przesiewamy i dodajemy do jajek. Biszkopt pieczemy w wyłożonej papierem foremce 25 na 35 cm przez 30 -35 minut w 180 stopniach. Studzimy i dzielimy na dwa blaty.

Toffi: 3 łyżki cukru karmelizujemy, dodajemy powoli 1/2 kostki masła, a następnie łyżeczkę ekstraktu waniliowego oraz 200 ml śmietanki – całość będzie się pieniła. Stopniowo dodajemy 150 g cukru, gotując całość na małym ogniu.

Krem
3 1/2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego
2 czubate łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki cukru
300 g masła
sok z 1 dużej cytryny

W 200 ml mleka rozprowadzamy budyń, mąki i cukier. Resztę gotujemy, dodajemy mleko z mąkami i gotowy budyń studzimy. Miękkie masło ubijamy na puch, dodajemy przestudzony budyń a na końcu sok z cytryny. Budyń nie może być gorący bo po 1 – rozpuści masło, a po 2 – zważy nam krem. Pierwszy blat smarujemy 3/4 kremu, wykładamy drugi biszkopt i smarujemy pozostałym kremem.

Dodatkowo
1/2 szklanki orzechów włoskich lub płatków migdałowych
kilka łyżek toffi (można zagęścić niewielką ilością mąki ziemniaczanej, gdyby było zbyt lejące)

Orzechy włoskie wkładamy na kwadrans do piekarnika i siekamy, płatki lepiej podprażyć na patelni. Studzimy a następnie posypujemy ciasto. Całość oblewamy toffi. Ciasto przed podaniem wkładamy do lodówki.
Piecz - tak od podstaw

Ciasto dyniowe ze śliwkami

Czy mam jakąś propozycję na weekend? Po nieco chłodniejszym tygodniu w którym w ruch pewnie poszły już cieplejsze bluzy i płaszcze, no i rzecz jasna na otwarcie sezonu jesiennego w pełnej krasie proponuję rozgrzewające, aromatyczne ciasto. Nie byle jakie. Dyniowe. Jeżeli sceptycznie podchodzicie do tego warzywa, zwłaszcza do jego słodkich odsłon to miło się zaskoczycie. Jeżeli już jesteście jego fanami, zbliżający się weekend może zaowocować nowymi odkryciami kulinarnymi. Jeżeli starczy mi czasu to poodkrywam pewnie i ja, bo niedaleko odbędzie się Festiwal Dyni na który z chęcią się wybiorę. Ciasto a raczej placek z dyni zaskakuje smakiem. Główny składnik może pozostać tajemnicą kucharza-cukiernika, bo na prawdę trudno jest domyślić się nawet osobie wprawionej w kuchni co jest w środku. W mięciutkim cieście od serca doprawionym domową przyprawą do piernika schowałam dodatkowo porcje orzechów i rodzynków, w bogatszej, świątecznej wersji poeksperymentować możecie z ich większa domieszką i dodatkami w postaci kandyzowanych owoców i cykaty. Do takiego misz maszu bardzo dobrze pasują śliwki i myślę, że we wrześniu możemy z nich spokojnie korzystać. nie tylko w knedlach.

Ciasto dyniowe:
4 jajka L
1 szklanka cukru (200 g)
1 szklanka oleju rzepakowego (230 g)
1 1/2 szklanki puree dyniowego (420 g) *
2 łyżeczki z górką domowej przyprawy do piernika (gotowej zazwyczaj należy dodać więcej)
1 łyżeczka cynamonu
2 1/3 szklanki mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
garść rodzynków
1/3 – 1/2 szklanki orzechów włoskich (sprawdzą się tez laskowe, brazylijskie czy pinii)
+ śliwki około 7 dużych sztuk)

Jajka wbijamy do miski, dodajemy cukier i miksujemy do jego rozpuszczenia, następnie stopniowo dolewamy olej. Masę mieszamy z przygotowanym, wystudzonym (temp. pokojowa) puree i doprawiamy przyprawa oraz cynamonem. Do drugiej miski przesiewamy make wraz z sodą i proszkiem. Stopniowo dosypujemy do pierwszej miski cały czas mieszając. Orzechy siekamy niezbyt drobno, dodajemy do masy wraz z rodzynkami. Dużą tortownicę smarujemy margaryną i posypujemy brzegi mąką. Wylewamy ciasto, na wierzchu układamy śliwki pozbawione pestek (przecięciem do góry) i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez mniej więcej 45 – 50 minut. Przed wyjęciem z pieca sprawdzamy patyczkiem.

*Puree z dyni - Dynię z wierzchu myjemy. Następnie ostrym nożem przecinamy ją na pół (ja nóż wbijam zawsze ostrym końcem). Z dyni wyjmujemy nasiona (możemy rozłożyć je na gazecie i wysuszyć przy kaloryferze), a warzywo dzielimy podobnie jak jabłko na ósemki czy „dwunastki” w zależności od wielkości. Dynię rozkładamy na papierze do pieczenia i tak pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni (gdyby końcówki zaczęły się robić brązowe – przykrywamy folia aluminiową). Po 20 – 30 minutach sprawdzamy czy jest wystarczająco miękka, aby bez większych kłopotów dało się ją odseparować od skórki. Tak przygotowany miąższ blendujemy na gładkie puree. Nadmiar możemy zamrozić (jest to najpewniejszy, najtrwalszy sposób konserwacji akurat tego warzywa) lub zamknąć w słoiku i zapasteryzować (dynia od razu jest gotowa do użycia).
Możecie te usłyszeć o metodzie polegającej na gotowaniu dyni, ja jednak jestem zwolenniczka piekarnikowej, ponieważ jest łatwiejsza, nie ma ryzyka przypalenia a produkt końcowy nie jest zbędnie rozwodniony. Tutaj wręcz przeciwnie – woda w części nam odparuje.


Piecz - tak od podstaw
Jemy sezonowo! Jesień

Kremówka po mojemu – tania, szybka, najprostsza (baz jajek)

Chodziło za mną coś kremówkowego, karpatkowego tylko nie mogłam ostatecznie podjąć decyzji. W związku z deficytem jajecznym decyzja podjęła się sama. W związku z upałami i ogólnym brakiem energii konieczna też była modyfikacja. Zamiast ciasta francuskiego, którego przygotowanie trwa… trochę zdecydowałam się na ciasto półfrancuskie na twarożku. Może nie listkuje się aż tam dobrze jak francuskie (w sumie to w każdej z warstw powstają 3 – 4 listki i jeżeli nie mamy ręki do francuskiego to lepiej zdecydujmy się na tego „pewniaka”), ale jest dla niego dobrą alternatywą. No i czy nie przypomina Wam jednak tej nieszczęsnej karpatki choć odrobinę?Gorąco polecam. Jest to jeden z moich faworytów a rozchodzi się też dosyć szybko mimo tego, że blaszka jest spora.

Ciasto
250 g twarożku
1 łyżeczka octu jabłkowego (opcjonalnie)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
łyżeczka cukru wanilinowego
200 g masła
szczypta soli
400 g mąki pszennej

Wszystko poza mąką rozgniatamy w misce widelcem. do masy dodajemy stopniowo maki i wyrabiamy elastyczne ciasto. Wkładamy na godzinę do lodówki. Ciasto dzielimy an dwie równe części i cienko wałkujemy na dwa placki (prostokąty min 30 – 40cm) Nierówne brzegi przed upieczeniem przycinamy tak, aby placki miały takie same wymiary. Lepiej piec je w nieco większej formie niż w tej w której planujemy je składać, ponieważ nieco się skurczą. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni pieczemy do zrumienienia (około 20 – 25 minut). Studzimy.

Masa budyniowa
5 szklanek mleka pełnotłustego
3/4 szklanki cukru
2 1/2 opakowania budyniu waniliowego
2 czubate łyżki maki pszennej
3 żółtka (opcjonalnie)

Szklankę mleka odstawiamy i rozprowadzamy w nim mąkę, budynie, cukier oraz cukier (i ewentualnie żółtka). Resztę przelewamy do rondla i gotujemy. Gdy całość zawre wlewamy zimne mleko do gorącego i energicznie mieszamy. W razie potrzeby budyń słodzimy. Na dnie blaszki umieszczamy jeden blat ciasta, zalewamy gorącym budyniem i przykrywamy drugim zanim utworzy się kożuch. Ciasto studzimy, a przed pokrojeniem możemy jeszcze włożyć je do lodówki. Przed podaniem obficie posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto Malinowa Kostka

Korzystajmy z uroków lata, ze szpinaku czy z malin, najlepiej tych własnoręcznie zerwanych. Po prostu upieczmy to ciasto! Ja komponując je zdecydowałam się na wykorzystanie ciasta szpinakowego z nitką cytryny – sprawdzonego. Trafił mi się jakiś felerny szpinak, który nie miał }tego” koloru”, dlatego podkręciłam go szczyptą barwnika w proszku i generalnie ciasto „klapło” mi bardziej niż miało, choć nie taki był plan. Niemniej w smaku niczego mu nie brakowało. Owocowy smak podkreślała masa, którą bardzo lubimy – na bazie soczku kubusiowego. A czemu kostka? W bitej śmietanie zatopiłam właśnie takie galaretkowe kosteczki. Pierwotnie były one zielone, ale zdążyły złapać kolor (ciasto piekłam w piątek, zdjęcia pochodzą z poniedziałku). Ciasto jest lekkie, orzeźwiające i delikatnie owocowe – polecam :)


Ciasto szpinakowe
3 duże jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie szpinaku (450 g)
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka z dużej cytryny

Szpinak rozmrażamy na sitku. Mieszamy go ze skórką otartą z cytryny (ja delikatnie obrałam nożykiem i wrzuciłam całe kawałki – ładnie się zblendowała) i olejem – miksujemy na gładką masę. Białka oddzielamy od żółtek – każde ubijamy osobno z połową cukru. Do żółtek dodajemy rozdrobniony i zmiksowany szpinak na zmianę z przesianą mąka i proszkiem. Na końcu dodajemy pianę z białek. Ciasto pieczemy w foremce wyłożonej papierem 25 na 35 cm. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 45 – 50 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Gotowe studzimy.

Masa kubusiowa:
litr soku przecierowego malinowego (u mnie malina, marchewka, coś tam)
2 opakowania budyniu waniliowego/malinowego
1 opakowanie galaretki malinowej

W 200 ml soku rozprowadzamy budynie. Resztę gotujemy, a następnie dodajemy sok z budyniami. Po zagotowaniu zdejmujemy z ognia i dodajemy galaretkę – wylewamy na ciasto i studzimy.

Krem śmietankowy z galaretką:
500 ml śmietanki 36%
2 opakowania cukru wanilinowego
2 łyżeczki żelatyny rozprowadzone w niewielkiej ilości wody
1 opakowanie galaretki zielonej (agrestowej, kiwi, innej) rozpuszczonej w 400 ml gorącej wody – stężała, pokrojona w kosteczkę

Śmietankę schłodzoną ubijamy z cukrami i utrwalamy rozpuszczoną żelatyną. Szybko dodajemy galaretkę, a ciasto wykładamy na wystudzoną masę kubusiową. Wstawiamy do lodówki do stężenia.

Frużelina malinowa:
1 szklanka wody
2 łyżki syropu malinowego
2 łyżki cukru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka żelatyny
1 1/2 szklanki malin (mogą być mrożone)
+ odrobina bitej śmietany do dekoracji (utrwalonej żelatyną)
W niewielkie ilości wody rozprowadzamy mąkę, w drugim naczyniu odstawiamy do napęcznienia żelatynę. Resztę wody z dodatkiem soku z cytryny, syropu i cukru zagotowujemy. Gdy woda zacznie wrzeć, dodajemy mąkę ziemniaczaną i gotujemy kisiel. Zdejmujemy z ognia i dodajemy żelatynę, a następnie zamrożone maliny (wtedy masa zacznie szybko tężeć. Gdy używamy świeżych, dodajemy j po przestudzeniu żelu. Ciasto dekorujemy bita śmietaną a następnie ostrożnie wykładamy łyżką maliny w żelu. Wkładamy do lodówki do zgęstnienia.

A tu na dokładkę dzielę się zdjęciami sprzed tygodnia – w większości tortów, ale i całych talerzy. Ałłł, jak patrzę to dalej przerażają mnie te kawałki. Miałam moment kiedy zrobiłam się cała czerwona, chciałam to odnieść na zaplecze i jechać do cukierni po nowe. Musicie mi wierzyć, że wygląd rekompensuje smak. Przepisy na kolejne ciasta ze zdjęć (nie wszystkich mojego autorstwa) będą sukcesywnie pojawiały się na blogu. Zaglądajcie :)







Piecz - tak od podstawZ dziećmi i dla dzieci 2016

Ciasto z rabarbarem – przepis ze starego zeszytu

No i ruszyła akcja prowadzona przeze mnie za pośrednictwem Miksera. Blogujesz? Zachęcam do włączenia się! Moim celem będzie zebranie przepisów na desery – ciasta, ciasteczka, serniki, babki i inne z których z przyjemnością skorzystają osoby początkujące. Ma być prosto i smacznie. I to tyle – wystarczy jeszcze wszystko opisać na tyle klarownie, aby osoba biorąca mikser czy trzepaczkę wiedziała co i jak należy zrobić, na co zwrócić szczególną uwagę.

Na start do akcji wkracza mój przepis na ciasto z rabarbarem. Oryginalnie w wersji zeszytowej jest to ciasto z owocami – rozumianymi szeroko, jednakże ja od zawsze piekłam je z rabarbarem i wydaje mi się, ze właśnie w tej kwaskowatej wersji sprawdza się najlepiej. Będę Wam je niesamowicie polecała i zachwalała, uwielbiam jego smak i czekałam na nie od miesięcy, no ale cóż jestem tu baaaardzo subiektywna w swej ocenie. Było to jedno z tych ciasto, które upiekłam jako pierwsze. Poza zwykłym biszkoptem i murzynkiem właśnie ono było tą pozycją na której trenowałam. Dlatego właśnie uznałam, że idealnie sprawdzi się też i w Waszej kuchni. Nawet jeśli ma to być to „pierwsze” ciasto. A zbliża się dzień Matki, więc… okazja jest. Proste, tanie i przepyszne trenujmy :)

Piecz - tak od podstaw

Ciasto:
250 g margaryny lub masła (kostka)
1 szklanka cukru
3 łyżki wody
2 jajka
2 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
+ około 400 g rabarbaru pokrojonego w kawałki około 1cm – można go posypać 1 – 2 łyżkami cukru

-> wybierając margarynę czy masło wybierajmy te o zawartości min 82% tłuszczu
-> szklanka to zawsze 250 ml, chyba że w przepisie zastrzeżono inaczej
-> gdy mowa o łyżce mamy na myśli taką dużą, której używa się do jedzenia zup czyli 15 ml, łyżeczka z kolei to ta do herbaty – mała 5 ml
-> ja rabarbar obieram, wtedy ładnie się rozpada i nie ma takich wyraźnych włókien, natomiast coraz częściej spotykam się z przepisami, które tego nie uwzględniają. Można go również mrozić – po umyciu i pokrojeniu w kostkę, tedy dodajemy go jeszcze zamrożonego
-> w oryginale użyć możemy dowolnych owoców, za chwilę fantastycznym zamiennikiem dla rabarbaru okazać się mogą wiśnie czy śliwki, albo kwaskowaty agrest czy jabłka. Jednak używając „soczystych” owoców (mamy sezon truskawkowy!) warto je uprzednio przed dodaniem do ciasta posypać mąką – puszczą sok, który będzie się palił
-> ciasto można w ramach eksperymentów urozmaicić np. poprzez dodanie do niego 1 – 2 łyżek kakao i łyżkę wody. Myślę, że sprawdzi się w duecie z wiśniami

Margarynę kroimy na mniejsze kawałki co przyśpieszy rozpuszczanie i umieszczamy w rondelku wraz z cukrem i wodą – rozpuszczamy. W momencie gdy będzie płynna odstawiamy ją do przestudzenia, gdy temperatura pozwoli na swobodne włożenie paca do środka – dodajemy jajka (nie trzeba oddzielać białka od żółtka) i miksujemy mikserem lub trzepaczką – w ostateczności można użyć widelca. Do drugiej miski przesiewamy przez sitko mąkę i dodajemy do niej proszek do pieczenia. Dodajemy stopniowo do garnka z margaryną, cały czas mieszając.
Dużą, okrągłą tortownicę albo mniejszą kwadratową blaszkę smarujemy od środka łyżką twardej margaryny i posypujemy bułką tartą (1 – 2 łyżki), ewentualnie kaszką manną. Wylewamy ciasto i wykładamy rabarbar posypany cukrem. Ja zawsze zostawiam kilka łyżek ciasta i wylewam je na sam wierzch, aby owoce zbyt mocno się nie spiekły, ale nie jest to konieczne. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, ciasto wkładamy na mniej więcej 40 minut. Po tym czasie bierzemy patyczek do szaszłyków i nakłuwamy po środku (największe prawdopodobieństwo, że to tam będzie surowe) i sprawdzamy czy jest suchy. Upieczone ciasto studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. Nie ma potrzeby przechowywania go w lodówce.

Piecz - tak od podstaw

Ciasto W-Zka na kwaśnej śmietanie – jak za dawnych lat

Mmm z rozmarzeniem myślę o cieście z rabarbarem leżącym na stoliku. Nawdychałam się tego zapachu, oby tylko nie kalorii. Pewnie zapytacie co to za ciasto i ile tym razem ma warstw. No cóż… to najzwyklejszy placek. No tak, to tyle. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na szukaniu starego „zeszytu”. Kto piekł w epoce przed internetowej ten wie o czym mówię. Tam był owy przepis który wiele lat temu skrzętnie zanotowałam, a którego nie umiałam się doszukać na dzisiejszych blogach. Był to też bodziec do stworzenia akcji, która od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Aktualnie czeka na akceptację moderatora – co i jak znajdziecie pod tym linkiem. A przepis na owe najprostsze ciasto już w przyszłym tygodniu… będzie obecny w akcji. Dzisiaj )przepis na tzw. Wuzetkę w wersji ponoć tradycyjnej z cięższym a’la babkowym ciastem i kremem na bazie kwaśnej śmietany. Za jakiś czas na pewno dla porównania dodam wersję biszkoptowo – kremówkową :) Ciekawa jestem, którą Wy wolicie?

Ciasto
230 g masła lub margaryny (temp. pokojowa)
110 g cukru
6 jajek
60 g kakao + 1/2 szklanki gorącej wody
230 g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Kakao mieszamy z wrzątkiem. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na pianę. W osobnej misce ucieramy cukier z masłem i dodajemy kolejno żółtka.Do masy powoli wlewamy kakao. Mąkę przesiewamy i dodajemy proszek – dodajemy do masła. Masa będzie dosyć gęsta, dlatego białka dodajemy stopniowo, mieszając łyżką. Masę wykładamy na blaszkę 25 na 35 cm wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy do suchego patyczka w temperaturze 170 stopni przez mniej więcej 40 minut. Po upieczeniu i wystudzeniu ciasto dzielimy na dwa blaty.
Krem:
200 ml śmietanki kremówki (dobrze schłodzonej)
800 ml śmietany 18% (dobrze jest połowę zastąpić tzw. Crème fraîche lub zakwasić kremówkę łyżką śmietany z kulturami bakterii)
6 łyżek cukru
2 łyżki żelatyny + odrobina wody do rozpuszczenia

Śmietankę ubijamy, dodajemy do niej cukier. Mieszamy ją ze śmietaną. Żelatynę rozpuszczamy i dodajemy do kremu. Gęstniejący krem wylewamy na pierwszy blat (możemy go również posmarować uprzednio dżemem) i układamy na nim drugą część ciasta. Ciasto wstawiamy do lodówki, w międzyczasie robimy polewę.
Polewa
1/2 kostki masła
60 ml śmietanki
3 – 4 łyżki cukru
3 łyżki kakao

Masło ze śmietanką rozpuszczamy, dodajemy cukier i gotujemy aż zacznie się pienić, wtedy dodajemy kakao i dokładnie mieszamy gotując na najmniejszej mocy palnika. Gdy pozbędziemy się grudek – zdejmujemy z ognia i studzimy. Gęstniejącą polewą oblewamy ciasto i raz jeszcze wstawiamy do lodówki.

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=f7l42&id=7487a40eb667fed90b490741ef866f6c&size=F
Wiosenne słodkości 2016