Archiwa kategorii: Ciasteczka/Pierniczki

Babeczki czekoladowe – gotowane na parze (jakie dobre!)

Niezwykle delikatne, jak najlepszy biszkopt. Do tego aromatyczne, co ważne dla największych beztalenci – chyba nie da się ich spalić ani przypalić. Do tego, co ważne nie potrzeba piekarnika :) Na każdej z babeczek powstaje charakterystyczne pęknięcie. Nie jest to przepis na babkę gotowaną na parze, babeczki robi się znacznie szybciej. 5 minut mieszania składników i gotowania wody plus 20 samego parowania. W niespełna pół godziny możemy cieszyć się pysznym deserem. Bardzo gorąco polecam. Poeksperymentujcie też z dodatkami – inne owoce, czekoladowe groszki, rodzynki, płatki migdałowe czy orzechy. Dajcie znać jak wyszło :D Z porcji wyszło mi 7 babeczek. 3 zrobiłam saute, 4 z kawałkami banana ;) Dodałam również połowę mąki żytniej pełnoziarnistej, która uchodzi za bardzo ciężką i niepolecaną do wypieków, jak widać moje babeczki wyszły mimo to perfekcyjnie.

Babeczki czekoladowe:
1 kubek (150 ml) zsiadłego mleka, opcjonalnie może to też być jogurt
1 kubek cukru
1 jajko
szczypta soli
olej rzepakowy – do pełna
1 łyżeczka amaretto
1 łyżeczka przyprawy do piernika (według uznania, można zastąpić cynamonem)
1 łyżka siemienia lnianego (można pominąć, dodałam, aby przemycić coś zdrowego)
2 kubki mąki pszennej typ 650 (u mnie pół na pół z żytnią pełnoziarnistą, polecam)
2 łyżki z lekką górką kakao
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
banan (lub inny mało soczysty owoc, groszki czekoladowe, orzechy)

Foremki smarujemy dokładnie margaryną i posypujemy bułką tartą (wtedy łatwiej jest wyjąc, można jeść też bezpośrednio z foremki). Garnek wypełniamy woda, ustawiamy w nim sitko do gotowania na parze i przykrywamy pokrywką. Ustawiamy na gazie. W międzyczasie mieszamy składniki.

Zsiadłe mleko wlewamy do miseczki. Dodajemy cukier. Do kubka wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i dolewamy do pełna oleju, mieszamy łyżką lub widelcem i wlewamy do iski z mlekiem. Mieszamy składniki i aromatyzujemy amaretto oraz przyprawami. Osobno przesiewamy mąki (dodajemy też otręby, które zostaną z mąki żytniej), kakao i sodę. Wraz z siemieniem, dodajemy do mokrych składników partiami. Do gotowej masy dodajemy wybrane dodatki: banana pokrojonego w kostkę, jabłko, wiśnie, rodzynki, czekoladę.

Miseczki wypełniamy ciastem, ale nie po brzeg, musimy pamiętać, że babeczki urosną. Gdy woda zacznie wrzeć, miseczki ostrożnie wkładamy do garnka, na sitko (uwaga, para potrafi być gorąca). Garnek przykrywamy szczelnie pokrywką i „parujemy” przez 20 – 25 minut. Oczywiście wszystko będzie zależało od wielkości foremek. Lepiej potrzymać kilka minut dłużej niż krócej :) W czasie parowania nie podnosimy pokrywki, ponieważ wytraca się ciepło. Ja pierwsze 5 minut gotuję na największej mocy palnika, a później redukuję na średnią lub małą. Zdejmując pokrywkę róbmy to ostrożnie, uważając na siebie i na babeczki. Para wodna się skropli i możemy niechcący oblać nią nasze ciastka.

Ciasteczka Vanilice

Z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę życzyć Wam wszystkiego najlepszego, pogody ducha, czasu spędzonego z najbliższymi, jak najmniej zmartwień i ochoty do życia. Dzisiaj prezentuję Wam ciasteczka tegoroczne, robione dzisiaj. Nieco inne bo robione na smalcu i przekładane gładkim dżemem, ponadto oprószone śniegiem cukrem pudrem. A przepis na ciasteczka pochodzi z bloga.

Vanilice
100 g smalcu
3 łyżki cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z cytryny
1 żółtko
250 g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ dżem do przełożenia (u mnie brzoskwiniowo pomarańczowy, w oryginale często wykorzystuje się morelowy)
+ cukier puder do obtoczenia

Smalec ucieramy z cukrem pudrem, cukrem wanilinowym, ekstraktem, sokiem i żółtkiem na gładką masę. Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem i dodajemy do masy stopniowo. Wałkujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykrawamy niewielkim kieliszkiem kółeczka. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni (z termoobiegiem).

Upieczone ciastka studzimy i przekładamy ulubionym dżemem, a następnie obtaczamy w cukrze pudrze.

Tureckie półksiężyce (przepis I – z orzechami)

Plan na święta już mi się klaruje, zaplanowałam też takie oto ciastka, a z racji tego, że wypieków orzechowych zapowiada się sporo, wybrałam wersję bez nich. Jednak te orzechowe kusiły mnie na tyle, że zdecydowałam się na nie już – przedpremierowo, adwentowo. Miękkie, nieomal biszkoptowe, mega czekoladowe i z posmakiem orzechowym oraz przepysznym lukrem. Łatwo możemy im nadać kształt półksiężyca – jak na tureckiej fladze. Nie potrzeba nawet specjalnych foremek, uwierzcie. Z powodzeniem możecie też wykonać je w formie ciasta i podać z kremem na bazie philadelphii (jak tu). Baaardzo wdzięczne ciasto. Dodatkowo powiem jeszcze, że do jego wykonania nie potrzeba żadnych chemicznych spulchniaczy co będzie dobrą wiadomością dla osób o wrażliwym żołądku i tych bojących się chemicznego posmaku wypieków. A tu źródło

Ciasto:
5 jajek M
szczypta soli
150 g cukru
150 g miękkiego masła
100 g mielonych orzechów lub migdałów (dałam włoskie)
50 g kakao
70 g mąki pszennej tortowej

Białka oddzielamy od żółtek. Cukier dzielimy na dwie części. Masło ucieramy z cukrem, dodajemy w trakcie po jednym żółtku. Bo utartego masła dodajemy zmielone orzechy, kakao oraz przesianą mąkę, miksujemy – masa będzie gęsta. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, następnie stopniowo dosypujemy resztę cukru. Ubite białka dodajemy stopniowo do czekoladowej masy i mieszamy łyżką. Blaszkę 25 na 35 cm wkładamy papierem do pieczenia. Wykładamy masę i wyrównujemy powierzchnię. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 – 25 minut. W międzyczasie przygotowujemy lukier.

Lukier:
4 łyżki rumu/amaretto
3/4 – 1 szklanki cukru pudru

Likier lub rum mieszamy z przesianym cukrem pudrem do uzyskania gęstego lukru. Oblewamy nim upieczone i ciepłe ciasto. Gdy lukier zacznie zastygać (będzie się lekko kruszył pod naciskiem palca) przystępujemy do wykrawania księżyców. Ja zrobiłam to kieliszkiem o cienkich ściankach, nada się też okrągła metalowa foremka jeżeli taką macie.

Śnieżne kule – ciasteczka orzechowe z pomarańczą

Mmmm… moi faworyci zaraz obok tych korzennych. Jeden z niewielu wypieków, które weszły u mnie na stałe do repertuaru. Są kruchuteńkie, mają delikatny i orzechowy smak, bez cukru pudru nie są zbyt słodkie, dlatego bez obaw można je obtaczać (i to chyba wymaga najwięcej cierpliwości). Z porcji wychodzi około 120-150 sztuk (nie liczyłam, zależeć to też będzie od wielkości kulek, które ulepicie). Dla nich można oszaleć… nie tylko w święta :) Nie dziwię się, że cieszą się taką popularnością i zbierają najwyższe noty. Przepis z Kwestii Smaku.

Ciasteczka:
250 g miękkiego masła
100 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu pomarańczowego lub likieru (w ostateczności może być nawet ocet jabłkowy)
110 g zmielonych orzechów włoskich
6 łyżeczek skórki startej z pomarańczy (mniej więcej 2 owoce)
375 g mąki pszennej
+ cukier puder

Masło ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy ekstrakt, a następnie wyrabiamy jeszcze z ze skórką, orzechami i mąką pszenną na zwarte ciasto. Ręce posypujemy mąką i przystępujemy do formowania kulek. Moim zdaniem najlepsze są te wielkości większego orzecha laskowego, czasem robię większe. Ciastka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez mniej więcej 8 minut, zanim się zrumienią.

Cukier puder przesiewamy do miseczki. Możliwie jak najcieplejsze ciasteczka obtaczamy w nim i odstawiamy. Uwaga – świeżo upieczone nie tylko mogą nas poparzyć, ale i łatwiej się kruszą.

Pierniczki na oleju rzepakowym

Dosyć wierna podróbka innych, znanych sklepowych (pozwólcie, ze bez reklamy), które tak mi zasmakowały, że postanowiłam je przygotować w domu po pobieżnym wgłębieniu się w skład. W oryginale lukrowane – u mnie między innymi z powodu lenistwa, niekoniecznie ;) Plusy – mało tłuste a co za tym idzie mało kruche, a po prostu miękkie, pod warunkiem, że nie zostaną przepieczone. W gruncie rzeczy proste w przygotowaniu. Z przepisu otrzymujemy względnie małą porcję. Polecam od razu podwoić! A jeszcze przed świętami na blogu pojawi się zestawienie najlepszych przepisów, bądźcie czujni.

Korzystając z okazji, chciałam podziękować Anecie, Uli i Mateuszowi za tą wczorajszą współpracę. Jeżeli to czytacie, wiedzcie, że byliście genialni i dziękuję Wam za to, że podjęliście się ze mną tego zadania!

Pierniczki:
1/2 szklanki cukru (100 g)
1/2 szklanki wody
2 łyżki oleju rzepakowego
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka kakao
1 jajko
250 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki amoniaku

W dużym rondelku topimy 3 łyżki cukru do jego karmelizacji, dodajemy stopniowo wodę i resztę cukru, na końcu olej. Przesiewamy 150 g maki z kakao, przyprawą i dodajemy do ciepłej jeszcze masy (ale już nie gotujemy, raczej zaparzamy jak ciasto na ptysie), gdy ciasto przestygnie, dodajemy jajko i dosypujemy resztę mąki wraz z amoniakiem – wyrabiamy jak ciasto na pierogi. Wałkujemy na podsypanym mąką blacie. Z ciasta wykrawamy dowolne kształty. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni z funkcją termoobiegu, nie dłużej niż 10 minut, po tym czasie ciastka robią się suche. po upieczeniu możemy śmiało lukrować.

Pierniczki jak toruńskie – co tu robią drożdże?

Długo zachodziłam w głowę co z tym przepisem?! Przecież to nie ma sensu, niby drożdże, ale gdzie tu te inne spulchniacze. No to tak nie działa – mówiłam sobie. Jak jedno to na pewno nie drugie. Otóż nie do końca Pewnego dnia mnie olśniło. Jeżeli ktoś zajmuje się domowym wyrobem trunków wysokoprocentowych to wie – drożdże są nie tylko w kostkach i saszetkach, mamy też takie naturalne. Z resztą działają one nie tylko w przemyśle winiarskim, piwowarski, ale i wtedy gdy przygotowujemy zakwasy na chleby czy barszcze lub żurki. Odgrywają nieocenioną rolę w przygotowaniu pierników toruńskich, ale i tego naszego staropolskiego, który przecież jest jeszcze spulchniany sodą… Działa? Działa, i to jeszcze jak. Tutaj mamy podobnie, tylko bez tego wielotygodniowego czy wręcz wielomiesięcznego wyczekiwania. Wszystko dzięki użyciu „kostkowych” odpowiedników. Polecam szczególnie w wersji nadziewanej (takie bez nadzienia łatwo przesuszyć, z marmoladą jest to prawie niemożliwe, są znacznie smaczniejsze). Przepis z Domowych Wypieków

Pierniczki:
2 szklanki mąki pszennej tortowej
1 jajko
1/2 szklanki cukru
1 czubata łyżka miodu
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka sody oczyszczonej
25 g drożdży
60 g masła
+ marmolada (opcjonalnie)

Miód podgrzewamy z masłem do rozpuszczenia, dodajemy do niego drożdże. Przesiewamy mąkę z sodą, wbijamy jajko, dodajemy cukier i drożdże. Wyrabiamy ciasto. Na obsypanej mąką stolnicy wałkujemy ciasto i wykrawamy kształty. Ja jednak radzę rozwałkować je na grubość 2-3 mm, wycinać kieliszkiem okręgi i sklejać po nadzianiu marmoladą (ułatwimy to sobie sklejając brzegi białkiem). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, niecałe 10 minut w przypadku zwykłych, w przypadku nadziewanych około 11- 12. Ja polukrowałam je po wystudzeniu lukrem na bazie cukru pudru i amaretto.

Ciasteczka Pająki – kokosowe z czekoladą

Boooo! To dzisiaj :) Jutro nadejdzie dzień pełen zadumy i refleksji nad życiem. Czas spotkań z najbliższymi tymi „tutaj i tam”. Do tego czasu jednak cieszmy się tym klimatycznym wieczorem Halloween. Nie wiem jak Wy, ale ja zaraz po publikacji tego wpisu radośnie udam się by obejrzeć horror, dobry horror. A ciasteczka? Przepyszne i znikałyby chyba jeszcze szybciej, gdyby nie to, że żal pochłaniać tak ujmującą dekorację ;) Od czego jest jednak telefon z aparatem? Cóż, a jeżeli nie przepadacie za kokosem, zachęcam do zamienienia go na zmielone orzechy czy migdały. Myślę, że będzie równie pysznie. Dobrej nocy kochani ;)

Ciasteczka
100 g masła
150 g cukru
1 jajko M
170 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g płatków owsianych (błyskawicznych)
60 g wiórków kokosowych
1/2 tabliczki czekolady – posiekanej (miałam tylko mleczną, z powodzeniem użyć możecie też gorzkiej)

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Na końcu dodajemy czekoladę, tak aby nadmiernie nie ogrzała się od naszych rąk. Ciasto wkładamy na godzinę do lodówki. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta kleimy kulki, lekko rozpłaszczamy i układamy na blaszce, pamiętając, że lekko jeszcze urosną. Pieczemy w 200 stopniach do zrumienienia (kwadrans). Studzimy przed dekorowaniem.

Dodatkowo
70 g czekolady
kulki kokosowe w czekoladzie (ew. rodzynki w czekoladzie czy orzeszki)
około 80 sztuk oczu z lukru

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Foliowy woreczek do mrożenia napełniamy czekoladą (niezbyt dużo, w trakcie nakładania zastygnie, trzeba będzie znowu rozpuszczać) i ucinamy róg. Niewielką ilość czekolady umieszczamy na wierzchu ciastka, natychmiast mocujemy do niej draże – najlepiej jedną większa a druga mniejszą. Rysujemy nogi z czekolady. Powtarzamy z kolejnymi i czekamy aż czekolada zastygnie. Na każdą z mniejszych drażetek nakładamy niewielką ilość czekolady i mocujemy do niej oczy delikatnie dociskając opuszkiem palca. Czekamy aż zastygnie. Z porcji ciasta wychodzi około 40 ciastek.

Ciasteczka Pocałunek Wampira

Kolejna propozycja na „ten” wyjątkowy wieczór. Odliczać możemy już dni. Ciasteczka przygotować możemy z wyprzedzeniem, a następnie przechowywać w pudełku (smużki krwi przygotowałabym tylko przed podaniem, inaczej ciastka mogą się posklejać układane jedne na drugich). Z podanej porcji powinno Wam wyjść około 30 – 35 ciasteczek, jednak wszystko będzie zależało od grubości ciasta oraz średnicy foremek. Polecam, są smaczne jak to każde ciasteczka maślane z nadzieniem i szybkie w wykonaniu ;) Ja lepiłam je jednocześnie gotując trzydaniowy obiad – da się. Fantastycznie komponują się z kubkiem dobrej kawy, takim dobrym Pumpkin Spice Latte ;) Macie już jakieś Halloweenowe plany?

Ciasteczka:
150 g masła
100 g cukru (najlepiej cukru pudru)
1 małe jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
250 g mąki pszennej
2 łyżki czerwonej marmolady
odrobina czerwonego barwnika (opcjonalnie)
+ Grenadina lub syrop malinowy

Wszystkie składniki – posiekane masło, cukier, jajko, ekstrakt, połowę mąki umieszczamy w misce i zagniatamy na jednolita masę – dosypujemy mąkę. gotową kulę ciasta schładzamy przynajmniej godzinę w lodówce. Na podsypanym mąką blacie wałkujemy ciasto, nieco cieniej niż gdybyśmy przygotowywali zwykłe maślane ciastka (w końcu będą one sklejane). Kieliszkiem lub okrągłą foremką wycinamy z połowy ciasta kółka. Na reszcie tylko delikatnie zaznaczamy okręgi. Marmoladę zabarwiamy odrobiną barwnika (kolor jest bardziej żywy, realistyczny, ale nie jest to konieczne). Smarujemy środek każdego niedociętego okręgu marmoladą – po środku, aby brzegi zostały w miarę możliwości czyste, dzięki czemu ciastka lepiej się skleją. W dociętych okręgach, słomką wycinamy otwory, następnie przenosimy je na posmarowane marmoladą krążki i brzegi lekko dociskamy palcami. Wycinamy raz jeszcze kieliszkiem i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Ciastka pieczemy z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni do zezłocenia (nie pilnowałam czasu, zaglądałam do nich co jakiś czas, myślę, że około 15, maksymalnie 20 minut). Resztę marmolady która nam została „rozcieńczamy” Grenadiną lub dowolnym, czerwonym syropem. W miejscu ugryzień aplikujemy niewielka ilość i przez moment trzymamy ciastko pionowo, aby syrop delikatnie spłynął. Aby przyśpieszyć sobie pracę (zwłaszcza gdy planujemy większą ilość) polecam użyć strzykawkę (do nabycia w dowolnej aptece, dosłownie za kilkadziesiąt groszy).



A może – Palce Wiedźmy?

Piwoszki – ciasteczka na piwie (tylko 3 składniki)

Zapowiadają pochmurny dzień, więc i moja szybka do przygotowania propozycja do kawy ;) Z autopsji wiem, ze mimo zawartości piwa (w czasie pieczenia procenty nam wyparują) są to ciastka, na które dzieciaki (nawet te uciekające o domowych ciast) się wręcz rzucają. Ciasto porównam do słynnego półfrancuskiego. Lekko listujące się, lekko kruche. Fajna przekąska do kawy. Wiem, że nie powinnam, ale takie ciastka wyglądają na prawdę niepozornie, niewinnie i nieszkodliwie… a nim się obejrzymy – talerzyk poszedł. A z okazji dnia polskiej żywności zachęcam Was do przygotowania tych ciastek z użyciem masła z polskich mleczarni, piwa z rodzimych browarów, mąki z naszych młynów no i marmolady… najlepiej z własnej spiżarni ;) Smacznego!

Ciasteczka:
250 g masła
150 ml piwa
450 g mąki pszennej tortowej
+ marmolada, krem orzechowy itp. do nadziewania

Masło kroimy w kosteczkę i zagniatamy z piwem dodając do masy stopniowo mąkę. Ciasto wkładamy na godzinę do lodówki, by odpoczęło. Po tym czasie wałkujmy na blacie podsypanym mąką. Wycinamy prostokąty i rolujemy po wyłożeniu niewielkiej ilości marmolady (lub innego nadzienia). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni do zarumienienia. Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem. Z porcji wychodząc dwie duże blaszki.

Z dziećmi i dla dzieci 2016Uczta pod gołym niebem 2016Piecz - tak od podstaw
Dzień polskiej żywności 2016

Rurki z kremem – a co gdy brak foremek?

No właśnie. Rarytas, dla wielu smak dzieciństwa, dla wielu coś nieosiągalnego. W działach ze sprzętem kulinarnym znajdziemy patelnie, pędzelki, foremki do wykrawania, okrągłe tortownice, silikonowe keksówki, foremki na muffinki w mniej lub bardziej tradycyjnym wydaniu, łyżki do lodu, foremki na lód, czekoladki i inne cudeńka. Nigdzie nie ma foremek do rurek, czy do orzeszków. Trzeba zamawiać przez internet… albo i nie. Zwiedziłam całe miasto wojewódzkie, sklepy mniejsze i większe – i nic. Ostatecznie poprzestałam na zakupie spinacza za 7,50 i rolki folii aluminiowej. Czyli dałam mniej więcej tyle ile zapłacić musiałabym za foremki z netu. Ale mam własne i teraz mogę je już wytwarzać w ilości hurtowej. No i się może niektórym wydawać – wcale nie muszą być jednokrotnego użytku. A przepis się sprawdza i to bardzo. Dodaję stary i sprawdzony przepis na tzw. ciasto półfrancuskie na śmietanie. Łatwe, tanie i ze składników, które najprawdopodobniej znajdziecie już teraz w swojej lodówce. Po raz pierwszy robiłam je z kremem ajerkoniakowym, za drugim z czymś lżejszym. Nadziewanie rurek warto zostawić sobie na godzinę lub dwie przed podaniem -wtedy nie zmiękną. Choć ja spotkałam się z opiniami, ze na drugi lub 3 dnień są właśnie najlepsze i to wtedy schodziły najszybciej. Polecam!

Ciasto półfrancuskie na śmietanie:
1 szklanka śmietany 18%
250 g masła lub margaryny
szczypta soli
50 dag mąki pszennej
+ cukier do obtaczania (opcjonalnie)

Masło kroimy w kosteczkę, aby się lepiej wyrabiało. Umieszczamy wszystkie składniki w misce i stopniowo dosypując mąkę wyrabiamy. Gotowe ciasto wkładamy na 1 – 2 godziny do lodówki (lub na całą noc – zazwyczaj tak robię). Po tym czasie ciasto wyjmujemy i wałkujemy na podsypanym mąką blacie dosyć cienko. Z ciasta wycinamy paski o szerokości 1-2 cm – możliwie jak najdłuższe (aby rurkę móc owinąć jednym paskiem). Rurki smarujemy kawałkiem margaryny i owijamy dookoła pasek ciasta tak, aby cały czas na siebie lekko nachodził. Rurkę z jednej strony obtaczamy w cukrze lub cukrze wanilinowym wysypanym na talerzyku. Układamy „pustą” stroną na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (ważne aby rurki nie były zbyt blisko siebie, zauważyłam, ze wtedy z jednej strony są blade). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni do zezłocenia, studzimy i zdejmujemy z foremki. Z porcji ciasta wychodzi około 30 dużych rurek (mniejszych, ze sklepowych foremek nawet 60).

A co, gdy nie mamy foremek?
Jak już wspomniałam wyżej – czasem takie foremki jest ciężko kupić. Lub dostępne są w internecie, ale przychodzi weekend a nam nie chce się czekać do środy aż zamówione przyjdą. Wtedy należy zakupić:
=> zszywacz (wraz ze zszywkami)
=> rolkę folii aluminiowej (na pewno znajdziecie w domu, choć kilka jej płatów tu zużyjecie)
=> przejrzeć szafki z przyborami biurowymi, szuflad ze słodyczami w poszukiwaniu tekturek – sprawdzą się takie z bloków rysunkowych, opakowań po bombonierkach itd., ewentualnie można zakupić solidny blok techniczny (nie nadadzą się kartony – pamiętajcie, że ostatecznie rurki musicie zszyć zszywaczem)

Krok 1
Na tekturce odrysowujemy duży talerz (lub jego połowę) i wycinamy. Następnie nasze koło dzielimy jak tort – na 4 części.

Krok 2
Odrywamy kawałek foli aluminiowej i zawijamy w nią każdy z kartoników. Ja obijałam błyszczącą stroną do zewnątrz, bo odnoszę wrażenie, że jest ona bardziej gładka. Pamiętajcie, że musicie to pozaginać w taki sposób aby z tej strony wszystko było gładkie.

Krok 3
Rurkę zwijamy i spinamy spinaczem. Pamiętajmy, ze musimy zachować kształt lekko stożkowy (średnica jednego otworu musi być mniejsza od drugiego). Zauważyłam, że dobrze jest to zrobić przy samym końcu, wtedy nic nie odstaje i ciasto po upieczeniu łatwiej zdjąć.

Pieczenie:
Przed pieczeniem należy rurkę posmarować masłem lub margaryną. W czasie zdejmowania dobrze jest pomóc sobie i lekko wypchnąć rurkę trzymając za wystający trójkąt, drugą ręka obejmując delikatnie rurkę. Po zakończeniu pieczenia rurki można przetrzeć wilgotną a następnie suchą ściereczką, włożyć (ostrożnie!) jedną w drugą i przechowywać do kolejnego pieczenia.



Filmik instruktażowy nie jest mojego autorstwa, ale w razie niejasności odsyłam Was do niego po kliknięciu w link. U mnie z nieco szerszym otworem (nie stricte stożkowe) – takie rurki łatwiej jest nadziać ;)

Krem ajerkoniakowy (advocatowy):
2 i 1/2 szklanki mleka
1 szklanka ajerkoniaku
2 – 3 żółtka
1/2 szklanki cukru
4 czubate łyżki mąki pszennej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
200 g masła (miękkiego)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)

2 szklanki mleka zagotowujemy, gdy całość zacznie wrzeć dodajemy likier. W misce ucieramy żółtka z cukrem na kogel mogel – dolewamy mleka, następnie dodajemy przesianą mąkę i mieszamy. Gdy mleko z likierem zacznie wrzeć – wlewamy mieszankę i intensywnie mieszamy gotując do zgęstnienia. Budyń studzimy. Po przestudzeniu miksujemy masło an puch – dodając ekstrakt do smaku. Do ubitego masła dodajemy po łyżce wystudzonego budyniu ajerkoniakowego. Krem przekładamy do szprycy i nadziewamy nim wystudzone rurki.

Krem II:
600 ml mleka
1/2 szklanki cukru
1 opakowanie budyniu (dowolny smak)
1 łyżka żelatyny (namoczona w niewielkiej ilości wody)
300 ml śmietanki
truskawki (lub inne owoce)

Gotujemy budyń. Do gorącego dodajemy namoczoną żelatynę a następnie studzimy do temperatury pokojowej. Schłodzona śmietankę ubijamy i dodajemy stopniowo zmiksowany budyń. Nadziewamy rurki – podajemy z owocami. Rurki z tym kremem szybciej miękną.

Z dziećmi i dla dzieci 2016Uczta pod gołym niebem 2016Piecz - tak od podstaw