Archiwa kategorii: Ciasteczka/Pierniczki

Bloody Cookies – szybkie ciastka na Halloween

Tak to dzisiaj ;) Mimo permamentnego braku czasu niee mogło na blogu zabraknąc propozycji dla Was na ten dzień. Proponuję prygotowanie bardzo prostych ciastek, z których dekoracją poradzi sobie każdy! Niech Was nie zwiedzie mała ilość cukru w cieście, halloweeenową słodycz skutecznie nadrabia lukrowa skopupka!

Ciasto:
150 g masła
szczypta soli
1 jajko
1 duże żółtko
1 łyżka cukru pudru
250 g mąki pszennej tortowej
łyżeczka ekstraktu waniliowego

Maslo siekamy i zagniatamy z pozostałymi składnikami. Kulę wyrobionego ciasta wkłądamy na godzinę do lodówki. Po tym czasie, schłodzone ciasto wałkujemy na podsyanej mąką stolnicy na grubość około 3 mm. Wykrawamy kieliszkiem kółka i układamy na blaszce wyłozonej papierem do pieczenia. Ciastka pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stoni przez +/- 8 minut, gdy lekko się zarumienią, wyjmujemy.

Lukier/beza:
1 duże białko
2/3 szklanki cukru pudru
gęsty dżem truskawkowy+odrobinaa czerwonego barwnika

Białko ucieramy z przesianym cukrem pudrem. Masę przekłądamy do woreczka i odcinamy róg. Lukier aplikujemy na każde ciastko i rozcieramy łyzką. Ciastka pieczemy jeszcze przez 10 – 15 minut w temperaturze 140-150 stopnii. Po wystudzeniu smarujemy dżemem wymieszanym z barwnikiem. Ja nakładałam wykałaczką i rocerałam palcem.

Classic Peanut Butter Cookies (amerykańskie ciasteczka orzechowe)

Natłok obowiazków jakie na mnie spadają ostatnimi czasy oraz wieczne życie w rozjazdach (na parę miesięcy tak będzie musiało być… co mnie jakoś nie martwi :) ) powodują, że bloguję mniej regularnie. Wybaczcie. Tym razem przpis na klasykę gatunku. Klasykę nie polską, a amerykańską jednak. Na pachnące i aromatyczne ciastka orzechowe z kawałakami czekolady – tzw. Classic Peanut Butter Cookies, który zaczerpnęłam z tej strony. Składniki pdoane zostały z aptekarską dokładnością, prosze niech Was to nie zrazi. Ciasteczka mimo, że nie dają się zakawalifikować do tych dietetycznych, smakiem wynagradzają wszystko. Można je przechowywać w suchym, szczelnym pojeniku, tak aby zachowały swoją chrupkość. Ile? Wydaje mi się, że zniknąc znikną błyskawicznie, o to nie musicie się martwić ;) Nawet osoby, które nie lubią masła orzechowego, mogą zakochać się w tych ciastkach, to jest sprawdzone.

Classic Peanut Butter Cookies:
1 filiżanka (230 g) masła w temperaturze pokojowej
1 filiżanka (200 g) cukru
3/4 filiżanki (150 g) cukru brązowego (ja użyłam lekko skarmelizowanego cukru białego)
2 duże jajka
1 filiżanka (250 g) gładkiego masła orzechowego, możliwie bez kawałków orzechów
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3 filiżanki i 2 łyżki (391 g))mąki pszennej tortowej lub uniwersalnej
1 łyżeczka sody (dodałam pół)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli (jeżeli masło orzechowe jest wystarczająco słone, można pominąć)
+ tabliczka czekolady (opcjonalnie, u mnie była deserowa oraz z kawałkami mielonych orzechów laskowych)

Ucieramy miękkkie masło z cukrem, dodajemy po jednym jajku. Do masy dodajemy ekstrakt waniliowy oraz masło orzechowe i miksujemy aż wszystko dokłądnie się połączy. W drugiej misce łączymy suche składniki – mąkę, sól, proszek oraz sodę, a następnie stopniowo dodajemy do mokrych, w razie potzrzeby dosypujemy też posiekaną czekoladę lub groszki czekoladowe. Masa wyjdzie gęsta, ale nie będzie nadawała się do wałkowania. Miskę zabezpieczamy folią spożywczą i chowamy do lodówki, najlepiej na całą noc, minimum na 3 godziny, aby nabrała odpowiedniej konsystencji. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. W międzyczasie z ciasta przygotowujemy kulki, nieco większe niż orzech włoski i delikatnie dociskając je dłońmi, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Jeżeli chcemy aby możliwie zachowały swój kształ, mozemy je włożyć jeszcze na 15 minut do zamrażąrki przed pieczeniem. Ciaska pieczemy 11 – 15 minut do lekkiego zrumienienia. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na blaszce, aby wystygły, ponieważ gorące mogą się rozpadać.

Babeczki czekoladowe – gotowane na parze (jakie dobre!)

Niezwykle delikatne, jak najlepszy biszkopt. Do tego aromatyczne, co ważne dla największych beztalenci – chyba nie da się ich spalić ani przypalić. Do tego, co ważne nie potrzeba piekarnika :) Na każdej z babeczek powstaje charakterystyczne pęknięcie. Nie jest to przepis na babkę gotowaną na parze, babeczki robi się znacznie szybciej. 5 minut mieszania składników i gotowania wody plus 20 samego parowania. W niespełna pół godziny możemy cieszyć się pysznym deserem. Bardzo gorąco polecam. Poeksperymentujcie też z dodatkami – inne owoce, czekoladowe groszki, rodzynki, płatki migdałowe czy orzechy. Dajcie znać jak wyszło :D Z porcji wyszło mi 7 babeczek. 3 zrobiłam saute, 4 z kawałkami banana ;) Dodałam również połowę mąki żytniej pełnoziarnistej, która uchodzi za bardzo ciężką i niepolecaną do wypieków, jak widać moje babeczki wyszły mimo to perfekcyjnie.

Babeczki czekoladowe:
1 kubek (150 ml) zsiadłego mleka, opcjonalnie może to też być jogurt
1 kubek cukru
1 jajko
szczypta soli
olej rzepakowy – do pełna
1 łyżeczka amaretto
1 łyżeczka przyprawy do piernika (według uznania, można zastąpić cynamonem)
1 łyżka siemienia lnianego (można pominąć, dodałam, aby przemycić coś zdrowego)
2 kubki mąki pszennej typ 650 (u mnie pół na pół z żytnią pełnoziarnistą, polecam)
2 łyżki z lekką górką kakao
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
banan (lub inny mało soczysty owoc, groszki czekoladowe, orzechy)

Foremki smarujemy dokładnie margaryną i posypujemy bułką tartą (wtedy łatwiej jest wyjąc, można jeść też bezpośrednio z foremki). Garnek wypełniamy woda, ustawiamy w nim sitko do gotowania na parze i przykrywamy pokrywką. Ustawiamy na gazie. W międzyczasie mieszamy składniki.

Zsiadłe mleko wlewamy do miseczki. Dodajemy cukier. Do kubka wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i dolewamy do pełna oleju, mieszamy łyżką lub widelcem i wlewamy do iski z mlekiem. Mieszamy składniki i aromatyzujemy amaretto oraz przyprawami. Osobno przesiewamy mąki (dodajemy też otręby, które zostaną z mąki żytniej), kakao i sodę. Wraz z siemieniem, dodajemy do mokrych składników partiami. Do gotowej masy dodajemy wybrane dodatki: banana pokrojonego w kostkę, jabłko, wiśnie, rodzynki, czekoladę.

Miseczki wypełniamy ciastem, ale nie po brzeg, musimy pamiętać, że babeczki urosną. Gdy woda zacznie wrzeć, miseczki ostrożnie wkładamy do garnka, na sitko (uwaga, para potrafi być gorąca). Garnek przykrywamy szczelnie pokrywką i „parujemy” przez 20 – 25 minut. Oczywiście wszystko będzie zależało od wielkości foremek. Lepiej potrzymać kilka minut dłużej niż krócej :) W czasie parowania nie podnosimy pokrywki, ponieważ wytraca się ciepło. Ja pierwsze 5 minut gotuję na największej mocy palnika, a później redukuję na średnią lub małą. Zdejmując pokrywkę róbmy to ostrożnie, uważając na siebie i na babeczki. Para wodna się skropli i możemy niechcący oblać nią nasze ciastka.

Ciasteczka Vanilice

Z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę życzyć Wam wszystkiego najlepszego, pogody ducha, czasu spędzonego z najbliższymi, jak najmniej zmartwień i ochoty do życia. Dzisiaj prezentuję Wam ciasteczka tegoroczne, robione dzisiaj. Nieco inne bo robione na smalcu i przekładane gładkim dżemem, ponadto oprószone śniegiem cukrem pudrem. A przepis na ciasteczka pochodzi z bloga.

Vanilice
100 g smalcu
3 łyżki cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z cytryny
1 żółtko
250 g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ dżem do przełożenia (u mnie brzoskwiniowo pomarańczowy, w oryginale często wykorzystuje się morelowy)
+ cukier puder do obtoczenia

Smalec ucieramy z cukrem pudrem, cukrem wanilinowym, ekstraktem, sokiem i żółtkiem na gładką masę. Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem i dodajemy do masy stopniowo. Wałkujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykrawamy niewielkim kieliszkiem kółeczka. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni (z termoobiegiem).

Upieczone ciastka studzimy i przekładamy ulubionym dżemem, a następnie obtaczamy w cukrze pudrze.

Tureckie półksiężyce (przepis I – z orzechami)

Plan na święta już mi się klaruje, zaplanowałam też takie oto ciastka, a z racji tego, że wypieków orzechowych zapowiada się sporo, wybrałam wersję bez nich. Jednak te orzechowe kusiły mnie na tyle, że zdecydowałam się na nie już – przedpremierowo, adwentowo. Miękkie, nieomal biszkoptowe, mega czekoladowe i z posmakiem orzechowym oraz przepysznym lukrem. Łatwo możemy im nadać kształt półksiężyca – jak na tureckiej fladze. Nie potrzeba nawet specjalnych foremek, uwierzcie. Z powodzeniem możecie też wykonać je w formie ciasta i podać z kremem na bazie philadelphii (jak tu). Baaardzo wdzięczne ciasto. Dodatkowo powiem jeszcze, że do jego wykonania nie potrzeba żadnych chemicznych spulchniaczy co będzie dobrą wiadomością dla osób o wrażliwym żołądku i tych bojących się chemicznego posmaku wypieków. A tu źródło

Ciasto:
5 jajek M
szczypta soli
150 g cukru
150 g miękkiego masła
100 g mielonych orzechów lub migdałów (dałam włoskie)
50 g kakao
70 g mąki pszennej tortowej

Białka oddzielamy od żółtek. Cukier dzielimy na dwie części. Masło ucieramy z cukrem, dodajemy w trakcie po jednym żółtku. Bo utartego masła dodajemy zmielone orzechy, kakao oraz przesianą mąkę, miksujemy – masa będzie gęsta. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, następnie stopniowo dosypujemy resztę cukru. Ubite białka dodajemy stopniowo do czekoladowej masy i mieszamy łyżką. Blaszkę 25 na 35 cm wkładamy papierem do pieczenia. Wykładamy masę i wyrównujemy powierzchnię. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 – 25 minut. W międzyczasie przygotowujemy lukier.

Lukier:
4 łyżki rumu/amaretto
3/4 – 1 szklanki cukru pudru

Likier lub rum mieszamy z przesianym cukrem pudrem do uzyskania gęstego lukru. Oblewamy nim upieczone i ciepłe ciasto. Gdy lukier zacznie zastygać (będzie się lekko kruszył pod naciskiem palca) przystępujemy do wykrawania księżyców. Ja zrobiłam to kieliszkiem o cienkich ściankach, nada się też okrągła metalowa foremka jeżeli taką macie.

Śnieżne kule – ciasteczka orzechowe z pomarańczą

Mmmm… moi faworyci zaraz obok tych korzennych. Jeden z niewielu wypieków, które weszły u mnie na stałe do repertuaru. Są kruchuteńkie, mają delikatny i orzechowy smak, bez cukru pudru nie są zbyt słodkie, dlatego bez obaw można je obtaczać (i to chyba wymaga najwięcej cierpliwości). Z porcji wychodzi około 120-150 sztuk (nie liczyłam, zależeć to też będzie od wielkości kulek, które ulepicie). Dla nich można oszaleć… nie tylko w święta :) Nie dziwię się, że cieszą się taką popularnością i zbierają najwyższe noty. Przepis z Kwestii Smaku.

Ciasteczka:
250 g miękkiego masła
100 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu pomarańczowego lub likieru (w ostateczności może być nawet ocet jabłkowy)
110 g zmielonych orzechów włoskich
6 łyżeczek skórki startej z pomarańczy (mniej więcej 2 owoce)
375 g mąki pszennej
+ cukier puder

Masło ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy ekstrakt, a następnie wyrabiamy jeszcze z ze skórką, orzechami i mąką pszenną na zwarte ciasto. Ręce posypujemy mąką i przystępujemy do formowania kulek. Moim zdaniem najlepsze są te wielkości większego orzecha laskowego, czasem robię większe. Ciastka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez mniej więcej 8 minut, zanim się zrumienią.

Cukier puder przesiewamy do miseczki. Możliwie jak najcieplejsze ciasteczka obtaczamy w nim i odstawiamy. Uwaga – świeżo upieczone nie tylko mogą nas poparzyć, ale i łatwiej się kruszą.

Pierniczki na oleju rzepakowym

Dosyć wierna podróbka innych, znanych sklepowych (pozwólcie, ze bez reklamy), które tak mi zasmakowały, że postanowiłam je przygotować w domu po pobieżnym wgłębieniu się w skład. W oryginale lukrowane – u mnie między innymi z powodu lenistwa, niekoniecznie ;) Plusy – mało tłuste a co za tym idzie mało kruche, a po prostu miękkie, pod warunkiem, że nie zostaną przepieczone. W gruncie rzeczy proste w przygotowaniu. Z przepisu otrzymujemy względnie małą porcję. Polecam od razu podwoić! A jeszcze przed świętami na blogu pojawi się zestawienie najlepszych przepisów, bądźcie czujni.

Korzystając z okazji, chciałam podziękować Anecie, Uli i Mateuszowi za tą wczorajszą współpracę. Jeżeli to czytacie, wiedzcie, że byliście genialni i dziękuję Wam za to, że podjęliście się ze mną tego zadania!

Pierniczki:
1/2 szklanki cukru (100 g)
1/2 szklanki wody
2 łyżki oleju rzepakowego
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka kakao
1 jajko
250 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki amoniaku

W dużym rondelku topimy 3 łyżki cukru do jego karmelizacji, dodajemy stopniowo wodę i resztę cukru, na końcu olej. Przesiewamy 150 g maki z kakao, przyprawą i dodajemy do ciepłej jeszcze masy (ale już nie gotujemy, raczej zaparzamy jak ciasto na ptysie), gdy ciasto przestygnie, dodajemy jajko i dosypujemy resztę mąki wraz z amoniakiem – wyrabiamy jak ciasto na pierogi. Wałkujemy na podsypanym mąką blacie. Z ciasta wykrawamy dowolne kształty. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni z funkcją termoobiegu, nie dłużej niż 10 minut, po tym czasie ciastka robią się suche. po upieczeniu możemy śmiało lukrować.

Pierniczki jak toruńskie – co tu robią drożdże?

Długo zachodziłam w głowę co z tym przepisem?! Przecież to nie ma sensu, niby drożdże, ale gdzie tu te inne spulchniacze. No to tak nie działa – mówiłam sobie. Jak jedno to na pewno nie drugie. Otóż nie do końca Pewnego dnia mnie olśniło. Jeżeli ktoś zajmuje się domowym wyrobem trunków wysokoprocentowych to wie – drożdże są nie tylko w kostkach i saszetkach, mamy też takie naturalne. Z resztą działają one nie tylko w przemyśle winiarskim, piwowarski, ale i wtedy gdy przygotowujemy zakwasy na chleby czy barszcze lub żurki. Odgrywają nieocenioną rolę w przygotowaniu pierników toruńskich, ale i tego naszego staropolskiego, który przecież jest jeszcze spulchniany sodą… Działa? Działa, i to jeszcze jak. Tutaj mamy podobnie, tylko bez tego wielotygodniowego czy wręcz wielomiesięcznego wyczekiwania. Wszystko dzięki użyciu „kostkowych” odpowiedników. Polecam szczególnie w wersji nadziewanej (takie bez nadzienia łatwo przesuszyć, z marmoladą jest to prawie niemożliwe, są znacznie smaczniejsze). Przepis z Domowych Wypieków

Pierniczki:
2 szklanki mąki pszennej tortowej
1 jajko
1/2 szklanki cukru
1 czubata łyżka miodu
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka sody oczyszczonej
25 g drożdży
60 g masła
+ marmolada (opcjonalnie)

Miód podgrzewamy z masłem do rozpuszczenia, dodajemy do niego drożdże. Przesiewamy mąkę z sodą, wbijamy jajko, dodajemy cukier i drożdże. Wyrabiamy ciasto. Na obsypanej mąką stolnicy wałkujemy ciasto i wykrawamy kształty. Ja jednak radzę rozwałkować je na grubość 2-3 mm, wycinać kieliszkiem okręgi i sklejać po nadzianiu marmoladą (ułatwimy to sobie sklejając brzegi białkiem). Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, niecałe 10 minut w przypadku zwykłych, w przypadku nadziewanych około 11- 12. Ja polukrowałam je po wystudzeniu lukrem na bazie cukru pudru i amaretto.

Ciasteczka Pająki – kokosowe z czekoladą

Boooo! To dzisiaj :) Jutro nadejdzie dzień pełen zadumy i refleksji nad życiem. Czas spotkań z najbliższymi tymi „tutaj i tam”. Do tego czasu jednak cieszmy się tym klimatycznym wieczorem Halloween. Nie wiem jak Wy, ale ja zaraz po publikacji tego wpisu radośnie udam się by obejrzeć horror, dobry horror. A ciasteczka? Przepyszne i znikałyby chyba jeszcze szybciej, gdyby nie to, że żal pochłaniać tak ujmującą dekorację ;) Od czego jest jednak telefon z aparatem? Cóż, a jeżeli nie przepadacie za kokosem, zachęcam do zamienienia go na zmielone orzechy czy migdały. Myślę, że będzie równie pysznie. Dobrej nocy kochani ;)

Ciasteczka
100 g masła
150 g cukru
1 jajko M
170 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g płatków owsianych (błyskawicznych)
60 g wiórków kokosowych
1/2 tabliczki czekolady – posiekanej (miałam tylko mleczną, z powodzeniem użyć możecie też gorzkiej)

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Na końcu dodajemy czekoladę, tak aby nadmiernie nie ogrzała się od naszych rąk. Ciasto wkładamy na godzinę do lodówki. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta kleimy kulki, lekko rozpłaszczamy i układamy na blaszce, pamiętając, że lekko jeszcze urosną. Pieczemy w 200 stopniach do zrumienienia (kwadrans). Studzimy przed dekorowaniem.

Dodatkowo
70 g czekolady
kulki kokosowe w czekoladzie (ew. rodzynki w czekoladzie czy orzeszki)
około 80 sztuk oczu z lukru

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Foliowy woreczek do mrożenia napełniamy czekoladą (niezbyt dużo, w trakcie nakładania zastygnie, trzeba będzie znowu rozpuszczać) i ucinamy róg. Niewielką ilość czekolady umieszczamy na wierzchu ciastka, natychmiast mocujemy do niej draże – najlepiej jedną większa a druga mniejszą. Rysujemy nogi z czekolady. Powtarzamy z kolejnymi i czekamy aż czekolada zastygnie. Na każdą z mniejszych drażetek nakładamy niewielką ilość czekolady i mocujemy do niej oczy delikatnie dociskając opuszkiem palca. Czekamy aż zastygnie. Z porcji ciasta wychodzi około 40 ciastek.

Ciasteczka Pocałunek Wampira

Kolejna propozycja na „ten” wyjątkowy wieczór. Odliczać możemy już dni. Ciasteczka przygotować możemy z wyprzedzeniem, a następnie przechowywać w pudełku (smużki krwi przygotowałabym tylko przed podaniem, inaczej ciastka mogą się posklejać układane jedne na drugich). Z podanej porcji powinno Wam wyjść około 30 – 35 ciasteczek, jednak wszystko będzie zależało od grubości ciasta oraz średnicy foremek. Polecam, są smaczne jak to każde ciasteczka maślane z nadzieniem i szybkie w wykonaniu ;) Ja lepiłam je jednocześnie gotując trzydaniowy obiad – da się. Fantastycznie komponują się z kubkiem dobrej kawy, takim dobrym Pumpkin Spice Latte ;) Macie już jakieś Halloweenowe plany?

Ciasteczka:
150 g masła
100 g cukru (najlepiej cukru pudru)
1 małe jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
250 g mąki pszennej
2 łyżki czerwonej marmolady
odrobina czerwonego barwnika (opcjonalnie)
+ Grenadina lub syrop malinowy

Wszystkie składniki – posiekane masło, cukier, jajko, ekstrakt, połowę mąki umieszczamy w misce i zagniatamy na jednolita masę – dosypujemy mąkę. gotową kulę ciasta schładzamy przynajmniej godzinę w lodówce. Na podsypanym mąką blacie wałkujemy ciasto, nieco cieniej niż gdybyśmy przygotowywali zwykłe maślane ciastka (w końcu będą one sklejane). Kieliszkiem lub okrągłą foremką wycinamy z połowy ciasta kółka. Na reszcie tylko delikatnie zaznaczamy okręgi. Marmoladę zabarwiamy odrobiną barwnika (kolor jest bardziej żywy, realistyczny, ale nie jest to konieczne). Smarujemy środek każdego niedociętego okręgu marmoladą – po środku, aby brzegi zostały w miarę możliwości czyste, dzięki czemu ciastka lepiej się skleją. W dociętych okręgach, słomką wycinamy otwory, następnie przenosimy je na posmarowane marmoladą krążki i brzegi lekko dociskamy palcami. Wycinamy raz jeszcze kieliszkiem i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Ciastka pieczemy z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni do zezłocenia (nie pilnowałam czasu, zaglądałam do nich co jakiś czas, myślę, że około 15, maksymalnie 20 minut). Resztę marmolady która nam została „rozcieńczamy” Grenadiną lub dowolnym, czerwonym syropem. W miejscu ugryzień aplikujemy niewielka ilość i przez moment trzymamy ciastko pionowo, aby syrop delikatnie spłynął. Aby przyśpieszyć sobie pracę (zwłaszcza gdy planujemy większą ilość) polecam użyć strzykawkę (do nabycia w dowolnej aptece, dosłownie za kilkadziesiąt groszy).



A może – Palce Wiedźmy?