Ciasto Pawi Ogon (siostry Anastazji)

To ciasto miałam na oku już od dłuższego czasu. Trochę pozmieniałam – w internecie krążą wersje biszkoptowe albo takie z ciastem miodowym. Ja gdzieś tam sięgając do Makowych Wydam sprzed tygodnia wykorzystałam tu ciasto a’la babkowe (bez jajek). Jest trochę cięższe od tradycyjnego biszkoptu, ale zbliżone do babki na oleju a nie ciasta kruchego. Dopiero gdy ciasto kroiłam, przy zdejmowaniu obręczy skojarzyło mi się ono z innym moim wypiekiem, a dokładniej z Oczami Carycy. Czy tylko ja czuję tu wizualne podobieństwo (smakowe poniekąd też, choć nie do końca)? Różnica jest taka, że w „ogonie” kremu jest w sam raz, kawa gdzieś tam się smakowo nie plącze, a mimo, że z ciastem jest niby więcej pracy to jest to praca hm… przyjemniejsza. Zaczęłam tu kombinować z galaretką – nie byłabym sobą gdybym nie chciała czegoś ulepszyć. Tym razem na szczęście wyszło, choć na zdjęciach efekt jest mniej spektakularny. W każdym przepisie na który się natknęłam zalecano użyć dwie galaretki w tym samym kolorze, oczywiście nie posłuchałam ;) Jak to się szczęśliwie skończyło możecie zobaczyć na zdjęciach i mam nadzieję – będziecie chcieli wypróbować w domu.

Ciasto:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki cukru
2 łyżki octu jabłkowego/winnego
60 g oleju rzepakowego/słonecznikowego
2 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)

W misce mieszamy płynne składniki z cukrem. Mąkę przesiewamy z sodą i dodajemy do ciasta. Mieszamy tak, aby nie było grudek. Foremkę o wymiarach 25 na 35 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wylewamy ciasto. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni do suchego patyczka (około 25 minut). Gotowe ciasto studzimy, kroimy na dwa placki.

Roladki
150 g masła/ margaryny
100 g cukru
1 duże jajko
4 – 5 łyżki śmietany
500 – 550 g maki pszennej
1/2 łyżeczki sody
1 słoiczek powideł śliwkowych
1 i 1/3 szklanki mielonych/siekanych orzechów włoskich

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Wstawiamy je na pół godziny do lodówki. Po tym czasie dzielimy je na 3 porcje. Każdą z nich wałkujemy na prostokąt a następnie smarujemy 1/3 słoiczka powideł i posypujemy orzechami. Zwijamy wzdłuż dłuższego boku (35cm lub tyle ile ma foremka). Roladki umieszczamy w foremce i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni do zezłocenia. Przed przełożeniem, studzimy i odcinamy końce.

Krem:
1 litr mleka
4 łyżki mąki pszennej
4 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)
6 łyżek cukru (120 g)
200 g masła (min. 82% tł.)
2 – 3 łyżki ajerkoniaku

W 1/2 szklanki mleka rozprowadzamy mąkę i cukier, opcjonalnie ekstrakt. Resztę zagotowujemy i gdy zacznie wrzeć, wlewamy pozostałą część ciągle mieszając. Taki budyń studzimy, a masło wyjmujemy z lodówki (ma być w temp. pokojowej). Miękkie masło miksujemy, dodajemy ajerkoniak do smaku a następnie po łyżce przestudzonego budyniu.

Dodatkowo:
1 opakowanie niebieskiej galaretki (rozpuszczonej w 300ml wody)
1 opakowanie zielonej galaretki (rozpuszczonej w 300ml wody)
polewa czekoladowa
posiekane orzechy włoskie


Składanie:
1 blat ciasta
1/2 kremu
3 roladki, ułożone w równych odstępach
tężejąca galaretka wlana pomiędzy roladki:
- na spód wylewamy 1/3 niebieskiej galaretki
- do miseczki z niebieska galaretką wlewamy kilka łyżek zielonej i przekładamy połowę na niebieską galaretkę
- do zielono – niebieskiej galaretki dodajemy połowę zielonej, mieszamy i wylewamy całość na ciasto
- na wierzch wlewamy zieloną galaretkę, gdy poprzednie zaczną nam tężeć
=> uzyskujemy efekt „ombre” i wkładamy ciasto na godzinę lub dwie do lodówki
wykładamy pozostałą część kremu (zostawiając 2-3 łyżki do posmarowania wierzchu)
2 blat ciasta
cienka warstwa kremu
polewa czekoladowa + orzechy



chociaż ciasto jest tęczowe, nie brakuje w nim orzechów włoskich. Wiedzieliście, ze to superfood? Aby dowiedzieć się więcej zapraszam na stronę: www.sklepagnex.pl

Superfood w Twojej kuchni

Usteczka – ciastka serowe z jabłkami

Ten przysmak ma z tego co zdążyłam zaobserwować wiele nazw. Ta jest chyba najbardziej obrazowa i adekwatna do tego wypieku. Zrobienie usteczek zajmuje kilka minut. Zagniecenie ciasta, rozwałkowanie i wykrawanie szklanką kółeczek. Najwięcej czasu z tego wszystkiego zajmie nam chyba obieranie i krojenie jabłek. Ciastka nie są zbyt słodkie, dlatego przed podaniem warto je obsypać cukrem pudrem! Z podanej porcji wychodzą dwie duże blaszki. Do wykonania zachęciły mnie zdjęcia z tego bloga. Dam przepis jest na tyle tani,z e na pewno pozwolić może sobie na niego każdy student. Cała porcja spokojnie zamknie się w cenie 15 zł ;) A więcej poczytać możecie tu: projekt Cooknomics na facebooku.

Usteczka:
250 g twarogu
250g masła/margaryny
250g mąki pszennej
1 łyżka cukru
4 – 5 jabłek (obranych)
cukier puder do posypania

Zagniatamy elastyczne ciasto z twarogu, mąki i masła. Jabłka kroimy w ósemki. Ciasto wałkujemy na grubość około 3mm na stolnicy podsypanej mąką. Plasterki jabłek układamy na krążkach i składamy je wpół nie zlepiając brzegów tak jak w pierogach. Ciastka pieczemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 180 stopni do zezłocenia czyli około 25 minut. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy, przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.


Student challenge

Ciasteczka a’la Delicje z galaretką malinową

Tak wiem, popularne ciasteczka są okrągłe czyli zupełnie nie takie jak te małe prostopadłościany które Wam proponuję. Jednak po co utrudniać sobie życie? Zabawa w pieczenie idealnie równych biszkoptowych okręgów, wycinanie galaretkowych środków i pieczołowite oblewanie tego czekoladą. A niedzielny poranek jest krótki i z zasady powinien przebiegać leniwie. Dlatego też nie wysilałam się i z założenia delicje przygotowałam w tej a nie innej formie. Na kilku blogach można znaleźć propozycje na przygotowanie tego przysmaku i zawsze zalecany jest tam biszkoptowy krążek i … po prostu galaretka. Ja jednak uparcie twierdziłam, że coś innego tu chodzi. Biszkopt z delicji nie do końca jest biszkoptem, a czym właściwie? Znacznie bardziej przypomina go ciasto ze znanych amerykanów! A galaretka? Tak na prawdę ma w sobie coś ze zwartej frużeliny – tymże tropem poszłam więc ja. Jako,z ę robiłam kilka rzeczy na raz, jednocześnie prawie wychodząc z domu, doglądanie ciasta zostawiłam mojej mamie. W sumie mój błąd – wieczorem miałam zwęglony placek, który musiałam dokładnie obkroić i 1/3 wyrzucić. Nie jest biegła w kulinarnych sprawach i nie wiedziała jak to ma wyglądać więc wyszło jak wyszło, w każdym razie weźcie poprawkę, że ciasta wyjdzie więcej (wtedy „galaretkę można przygotować z litra wody, 2 galaretek i 1 kisielu). Co do smaku – ja wybrałam delicje malinowe. Wy spokojnie wybrać możecie smak cytrynowy czy truskawkowy, ważne aby wybrać galaretkę w tym samym smaku co kisiel.

Ciasto:*
120 g masła (roztapiamy i studzimy)
1 szklanka (200g) cukru
1 łyżka cukru wanilinowego
2 jajka
1 szklanka mleka
szczypta soli
2 czubate szklanki mąki pszennej (około 300g)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka amoniaku spożywczego

Mieszamy/miksujemy ze sobą płynne składniki, sól i cukier. Mąkę przesiewamy przez sitko wraz z amoniakiem i proszkiem. Dodajemy do płynnych składników. Ciasto pieczemy w foremce o wymiarach kartki a4 lub nieco większej, wyłożonej papierem. *Ciasta jest tyle, że uformować możemy z niego dodatkowo 2 – 3 mniejsze amerykany. Temperatura: 180 stopni, czas: około 20 minut.

Dodatkowo:
700 ml wody (niecałe 3 szklanki)
1 opakowanie kisielu malinowego
1 opakowanie galaretki malinowej
2 łyżki cukru
3 łyżki syropu malinowego (opcjonalnie)
150 g gorzkiej czekolady
2 – 3 łyżki masła

W 100 ml wody rozprowadzamy proszek kisielowy, pozostałą część zagotowujemy w rondelku, przygotowujemy wg zaleceń producenta. Do gorącego kisielu wsypujemy galaretkę, cukier i syrop, mieszamy do ich rozpuszczenia. Przestudzoną, ale płynną galaretkę wylewamy na przestudzone ciasto. Wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Oblewamy stężałą galaretkę i wstawiamy na kwadrans do lodówki, po tym czasie kroimy w kostkę. Jeżeli delicje planujemy pokroić później, dobrze jest je chwilę wcześniej wyjąć z lodówki, aby czekolada tak się nie kruszyła.

Ciasto Makowe Wydmy

Miałam wielka ochotę na mak, miałam w lodówce wielki, kilogramowe opakowanie serka, którego niby wszyscy lubią (dlatego kupiłam) a jakoś nikt nie zjadł – nie chciałam wyrzucać a ten był jeszcze całkiem ok. Za cudzymi zachciankami często bardzo trudno nadążyć. Jednak to właśnie takie „mini questy” najlepiej rozwijają kreatywność. Tak oto powstało to niebanalne ciasto. Mak do kokosu pasuje, serek waniliowy też genialnie się w tym odnajduje. Tak sobie pomyślałam, ze latem w serowych dołeczkach fantastycznie sprawdziłaby się wiśniowa wkładka… i cienka wiśniowa żelka. Jednak to wszystko jest jeszcze przede mną i przed Wami mam nadzieję. Co jest w tym cieście takiego niezwykłego? Jajka a raczej ich brak. Patrząc na nie nie wpadłoby Wam to do głowy? :) Bo bez jajek to może być tylko zakalcowata wegańska babka? Już nieraz pokazywałam, ze to błędne myślenie. Jeżeli mleko zastąpimy mlekiem roślinnym (lub wodą zwiększając ilość oleju) uzyskamy idealny deser dla alergika. Wtedy śmietankę można zastąpić specjalną roślinną (idealnie – kokosową), a mleko również mlekiem roślinnym. Dla wegan – żelatynę zastępujemy agarem. Smacznego, na prawdę warto! :) Tym razem przepis na dużą blaszkę.

Ciasto makowe:

375 ml mleka
3 łyżki octu winnego/jabłkowego
80 g oleju (ponad 1/3 szklanki)
200 g cukru (szklanka)
375 g mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g niebieskiego maku

W misce łączymy ze sobą płynne składniki i cukier, stopniowo dodajemy mąkę przesiana i wymieszaną z proszkiem i sodą. Na końcu dodajemy sypki mak i mieszamy. Ciasto wylewamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Masa serkowa:

1 kg serka homogenizowanego waniliowego
1 duże opakowanie budyniu waniliowego (lub 1 i 1/2 standardowego)
2 czubate łyżki mąki pszennej

Serek mieszamy z budyniem i mąką. Masę przekładamy do woreczka i odcinamy róg. Na warstwie makowej „rysujemy” kratkę (podobnie jak w cieście Poduszki). Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy do suchego patyczka (30 – 40 minut). Studzimy przed nałożeniem kremu.

Krem kokosowy:

200 g wiórków kokosowych
3 szklanki mleka
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej
100 g cukru
400 g śmietanki
1 łyżka żelatyny (namoczona w niewielkiej ilości wody)
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)

W 100 ml mleka rozprowadzamy mąkę. Resztę mleka zagotowujemy, do gotującego się dodajemy wiórki. Gdy całość się zagotuje wlewamy mleko z mąką. Zdejmujemy z palnika i słodzimy. Całość dokładnie studzimy. Śmietankę chłodzimy, żelatynę rozpuszczamy. Schłodzony budyń miksujemy, a następnie ubijamy śmietankę na sztywno – delikatnie łączymy, aby śmietanka nie opadła. Całość utrwalamy żelatynę (kilka łyżek kremu mieszamy z żelatyną i wlewamy do całości kremu). Wykładamy na ciasto, ewentualnie ozdabiamy i oblewamy czekoladą. Wkładamy do lodówki na całą noc.

Dodatkowo:
1/2 tabliczki czekolady lub kilka łyżek ulubionej polewy (przestudzone przed polaniem)

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=8ZKMx&id=38303791df8045deb644d97f437dbd2b&size=F

Tort cytrynowy

A dzisiaj obiecana propozycja walentynkowa. Wiem – pracochłonna, co może zniechęcać, ale zapewniam, ze najwięcej czasu zajęło mi przygotowanie czekoladowej dekoracji. Chciałam poćwiczyć tę formę przed wyjściem z nią przed większą publicznością. Może nie jest idealna, ale i tak zebrała pozytywne recenzje. W poszanowaniu dla święta zakochanych nie będę Was usilnie namawiać do przygotowania fikuśnych dekoracji – na pewno ciasto nie straci na smaku gdy najzwyczajniej w świecie polejecie je czekoladą lub (tak jak po bokach) i górę obsypiecie czekoladowymi wiórkami ;) Za to usilnie będę Was namawiała na przygotowanie tego ciasta, bo w smaku jest obłędne! I idealne na taki dzień – nie zbyt ciężkie, orzeźwiające. Bardzo lubię ciasto cytrynowe jest ono jednym z moich ulubionych, podobnie jak np. agrestowe czy rabarbarowe – lubię lekko kwaśne orzeźwiające smaki. Ja wybrałam foremkę w kształcie serca, w każdy inny dzień roku spokojnie możecie użyć zwykłej, dużej tortownicy. A teraz zapraszam Was na małe co nieco ;) Dla fanów innych cytrusów – pomarańczy czy limonek mam miłą informację. Przepis ten spokojnie można przerobić pod swój gust i tylko użyć wybranych cytrusów – na pewno efekt będzie równie powalający!

Biszkopt:
4 duże jaja
5 łyżek cukru
2 czubate łyżki mąki pszennej
2 czubate łyżki mąki kukurydzianej
3 łyżki oleju

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy je na jasną pianę, dodajemy stopniowo cukier i miksujemy do rozpuszczenia kryształków. Na końcu dodajemy żółtka. Mąkę przesiewamy i dodajemy do jaj, delikatnie mieszając, wlewamy cienkim strumieniem olej. Dużą tortownicę wykładamy papierem – wylewamy przygotowany biszkopt. Pieczemy około 25 – 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po wystudzeniu dzielimy na dwa blaty.

Wkładka digestive:
Przygotowujemy ją wg wskazanego przepisu – wykrawając przed upieczeniem serce. Ewentualnie wykorzystujemy gotowe ciastka.

Krem cytrynowy:
150 ml soku z cytryny (około 4 sztuk)
skórka otarta z wyszorowanej cytryny (opcjonalnie)
350 ml wody
120 g cukru
1 opakowanie budyniu śmietankowego
1 łyżka mąki pszennej
szczypta kurkumy dla koloru (opcjonalnie)
150 g masła (min 82% tł.)
2 łyżki cytrynówki (ewentualnie spirytusu lub ekstraktu cytrynowego)

W rondelku gotujemy sok oraz szklankę wody. W pozostałej części wody rozprowadzamy cukier, mąkę oraz proszek budyniowy. Gdy sok z wodą zaczną wrzeć wlewamy zawartość szklanki. Mieszamy do zgęstnienia i dodajemy cukier. Tak przygotowany budyń studzimy. Masło wyjmujemy z lodówki, ma być miękkie. Miękkie masło miksujemy na buch, dodajemy cytrynówkę, a następnie budyń – stopniowo po łyżce.

Żelka:
60 dag obranych jabłek lub musu jabłkowego (ze słoika)
200 ml wody
1 czubata łyka mąki ziemniaczanej
1 opakowanie galaretki cytrynowej

Jabłka pokrojone w kosteczkę zalewamy 100 ml wody i dusimy pod przykryciem aż zaczną się rozpadać. W międzyczasie mąkę rozprowadzamy w wodzie. Rozpadające się jabłka miksujemy blenderem na gładki mus, a następnie wlewamy wodę z mąką. Mieszamy i gotujemy chwilę do lekkiego zgęstnienia. Natychmiast po zdjęciu z ognia wsypujemy do środka galaretkę i dokładnie mieszamy. Gorącego musu nie wylewamy bezpośrednio na ciasto – ponieważ rozpuści krem cytrynowy. Należy go uprzednio wystudzić do temperatury pokojowej co z racji aktualnej pory roku nie będzie trudne.

Krem śmietankowy: x2
200 ml śmietanki
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka żelatyny (rozpuszczona w niewielkiej ilości wody)

Schłodzoną śmietankę ubijamy wraz z cukrem. Żelatynę rozpuszczamy i dodajemy do śmietanki. Wykładamy na ciasto nim stężeje.

Ułożenie:
- 1 blat (najlepiej ten grubszy) biszkoptu
- 2/3 kremu cytrynowego
- warstwa digestive
- żelka (wystudzona!)
- 1 porcja śmietanki
- biszkopt
- pozostały krem cytrynowy (tu ciasto wstawiamy najlepiej na całą noc do lodówki, następnie zdejmujemy obręcz)
- druga porcja śmietanki + czekoladowe dekoracje

Gdyby ktoś miał ochotę pobawić się w domorosłego cukiernika to tu może znaleźć wzór. Przed wydrukowaniem (u mnie na dwóch kartkach a4) warto dopasować go sobie do swojej foremki, odpowiednio zmniejszyć. Gotowy szablon układamy pod papierem do pieczenia i rysujemy najpierw ciemną czekoladą kontury (rozpuszczoną czekoladę umieszczamy w zwykłym woreczku do mrożenia), odstawiamy do zastygnięcia i wypełniamy białą czekoladą, odpowiednio zabarwioną barwniki radzę przed dodaniem do płynnej czekolady rozpuścić w kilku kroplach śmietanki).
Walentynki 2016 - Czym TO się je?

Kkwabaegi – koreańskie pączki

Pączek, niby taki oczywisty smakołyk. Jednak w wielu krajach, niemalże w każdym zakątku świata występuje on w swojej niepowtarzalnej wersji. Z nadzieniem, bez, oblane słodkim lukrem czy też gęstym syropem w kształcie kulistym, pierścienia czy innym wymyślnym. Mniejsze bądź większe, na bazie mleka czy nieprzyzwoitej ilości żółtek. Te tutaj mimo, że przybyłe z dalekiej Korei (której?) nie wymagają od nas uzbrajania się w wymyślne składniki wprost z ekskluzywnych sklepów czy azjatyckich bazarów. Są proste i jakże urocze! Ponoć są mało słodkie (poczytajcie)- jednak ja upieram się przy tym, że nie sposób się z tym zdaniem zgodzić. Samo ciasto jest lekko posłodzone, acz cukrowa posypka robi swoje, potwierdzili to domownicy. Myślę, że to kwestia gustu. Pączki polecam jako miłą odmianę od tych tradycyjnych :) Tak na pożegnanie karnawału… a już wkrótce propozycja walentynkowa.

Ciasto:

3 szklanki mąki pszennej
2 łyżki masła (około 50 g)
7 g suszonych drożdży lub 21 g w kostce
3 łyżki cukru
1 szklanka mleka
1 jajko
1/2 łyżeczki soli
olej do smażenia (rzepakowy – litr)

Ciepłe mleko łączymy z cukrem, mlekiem, masłem (ja masło stopiłam – dodałam na końcu) i wsypujemy drożdże. Gdy ciasto ruszy dodajemy jajko. W misce umieszczamy przesianą make, sól i dodajemy zaczy6n. Ciasto wyrabiamy. Gotowe odstawiamy na 1,5 h do wyrośnięcia. Następnie ugniatamy i raz jeszcze pozostawiamy do wyrośnięcia. Po tym czasie dzielimy je na 16 porcji i formujemy z nich wałeczki, które następnie skręcamy (jeden koniec rolujemy w dół, przeciwny w górę) i sklejamy. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, gdy się napuszy przekładamy na druga stronę i dajemy mu jeszcze 15 minut. Gotowe pączki smażymy na rozgrzanym oleju.
Tutaj zobaczycie filmik jak przygotować i zwijać ciasto <a

Posypka:
3 – 4 łyżki cukru białego
1/2 łyżeczki cynamonu

Osączone z tłuszczu pączki obtaczamy w cukrze wymieszanym z cynamonem. Podajemy.


Faworki na piwie

Raz, dwa trzy – będzie szybko. Taki jest ten przepis – nie wymaga wybijania, nie wymaga wyrastania. Zrobienie faworków zajęło mi chwilę. Zagniotłam szybko potrzebne składniki i bez zbędnych ceregieli rozgrzałam tłuszcz. W międzyczasie rozwałkowałam cieniutko ciasto i pocięłam w paseczki. Tyle :) Faworki dosyć szybko się rozeszły, bo smakowały fantastycznie! Były niesamowicie chrupiące, czyli takie jak być powinny. Polecam :) A wy jak zabieracie się do obchodów tłustego czwartku? Długo szukacie, najlepszego przepisu, drukujecie i kompletujecie niezbędne składniki, czy w ostatniej chwili przypominacie sobie jaki to dzisiaj dzień i wertujecie internet i lodówkę? :)

Faworki:
2 żółtka
150 ml piwa (o dużej zawartości alkoholu)
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżka cukru
30 dag maki pszennej
cukier puder do oprószenia
około 1 l oleju rzepakowego do smażenia

Mieszamy ze sobą piwo, cukier i żółtka. Do masy dodajemy stopniowo mąkę i wyrabiamy elastyczne ciasto. Rozgrzewamy olej (będzie gotowy, gdy po wrzuceniu kawałka ciasta dookoła pojawią się bąbelki a po kilku sekundach wypłynie ono na powierzchnię). Ciasto wałkujemy cienko na podsypanej mąką stolnicy i wycinamy paseczki, w każdym robimy otwór i przeciągamy koniec wstążeczki przez niego. Smażymy z obu stron do zezłocenia się ciasta. Posypujemy cukrem pudrem.

Pączki na cieście piwnym z adwokatem

Pół żartem, pół serio – po prostu „Mecenasy” :D Od dawna planowałam przygotować pączki z ciasta piwnego, marzyły mi się również pączki z adwokatem. Od kilku dni, a dokładniej – jeszcze po faworkach w lodówce czekało na mnie piwo w tymże też celu zakupione (u mnie nic się nie zmarnuje :) ) Krem jest kombinacją budyniu i znanego likieru, wykorzystałam resztkę tego własnej roboty i sklepowego. Uważajcie, bo po takiej tłustoczwartkowej rozpuście nie wskazanym będzie siadać za kółkiem ;) W gąszczu przepisów na ciasto trafiłam na ten, zwiększyłam ilość piwa kosztem mleka, a ciasto przygotowałam z połowy porcji. Na jutro mam jeszcze zaplanowane inne smakołyki, ale zobaczymy na czym poprzestaniemy… Z podanej porcji wyszło mi dokładnie 19 sztuk. Kremu adwokatowego z własnego łakomstwa przygotowałam 2 – 3 łyżki więcej – żeby zostało co nieco do skosztowania i wylizania z garnka. Pączki stygną – ja jeszcze nie próbowałam, ale widząc po tym, że niewiele ich już zostało myślę, ze ze spokojem mogę je polecić ;)

Ciasto piwne:
50 ml ciepłego mleka
65 g cukru
50 g drożdży
500 g mąki pszennej tortowej lub specjalnej do ciast drożdżowych
szczypta soli
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 jajko
1 żółtko
150 ml piwa mocnego
50 g masła (rozpuszczone i przestudzone)
+litr oleju rzepakowego do smażenia




Mlekiem zalewamy drożdże wraz z cukrem i odstawiamy na kwadrans w ciepłe miejsce. W międzyczasie do miski przesiewamy mąkę wymieszaną z solą i gałką, do przygotowanego dołka wbijamy jajka oraz wlewamy piwo. Gdy drożdże się spienią dodajemy do miski i wyrabiamy jednolite ciasto. Pod koniec wyrabiania dodajemy partiami masło i wyrabiamy do momentu aż zacznie ono odchodzić od ścianek miski. Gotowe ciasto wkładamy do oprószonej mąką miski, nakrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości na 1-1,5h. Po tym czasie ciasto ugniatamy raz jeszcze i pozwalamy wyrastać mu jeszcze raz przez pół godziny. Z gotowego ciasta formujemy kulki dłońmi lub tak jak ja, wałkujemy i wycinamy szklanką krążki. Pączki podstawiamy raz jeszcze do wyrośnięcia na 30 – 40 minut (nie mogą też przerosnąć). Wtedy rozgrzewamy tłuszcz – najlepiej olej rzepakowy i smażymy pączki z obu stron. Po wrzuceniu na olej powinny swobodnie pływać na jego powierzchni. Gotowe pączki wyjmujemy z oleju i układamy na blaszce wyłożonej ręcznikiem papierowym.

Krem:
200 ml mleka
130 – 140 g cukru
200 ml ajerkoniaku (adwokatu)
2 żółtka
2 łyżki mąki pszennej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)

W rondelku zagotowujemy mleko z cukrem. W misce dokładnie mieszamy żółtka, likier (połowę porcji), ekstrakt i mąkę. Gdy całość zacznie wrzeć, przelewamy mieszankę z likierem do rondelka i gotujemy do zgęstnienia. Dodajemy resztę likieru i dokładnie mieszamy. Krem studzimy i przystępujemy do smażenia pączków. Po ich zrobieniu, nadziewamy je przygotowanym i przestudzonym kremem. Podajemy polukrowane/posypane cukrem pudrem i oblane czekoladą.


Stop marnowaniu żywności

Oponki serowe – błyskawiczne!

Zasadniczo, już wczoraj na blogu pojawić miał się przepis na genialne faworki na piwie. Tak się nie stało z przyczyn technicznych, a przepisu bez zdjęcia nie chciałam dodawać. Gdy będzie trzeba tak uczynię – w Tłusty Czwartek, bo ten przepis nie może ujść waszej uwadze ;) Tymczasem przedstawiam Wam przepis na oponki serowe, czyli takie a’la pączki, jednak bez drożdży. Przepis prosty i często pojawiający się u mojej Babci, nie tylko z okazji karnawału ale i w ciągu całego roku w postaci niewielkich pączków. O ile tradycyjne pączki zwykłam nadziewać już po ich smażeniu, o tyle te spokojnie nadziałam przed. Genialna okazała się tu moja sprawdzona marmolada z pigwy, która ma konsystencję jeszcze bardziej zwartą niż te sklepowe. Jestem z niej bardzo zadowolona. Jak i z tych pączków – nie są przesiąknięte tłuszczem, skórka jest delikatnie chrupiąca a środek mięciutki :) Jeżeli zaczynacie swoją pączkową przygodę to ten przepis sprawdzi się idealnie. Swoją drogą – dlaczego nie ma akcji tłustoczwartkowej? :)

Oponki:
40 dag sera białego (u mnie półtłusty)
2 łyżki jogurtu lub śmietany
1 duże jajo lub 2 mniejsze
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżka cukru
2 szklanki mąki pszennej
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
około 1l oleju rzepakowego do smażenia

Przez praskę przeciskamy ser lub dokładnie ugniatamy go widelcem. Dodajemy do niego rozbełtane jajko i śmietanę, mieszamy z cukrami. Mąkę przesiewamy przez sitko i dodajemy do niej sody – stopniowo dodajemy do sera i wyrabiamy. Na podsypanej mąką stolnicy wałkujemy ciasto i wykrawamy szklanką kółka, w środku kieliszkiem robimy otwór. Olej rozgrzewamy. Oponki smażymy z obu stron na złoty kolor. Podajemy oblane lukrem, najlepiej na ciepło.

Lukier:
1 szklanka cukru pudru przesianego
kilka łyżek syropu (u mnie grenadyna, ale spokojnie możecie ją zastąpić wybranym smakiem np. syropem malinowym)
1 łyżeczka soku z cytryny

Składniki mieszamy. Lukier ma być gęsty, na oponkach się rozpłynie.

Ciasto rafaello na krakersach (bez pieczenia, bez jajek)

Kolejny przepis na pyszne, znane ciasto w wersji bezjajecznej. Alergików wśród nas coraz więcej a i pogoda nie sprzyja co za tym idzie coraz trudniej o jajko „prawdziwe”, zdrowe i od wolnej kury. Krakersy same w sobie charakteryzują się tym, że do ich przygotowywania nie wykorzystuje się jaj, choć nie dam sobie nawet ręki obciąć, że tak jest we wszystkich sklepowych wersjach. Klasyczny krem kokosowy w którym znaleźć można żółtko/żółtka zamieniałam na mój sprawdzony i od jakiegoś czasu zapomniany (pierwszy raz przygotowywałam go do ciasta Łabędzi Puch- które gorąco polecam, cały przepis znajdziecie w kliknięciu w link). Tym oto sposobem uzyskałam słynne ciasto Rafaello w wersji bezjajecznej :) wykorzystałam co prawda domowe krakersy, ale wy spokojnie użyć możecie tych sklepowych. W ten oto sposób cieszyć będziecie się mogli ciastem bez pieczenia. Jest to też idealny pomysł na to jak wykorzystać w kuchni czerstwe bułki – które tu nadadzą się idealnie, a w innym wypadku zapewne zostałyby wyrzucone.

Krem:
250 g miękkiego masła
1 litr mleka
230 g cukru (szklanka z niewielką górką)
200 g czerstwych bułek
250 g wiórków kokosowych
2-3 łyżki bułki tartej (opcjonalnie – do zagęszczenia)
kieliszek alkoholu (likieru kokosowego, wódki, spirytusu, amaretto)

Masło wyjmujemy z lodówki. Mleko gotujemy z cukrem, dodajemy następnie kokos wraz ze startymi bułkami. Tak przygotowaną masę odstawiamy w chłodne miejsce do całkowitego wystudzenia. Na zdjęciu pokazałam jaką mniej więcej masa powinna mieć gęstość (zimna), gdyby była zbyt luźna – dodajemy bułkę tartą, mieszamy i odstawiamy raz jeszcze.

Masło miksujemy na puch, dodajemy stopniowo alkohol. Gdy całość będzie lekka i jasna, dodajemy po łyżce masy kokosowej.

Dodatkowo:
50 g wiórków kokosowych
50 g cukru
krakersy z paczki lub 3/4 porcji domowych, bez przypraw => przygotowujemy 4 blaty wielkości kartki a4

Cukier i wiórki mieszamy ze sobą. Wysypujemy na gorącą patelnię i chwilę prażymy cały czas mieszając. Gdy całość się zezłoci – odstawiamy do całkowitego wystudzenia.
Układamy ciasto:
blat krakersów => 1/4 kremu kokosowego => blat (…)=> 1/4 kremu kokosowego => prażony kokos
Tak przygotowane ciasto wstawiamy na całą noc lub na 24 godziny do lodówki. W tym czasie krakersy zmiękną a ciasto będzie się idealnie kroiło (jeszcze łatwiej będzie, gdy nóż zamoczycie na moment w gorącej wodzie). Smacznego!

Ciasta bez pieczenia
Ciasta Bez Pieczenia

Stop marnowaniu żywności