Archiwa tagu: białka

Ptysie z porzeczkową pianką

Nie będę wyjątkowo odkrywcza proponując Wam ten przepis :) Jest to typowy cukierniany klasyk, który mam wrażenie jest dzisiaj nieco wypierany przez inne wypieki. Teraz jednak macie okazję zrobić mały powrót do dzieciństwa i niskim kosztem przygotować takie piekielnie słodkie ptysie w domu. Piekielnie słodkie za sprawą bezy zaparzanej syropem porzeczkowym tzw. włoskiej. Zdradzę jeszcze, że poza sezonem, wykorzystać możecie sok z parowara (takiego, jaki ma moja babcia…), rozmrozić owoce lub skorzystać z zupełnie innych mających intensywny smak – malin, czy jagód (choć generalnie zalecam kwaskowate owoce – przełamują słodycz bezy). Zapomniałabym chyba o największej zalecie tych ptysiów – krem wcale nie rozmiękcza ciasta, jak dzieje się to w przypadku bitej śmietany (najgorszego pomysłu do nadziewania ptysiów…) czy nawet kremu budyniowego. Z porcji wychodzi około 30 niezbyt dużych sztuk, do dzieła :) Przepis na ciasto i krem minimalnie zmodyfikowany z MW.

Ciasto parzone:
250 ml wody (szklanka)
125 g masła
1/2 łyżeczki soli
1 szklanka maki pszennej
5 jajek (w oryginale są 4)

W garnku umieszczamy wodę i masło, gotujemy do rozpuszczenia, dodajemy sól. Cały czas mieszając, wsypujemy przesianą mąkę, powinno powstać ciasto, które zbije się w kulę. Wtedy zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 = 20 minut do wystudzenia. Po tym czasie ciasto miksujemy (ja to robię zwykłym, ręcznym mikserem) i dodajemy po jednym jajku, 30 – 45 sekund miksujemy i dodajemy kolejne. Gotowe ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego lub zwykłego woreczka do mrożeni żywności i ucinamy róg. Ciasto możemy też nakładać łyżką, zamoczoną w zimnej wodzie. Ptysie dobrze piecze się na papierze do pieczenia – 200 stopni przez 20 – 30 minut. Ja radzę minimalnie obniżyć temperaturę do 190 i opiec kilka minut dłużej, są wtedy ładnie wysuszone w środku, a nie są spalone z zewnątrz. Po wystudzeniu przecinamy tak aby powstał kapelusik :)

Pianka porzeczkowa:
4 białka z dużych jaj
280 g cukru
100 ml soku z porzeczek*

*porzeczki (około 250 – 300 g) wkładamy do garnuszka i gotujemy pod przykryciem (nie w wodzie!) z dodatkiem łyżki cukru. Gotowe przecieramy przez sitko z drobnymi oczkami.

W rondelku umieszczamy sok i cukier. Gotujemy do tzw. nitki. Ja zawsze robię to na oko (wtedy zawsze się udaje)- syrop powinien zacząć się pienić, ale nie powinien się skarmelizować. Jeżeli macie termometr cukierniczy – 118 stopni. W międzyczasie, ubijamy białka (można dodać do nich łyżkę cukru, będą bardziej stabilne). Cienkim strumieniem, wlewamy do ubitych białek syrop (tak, gorący) – piana powinna podwoić swoją objętość. Taki krem przekładamy do woreczka z tylką i nadziewamy ptysie. Zachowują one świeżość i chrupkość przez kilka dni. Złapać wilgoć mogą co najwyżej w lodówce, dlatego można z niej zrezygnować.


Tort Prosiak – krok po kroku

Niby sesja już za mną, ale nadal czekam na wyniki jednego egzaminu… i to gdzieś tam mnie dalej pochłania. Na pytanie o kampanię wrześniową na razie nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi :) Te myśli oczywiście wyprzedzają pytania o to jakie szanse mają nasi w aktualnym turnieju. Ale o ile na napisany egzamin miałam jakiś wpływ jeszcze tydzień temu tak na wynik tego meczu – żadnego. Będę kibicować. A dla mnie najlepszym lekarstwem na stres i zmęczenie jest taka precyzyjna robota, wymyślanie czegoś, poprawianie. Jakiś czas temu natknęłam się na tort w kształcie prosiaka, miał swój urok. Nie mogłam być gorsza :) Jednak postanowiłam zrezygnować z ciężkiej i słodkiej masy cukrowej i tort wykończyć kremem. Wiem, że wydaje się być skomplikowany, ale takim nie jest. To tylko kwestia precyzji i czasu poświęconego na wygładzanie detali. Przygotowałam zdjęcia krok po kroku, które wiele mam nadzieję pomogą. Sam krem do nadziania nie jest żadną nowością, bo podobnego użyłam do przygotowania Charlotte, a ciasto ubogacone w kakao pochodzi z Rabarbarowej krajanki. Nowością jest tylko krem bezowo – maślany, który bardzo polecam do wykańczania wszelkiego rodzaju tortów. Robię go tak jak moja babcia, ubogacam jedynie barwnikami wg potrzeby.

Ciasto:
5 dużych jajek
200 g (1 szklanka) cukru
100 ml wody
100 ml oleju
250 g mąki pszennej tortowej
20 g kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
+ 1/2 słoiczka dżemu polecam truskawkowy z kwiatami czarnego bzu

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywno, następnie dodajemy stopniowo połowę (100g) cukru. W osobnej misce ucieramy na kogel mogel żółtka z cukrem i gdy będą puszyste dodajemy stopniowo mieszankę wody z olejem. W osobnej misce łączymy przesianą mąkę, kakao i proszek. Dodajmy stopniowo do żółtek. Ostatecznie obie masy łączymy ze sobą tzn, żółtka dodajemy do białek. Mieszamy delikatnie, aby jak najmniej opadły. Papierem do pieczenia wykładamy miskę metalową lub szklaną przeznaczoną do pieczenia. Wycinamy 4 małe kółka i umieszczamy na dnie foremek na muffinki lub kubków, brzegi smarujemy margaryną. 3 wypełniamy do 2/3 ciastem (urośnie), a do jednej dodajemy mniej – łyżkę masy. Resztę umieszczamy w misce. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 40 minut. Zwłaszcza ciasto na korpus warto sprawdzić patyczkiem, bo może wymagać nieco dłuższego pieczenia. Po upieczeniu studzimy. Korpus tniemy na 3 – 4 blaty. Dwie muffinki przecinamy na pół. Mniejszą na 4 części – jak na zdjęciu. Blaty przeznaczone na korpus smarujemy dżemem.

Krem waniliowy
400 ml schłodzonej śmietanki 30%
2 – 3 łyżki cukru
1 opakowanie serka waniliowego (140 g)
2 łyżki żelatyny (namoczone w niewielkiej ilości wody)

Śmietankę ubijamy z cukrem na puszystą masę. Żelatynę rozpuszczamy i dodajemy do niej serek – wlewamy ostrożnie do ubitej śmietanki miksując. Tężejący krem rozprowadzamy pomiędzy blatami, formując kopułę. ciasto wstawiamy do lodówki na 2 – 3 godziny.

Krem maślano bezowy – do dekoracji
200 g miękkiego masła (wg zaleceń mojej babci – pół na pół z margaryną taką miękką do smarowania kanapek, ale w mojej opinii odbija się to na smaku)
2 białka z dużych jajek
3 – 4 łyżki cukru (lub więcej, gdy decydujemy się na spirytus warto użyć tu cukru wanilinowego)
łyżka spirytusu lub mocnej nalewki/ekstraktu
czerwony/różowy barwnik i odrobina kakao

Masło kroimy na kawałki i ubijamy mikserem do białości przez kilka minut. Dodajemy spirytus i ubijamy jeszcze chwilę, powinno się ładnie wybić. W osobnej misce białka ubijamy na sztywna masę i dodajemy stopniowo cukier. Ubije białka miksujemy z masą maślaną. Dwie łyżki kremu przekładamy do osobnej miseczki i mieszamy z kakao. Do pozostałego kremu dodajemy odrobinę barwnika w proszku kilka kropel spirytusu (lub barwnik w płynie/żelu) – miksujemy. Mniej więcej 1/4 z tej masy odkładamy do miseczki i dodajemy jeszcze odrobinę barwnika. Korpus pokrywamy jasnym kremem. Przyczepiamy nogi z boku układając prosiaka na paterze na której zostanie podany. Muffinkę mocujemy za pomocą 2 – 3 wykałaczek wbijając w ciasto. Podobnie robimy z uszami. Pokrywamy tort kremem i wybrane części (uszy, ryjek, nogi, ogonek) pomagając sobie foliowym woreczkiem do mrożenia smarujemy ciemno różowym kremem. Oczy i dziurki tworzymy z kremu czekoladowego. Ryjek może być ciężki, dlatego na czas chłodzenia warto podłożyć coś pod spód, aby się nie przekrzywił.

Jest to tort urodzinowy. Trzecie urodziny obchodzi też Akademia Kulinarna Whirlpool. A więc częstując wirtualnie kawałkiem „Prosiaka” jej współtwórców, którzy tyle wysiłku włożyli w zgłębianie kulinarnych meandrów i dzielenie się pozyskaną wiedzą ze światem chciałabym złożyć im życzenia. Niech ten jubileusz będzie jednym z pierwszych, który czeka Akademię. Niech każdy kolejny będzie momentem podsumowania coraz to nowych wyzwań z którymi udało Wam się zmierzyć. Niech ziemniaki będą zawsze młode, a owoce jędrne, niech kremówka zawsze się ubija… :) Dzielcie się dalej tym co robicie, bo inspirowanie innych jest wodą na młyn – wiem coś o tym!
www.akademiakulinarnawhirlpool.pl
www.marcoghia.pl




Truskawkowe szaleństwo 2016Czerwiec miesiącem kwiatu bzu czarnegoPiecz - tak od podstaw
Czerwiec miesiącem kwiatu bzu czarnego

Świętujemy 3. urodziny Akademii Kulinarnej Whirlpool