Archiwa tagu: czekolada

Ciasto marchewkowe z kremem greckim

Dawno nie piekłam ciasta marchewkowego, przypomniałam sobie o nim niedawno, kiedy to w krótkim czasie kilka razy się na nie natknęłam. Na moja starą recepturę jakoś nie umiałam się natknąć (ciasto wychodziło jakby ciemniejsze, oblewałam je wtedy czekoladą, bo nie znałam jeszcze przepisu na krem z serka Philadelphia, który tu genialnie pasuje, dodatkowo po upieczeniu, w środku smarowałam dżemem truskawkowym), zatem skompilowałam kilka internetowych. Ciasto wyszło aromatyczne i słodkie, zrównoważyłam to kwaskowatym kremem. Pierwotnie miał to być klasyczny krem z serka, ale nie miałam go w domu, dlatego postanowiłam się dokopać do głęboko schowanej śnieżki (wg oryginalnego przepisu, rozrabia się ją w mleku) i wykorzystać ją, aby się nie przeterminowała w międzyczasie. Przyznam się, ze smakowo trafiłam w dziesiątkę, po dodaniu szczypty soli, pewnie jeszcze bardziej zbliżyłby się do kremu z serka. Krem z jogurtu greckiego spokojnie może być jego substytutem! A ciasto na prawdę bardzo, bardzo, bardzo polecam – zróbcie koniecznie :)

Ciasto marchewkowe:
5 jajek
2 szklanki cukru (mogą być niepełne)
2 szklanki startej marchewki (na drobnych oczkach)
1 szklanka oleju rzepakowego
2 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki przyprawy korzennej lub cynamonu
1/2 szklanki siekanych orzechów włoskich
1/2 szklanki rodzynków

Jajka ucieramy z cukrem na puszystą masę, do masy dodajemy naprzemiennie marchewkę i olej. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy przyprawę do piernika. Dodajemy do masy wraz z orzechami i rodzynkami. Dużą blaszkę – 30 na 40 cm, wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy ciasto. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 45 – 50 minut (sprawdzamy patyczkiem).


krem:
70 g miękkiego masła
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
400 g jogurtu typu greckiego
1 opakowanie tzw. „śnieżki”
+ kilka kostek czekolady

Ciasto studzimy i odrywamy od niego papier do pieczenia. Masło ucieramy z cukrem pudrem i ekstraktem, następnie do masy dodajemy stopniowo jogurt grecki (najlepiej aby miał temperaturę pokojową, wtedy masło nam nagle nie stwardnieje). Całość ubijamy jeszcze chwilę ze śnieżką – krem powinien wtedy nieco zgęstnieć. Smarujemy wystudzone ciasto i posypujemy startą czekoladą. Wstawiamy do lodówki na 2 godziny, aby krem dobrze zgęstniał.

Babeczki „Gniazdka”

Ostatnio byłam w małym zabieganiu. Przygotowania do jednej konferencji, kolejnego dnia rano wyjazd na kolejną – tym razem 2-dniową. Dzisiaj do popołudnia mam trochę wolnego czasu. Czasu na zaproponowanie Wam czegoś słodkiego, utrzymanego w swej stylistyce wciąż w klimacie okołoświątcznym – czekoladowe babeczki. W zwykłych czekoladowych babeczkach zapewne nie ma nic wyjątkowego, chyba że udekorujemy je w sposób wyjątkowy. U mnie gniazdkami z kremu budyniowego i kolorowymi orzeszkami w czekoladzie. Proste a jakiż efekt dające ;)

Babeczki czekoladowe:
2 szklanki mleka
1 szklanka oleju
2 jajka
1 szklanka cukru
1 łyżka cukru wanilinowego
4 szklanki mąki pszennej tortowej
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
3 – 4 łyżki kakao
1 tabliczka czekolady (u mnie z nadzieniem orzechowym)

Mleko, olej, cukier i rozbełtane jajka mieszamy ze sobą w misce. Do drugiej przesiewamy mąkę wraz z proszkiem i kakao – wlewamy płynne składniki i mieszamy do pozbycia się grudek (można to zrobić krótko mikserem). Foremki na muffiny wykładamy papilotkami, a następnie wylewamy ciasto do 2/3 wysokości. Kawałek czekolady wkładamy w środek, ta, aby był w całości przykryty ciastem). Muffinki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 – 25 minut.

krem:
450 ml mleka
4 łyżki cukru
1 opakowanie budyniu czekoladowego
1 czubata łyżka kakao
1 łyżka likieru orzechowego
1 kostka miękkiego masła (200 g)
+ opakowanie orzechów w czekoladzie lub jajeczek

Gotujemy budyń z mleka, cukru, budyniu i kakao. Ostawiamy do całkowitego wystudzenia. Miękkie masło miksujemy na puch i dodajemy do niego likier. Stopniowo dodajemy po łyżce wystudzonego budyniu. kremem dekorujemy wystudzone muffinki, najlepiej za pomocą tylki, uprzednio ciemno smarujemy je z wierzchu. Muffinki przechowujemy w lodówce, przed podaniem na wierzchu układamy jajeczka (jeżeli zrobimy to dzień wcześniej, mogą się od spodu odbarwiać).

Sernik czekoladowy ze słonecznikiem i musem

Ostatnia okazja na coś słodkiego, rozpustnego przed postem. Tak, teraz podchodzi się do niego bardziej liberalnie. Niemniej sernik godny jest polecenia. Konkretny, kremowy z dużą dawką białej czekolady i musu czekoladowego – już na zimno. Całość dopełnia przepyszny słonecznik w karmelu, który wydobywa z niego cały aromat i stanowi dominujący akcent w cieście.

Ciasto półkruche:
150 g masła
100 g cukru
1 niewielkie jajko
2 łyżki śmietany
250 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Z podanych składników zagniatamy ciasto i wstawiamy na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wylepiamy nim foremkę 25 na 35 cm.

Słonecznik w karmelu:
2 łyżki masła
1/2 szklanki cukru
3 łyżki śmietanki kremówki
1 szklanka wyłuskanego słonecznika

Masło cukier i śmietankę gotujemy w rondelku o grubym dnie, aż zacznie się pienić. Dodajemy wtedy słonecznik i mieszając od czasu do czasu, obserwujemy aż cukier znów będzie płynny. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Gorący słonecznik wylewamy na nią i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 10 – 15 minut aż całość nabierze intensywnie karmelowego koloru. Po wyjęciu z pieca odstawiamy na pół godziny, siekamy nożem na kawałki i wysypujemy na ciasto. Przed wyłożeniem masy serowej podpiekamy przez kwadrans w 200 stopniach.

Masa serowa:
1 kg twarogu
3 duże jajka (lub 4 średnie)
4 łyżki cukru
400 g śmietany
250 g białej czekolady (50 g siekamy na kawałki, dwie tabliczki rozpuszczamy z dodatkiem kilku łyżek mleka)
2 opakowania budyniu śmietankowego

Jaja ucieramy chwilę z cukrem, następnie nie przestając ubijać dolewamy, płynną ale nie gorącą czekoladę. Do masy czekoladowo-jajecznej dodajemy twaróg, śmietanę, kawałki czekolady i proszek budyniowy. Tak przygotowaną masę wylewamy na podpieczony spód. Temperaturę redukujemy do 170 stopni i pieczemy około godziny, do ścięcia się sernika.

Pianka czekoladowa (mus):
2 i 1/2 szklanki mleka
5 łyżek cukru
1 łyżka kakao z górką
1 opakowanie budyniu czekoladowego
2 łyżeczki (9g) żelatyny namoczonej w odrobinie mleka
330 ml schłodzonej śmietanki 30%

Z mleka, cukru, kakao i proszku budyniowego przygotowujemy budyń. Zanim mleko się zagotuje, żelatynę w kubku czy szklance zalewamy kilkoma łyżkami mleka w temperaturze pokojowej (po chwili powinno zacząć gęstnieć), gdy budyń zdejmiemy z ognia, dodajemy tą żelatynę do środka i energicznie mieszamy, tak aby się rozpuściła. Gdy masa wystygnie budyń miksujemy i przystępujemy do ubijania śmietanki. Gdy będzie ona gęsta, dodajemy po łyżce budyniu, aż do wyczerpania. Kremem smarujemy upieczony sernik i posypujemy wiórkami z białej czekolady. Wstawiamy do lodówki, aby stężał.

Babka czekoladowo – kokosowa… z sercem

Może właśnie tym ciastem uda Wam się jutro zaskoczyć drugą połówkę? Niby zwykła babka jednak w swej formie… właśnie :D Jeżeli swojej drugiej połówki wciąż nie posiadacie, takim ciastem uda Wam się z pewnością wkupić w łaski niejednego fana łakoci. A może w prace wciągniecie dzieciaki? Sam pomysł na babkę zaczerpnęłam z licznych blogów i zdjęć na nich zamieszczanych.

Ciasto (składniki należy podwoić)
1 duże jajko
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
2 łyżki octu jabłkowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka mleka
2 szklanki mąki pszennej tortowej
1 płaska łyżeczka sody
+ 1/2 szklanki wiórków kokosowych
+ 3 łyżki kakao

W pierwszej kolejności należy dokonać wyboru – czy chcemy ciasto czekoladowe z kokosowym sercem (jak zrobiłam to ja ;) ) czy wolimy jednak ciasto kokosowe z czekoladowym sercem. Następnie uzbrajamy się w foremkę w kształcie serca i sprawdzamy czy będzie ono się mieściło w wybranej keksówce. Jeżeli tak jak u mnie – foremka będzie za duża, wycinamy serce z kartonika i to ono będzie nam później służyło za szablon.

Jajko ubijamy z cukrem, stopniowo dodajemy olej. Masa będzie dosyć gęsta. Po tym czasie dolewamy do niej ocet, ekstrakt oraz mleko i miksujemy. Mąkę przesiewamy wraz z sodą do sypkich składników dodajemy odpowiednio kakao bądź kokos. Miksując dodajemy po 1/3 szklanki sypkich składników aż do ich zużycia. Do pieczenia wybieramy niewielką, ale głęboką foremkę – ciasto urośnie w trakcie pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni, ciasto wylewamy do foremki wyłożonej papierem i pieczemy około 50 minut (sprawdzamy patyczkiem). Po tym czasie studzimy i wykrawamy serduszka (usuwamy też twardą spieczoną górę i spód).

W ten sam sposób przygotowujemy drugi rodzaj ciasta. Kilaka łyżek wylewamy na spód keksówki, wkładamy wycięte serduszka i oblewamy je reszta ciasta babkowego. Raz jeszcze wstawiamy do pieca. Przed udekorowaniem studzimy.

Dekoracja
1 łyżka masła
1 łyżka cukru
2 łyżki wiórków kokosowych
okruszki z ciasta (u mnie kokosowego, nie wszystkie)
200 ml śmietanki kremówki
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka żelatyny (i odrobina wody do namoczenia)
kilka kostek czekolady

Masło, cukier i wiórki prażymy chwilę na patelni, po tym czasie dodajemy ciasto, roztarte w dłoniach lub posiekane na okruszki. Gdy całość się zezłoci zdejmujemy z ognia i przesypujemy do miseczki. Odstawiamy do wystudzenia.

Schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem, dodajemy rozpuszczoną żelatynę i dokładnie mieszamy. Czekoladę dobrze jest przygotować (posiekać) już wcześniej – dodajemy ją do kremówki i mieszamy łyżką. Tężejącą śmietankę wykładamy na zimną babkę i posypujemy obficie okruchami. Wstawiamy na godzinę, dwie do lodówki po czym podajemy.

Rady:

Poza sezonem walentynkowym babka będzie smakowała równie dobrze. Wystarczy wybrać większą blaszkę i wylewać naprzemiennie ciasto czekoladowe i kokosowe – powstanie ciekawa w przekroju zebra.

U mnie babka ozdobiona została bitą śmietaną, równie dobrze sprawdzi się też polewa czekoladowa czy krem Philadelphia

Ciasto składa się z najprostszych składników. Gdyby zabrakło Wam jednak np. wiórków kokosowych, możecie zamienić je na mielone orzechy czy migdały lub zastąpić 3 łyżkami kisielu wiśniowego – wtedy serce stanie się dodatkowo różowe.

Walentynki 2017 - Czym To się je?

Tort Szwarcwaldzki + dekoracja z czekolady

Wielkimi krokami zbliża się dzień świętego Walentego, popularnie nazywany Walentynkami. Ja co prawda też czekam na 14 lutego, ale z zupełnie innych powodów. Niemniej jeżeli chcecie świętować dzień zakochanych, bądź macie inną okazję do uczczenia ten tort sprawdzi się fantastycznie. Jego przygotowanie zimą, w obecnych temperaturach będzie błahostką, mi po pół godzinie w gorącym samochodzie zaczęła lać się dekoracja a śmietankowy krem lekko opadł. Zdarza się najlepszym. Czekolada, soczyste wiśnie – czego chcieć więcej?


Ciasto czekoladowe
7 jajek (M)
1 szklanka cukru
200 g masła (roztopionego i całkowicie przestudzonego)
60 g kakao
1 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy dodając połowę cukru, żółtka ubijamy w osobnej misce z resztą cukru an kogel mogel, pod koniec powoli dolewamy zimne masło (wybierajmy to min 82% tłuszczu). Do białej dodajemy żółtka, powoli mieszając aby piana nie opadła. Do drugiej miski przesiewamy mąkę, proszek i kakao – dodajemy do ubitych jaj. Dużą tortownicę wykładamy papierem, wlewamy ciasto. Całość pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 35 – 40 minut. Po tym czasie sprawdzamy ciasto patyczkiem. Chwilę studzimy, zdejmujemy obręcz (ciasto należy obkroić, aby krzywo się nie ukruszyło) i odwracamy do góry nogami. Zostawiamy do całkowitego wystudzenia a następnie zdejmujemy papier i dzielimy ciasto na trzy placki.

Dodatkowo
2 tabliczki czekolady gorzkiej
średniej wielkości słoik z frużeliną wiśniową (niektórzy wykorzystują po prostu zwykłe wiśnie z kompotu wiśniowego, ale ja wolę wersję z wiśniami w żelu)

Około 80 g czekolady ścieramy na tarce o dużych oczkach lub obieramy obieraczką do warzyw. Pozostałą część rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Kilkanaście listków (u mnie róży) delikatnie myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Pędzelkiem nabieramy czekoladę i smarujemy listek po wypukłej stronie. Listki układamy na talerzyku i wkładamy do lodówki, czasem warstwa czekolady jest zbyt cienka i należy nałożyć jeszcze jedną warstwę. Resztę czekolady wylewamy na arkusz folii bąbelkowej – również wkładamy do lodówki. Dwa placki ciasta smarujemy wiśniami w żelu.

Krem śmietankowy:
1 litr schłodzonej śmietanki (mniej więcej 200 ml zostawiamy do dekoracji)
2 opakowania cukru wanilinowego
2 – 3 łyżki cukru
2 płaskie łyżki żelatyny + odrobina wody (ja musiałam dodać więcej, dlatego krem stracił na puszystości

Śmietankę ubijamy, dodajemy do niej cukier. Żelatynę rozpuszczamy, dodajemy odrobinę śmietanki, mieszamy i wlewamy do miski z ubitą śmietanką. Wykładamy na placek pokryty połową frużeliny wiśniowej – powtarzamy. Ciasto wkładamy do lodówki. Po mniej więcej 2 – 3 godzinach zdejmujemy obręcz i boki zakrywamy resztą śmietanki (przygotowaną przed nałożeniem, inaczej stężeje lub się rozpłynie), na górze robimy rozetki. Układamy dekoracje z czekolady, ewentualnie kandyzowane wiśnie.

Ciasto Biały Lion – propozycja na święta (krok po kroku)

Długo szukałam ryżu, jakiś czas się do niego merytorycznie przygotowywałam. Oglądałam filmiki, przeliczałam na moją foremkę, porównywałam, kombinowałam. Ciasto inne niż wszystkie, więc wymaga uwagi. O jego niezwykłości świadczy choćby ta warstwa na bazie ryży preparowanego znanego jeszcze z czasów szkolnych, ze sklepiku. Wtedy 50 groszy to był majątek, taki za który można było nabyć taki przysmak. No, ale popędziłam trochę do przodu. Lat X temu w domowym zaciszu próbowałam kleić szyszki, które trzymały się wszystkiego tylko nie siebie samych. Były smaczne, ale ileż z tym było zachodu. Zestarzałam się, uznałam, ze na szyszkach skończyć się nie może i poszłam krok dalej. Bazując na tym przepisie przygotowałam ciasto o niebanalnej nazwie Biały Lion, mającej nawiązywać do batonika, mniej czy bardziej słynnego. Przyznam się szczerze – białego Liona nie jadłam, być może jego pojawienie się w sklepach nieszczęśliwie nie było skorelowane z moim dzieciństwem i tym słodyczowym szałem, który zazwyczaj na nie przypada. A co o samym cieście? Rzekli goście, że bardzo smaczne, a za największą wadę uznali właśnie strukturę ryżowej szyszki. Chcąc wbić widelczyk i nabrać kawałek od góry do dołu, zaczęła się ona kruszyć. Przyznam szczerze, że samo krojenie też do najłatwiejszych nie należało. Czy polecam? Mimo wszystko tak, zwłaszcza tym, którzy lubią takie zabawy, powrót do smaków dzieciństwa, a kawałek ciasta nie musi dla nich wyglądać jak zdjęcie z ekskluzywnej książki kucharskiej. Idą święta, poza piernikami i makowcami, myślę, że to jest ten smak i te klimaty.

Biszkopt
5 dużych jajek
6 łyżek cukru
4 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki oleju
50 g białej czekolady (posiekanej na kawałki)
+ 2-3 łyżki masła orzechowego lub nutelli

Biszkopt przygotowujemy jak zwykle, jednak wraz z mąką dodajemy posiekaną czekoladę.Pieczemy w blaszce 25 na 35 cm (175 stopni 25 minut). Upieczony biszkopt studzimy i dzielimy na dwa placki, jeden smarujemy masłem orzechowym.

Szyszka:
150 g ryżu preparowanego
1 puszka kajmaku *
2 łyżki masła orzechowego
2 łyżki siekanych orzechów ziemnych

* ja wykorzystałam tutaj „kajmak” własnej roboty, jest bardziej stabilny, lepiej się z nim pracuje, co widać nawet to zdjęciach. 3 łyżki cukru skarmelizowałam, dolałam 150 g masło i 125 ml śmietanki, następnie 3/4 szklanki cukru oraz odrobinę ekstraktu waniliowego. Gotowałam do uzyskania piany i odpowiedniego koloru (zdjęcie). Zdjęłam z ognia i do ciepłej masy dodałam ryż oraz resztę składników.

Kajmak lekko podgrzewamy, dodajemy masło orzechowe, orzeszki oraz ryż. Całość dokładnie mieszamy i wykładamy jeszcze ciepłe na biszkopt posmarowany masłem orzechowym/nutellą. Ugniatamy i studzimy.

Krem budyniowy:
2 szklanki mleka
2 żółtka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki cukru
200 g miękkiego masła
2 łyżki soku z cytryny

W 1/2 szklanki mleka rozprowadzamy mąki, cukier oraz rozbełtane żółtka. Resztę mleka należy zagotować i dodać część z mąką, gotując jak budyń. Studzimy. Masło miksujemy na puch, dodajemy po łyżce wystudzonego budyniu, na końcu dolewamy sok z cytryny (ostrożnie i nie za dużo, aby krem się nie zważył). Smarujemy warstwę szyszkową, przykładamy drugą część biszkoptu, smarujemy cienko pozostałymi 3 łyżkami masy.

Dodatkowo:
80 g solonych orzeszków ziemnych
1/2 tabliczki białej czekolady (rozpuszczonej w kąpieli wodnej)

Orzeszki grubo siekamy, posypujemy nimi ciasto i lekko dociskamy dłonią, aby lepiej trzymały się masy. Oblewamy czekoladą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia na 2 godziny. Możemy podawać.

Ciasteczka Pająki – kokosowe z czekoladą

Boooo! To dzisiaj :) Jutro nadejdzie dzień pełen zadumy i refleksji nad życiem. Czas spotkań z najbliższymi tymi „tutaj i tam”. Do tego czasu jednak cieszmy się tym klimatycznym wieczorem Halloween. Nie wiem jak Wy, ale ja zaraz po publikacji tego wpisu radośnie udam się by obejrzeć horror, dobry horror. A ciasteczka? Przepyszne i znikałyby chyba jeszcze szybciej, gdyby nie to, że żal pochłaniać tak ujmującą dekorację ;) Od czego jest jednak telefon z aparatem? Cóż, a jeżeli nie przepadacie za kokosem, zachęcam do zamienienia go na zmielone orzechy czy migdały. Myślę, że będzie równie pysznie. Dobrej nocy kochani ;)

Ciasteczka
100 g masła
150 g cukru
1 jajko M
170 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g płatków owsianych (błyskawicznych)
60 g wiórków kokosowych
1/2 tabliczki czekolady – posiekanej (miałam tylko mleczną, z powodzeniem użyć możecie też gorzkiej)

Z podanych składników zagniatamy ciasto. Na końcu dodajemy czekoladę, tak aby nadmiernie nie ogrzała się od naszych rąk. Ciasto wkładamy na godzinę do lodówki. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta kleimy kulki, lekko rozpłaszczamy i układamy na blaszce, pamiętając, że lekko jeszcze urosną. Pieczemy w 200 stopniach do zrumienienia (kwadrans). Studzimy przed dekorowaniem.

Dodatkowo
70 g czekolady
kulki kokosowe w czekoladzie (ew. rodzynki w czekoladzie czy orzeszki)
około 80 sztuk oczu z lukru

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Foliowy woreczek do mrożenia napełniamy czekoladą (niezbyt dużo, w trakcie nakładania zastygnie, trzeba będzie znowu rozpuszczać) i ucinamy róg. Niewielką ilość czekolady umieszczamy na wierzchu ciastka, natychmiast mocujemy do niej draże – najlepiej jedną większa a druga mniejszą. Rysujemy nogi z czekolady. Powtarzamy z kolejnymi i czekamy aż czekolada zastygnie. Na każdą z mniejszych drażetek nakładamy niewielką ilość czekolady i mocujemy do niej oczy delikatnie dociskając opuszkiem palca. Czekamy aż zastygnie. Z porcji ciasta wychodzi około 40 ciastek.

Ciasto Winna Gruszka

Jak na złość pogoda a co za tym idzie światło po raz kolejny mnie nie rozpieściło. W sobotę było jeszcze jako tako, chyba były to ostatnie przebłyski słońca w tym roku. Teraz za dnia jest ciemno jak w środku nocy, dzięki czemu zdjęcia wychodzą… no nie takie jak powinny. Na żywo ciasto prezentuje się jednak znacznie lepiej. I tak też smakuje. Udało mi się kupić przepyszne gruszki i nie chciałam ich zmaltretować w musie, dlatego pojawił się taki oto przepis na ciasto – sernik z resztką wina, które zostało w lodówce. Zależało mi aby nie było to ciasto nazbyt tłuste, a jednak lekkie, puchowe. Wykorzystałam więc masę z sernika gotowanego i mój ukochany krem a’la bawarski tym razem w wersji czekoladowej. Połączenie smaków jest subtelne, całość jest nienachalna i co dla mnie bardzo ważne – niezapychająca. Korzystajmy z sezonu, wybierzmy się po gruszki :) Smacznego!

Biszkopt:
3 duże jajka
4 łyżki cukru
2 łyżki oleju (rzepakowy lub słonecznikowy)
1 czubata łyżka kakao
2 łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki kukurydzianej

Białka oddzielamy od żółtek. Połowę cukru dodajemy do żółtek i ubijamy na kogel mogel a następnie cienką stróżką wlewamy olej. Białka ubijamy na sztywna pianę, a następnie dodajemy do nich resztę cukru. Obie masy jajeczne łączymy. Mąkę i kakao przesiewamy przez sitko, dodajemy do jajek cały czas mieszając łyżką. Ciasto pieczemy w blaszce 25 na 35 cm wyłożonej papierem w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 20 minut. Przed wyłożeniem kremów studzimy.

Gruszki w winie:*
170 ml czerwonego wina (u mnie wytrawne)
imbir – 5 plasterków o grubości 3 – 4 mm
3 łyżki cukru
4 – 5 gruszek (u mnie Konferencja)
+ 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej i 1 łyżeczka żelatyny

* gotowe gruszki wraz z winna zalewą można umieścić w słoiku i zapasteryzować – ciasto będzie można wykonać zimą lub w dowolnej porze roku. W tym celu robimy syrop z wina, imbiru i cukru, a gruszkę wkładamy do słoika (jak najciaśniej). Gruszki zalewamy gorącym syropem, zakręcamy słoiki i pasteryzujemy czy to w piekarniku czy w garnku na kuchence.

Wino, imbir i cukier umieszczamy w rondelku – niezbyt dużym, ale takim aby zmieściły się plasterki i gotujemy. W międzyczasie gruszki obieramy i kroimy w ósemki. Dodajemy je partiami do wina i gotujemy pod przykryciem 5 – 10 minut, aby zmiękły i nabrały charakterystycznego różowego koloru. Gotowe odsączamy z nadmiaru wina i wkładamy kolejna porcję gruszek. wino przecedzamy przez sitko (aby uzyskać klarowny płyn bez imbiru i odłamków gruszek) i studzimy. Gdy warstwy ciasta będą już gotowe większość z uzyskanego wina zagotujemy, w 50 ml rozprowadzimy mąkę ziemniaczaną a 2 łyżkami zalejemy żelatynę (do namoczenia). Do wrzącego wina wlewamy najpierw mąkę ziemniaczaną i mieszamy do uzyskania kisielu, zdejmujemy z ognia. Do masy dodajemy namoczona żelatynę i mieszamy. Masę studzimy do temperatury pokojowej.

Masa serowa:
2 duże jajka
5 łyżek cukru (100 g)
700 g sera twarogowego zmielonego (lub wiaderkowego dobrej jakości)
1/2 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego
1 czubata łyżka mąki pszennej tortowej

Jajka ucieramy z 2 łyżkami cukru, dodajmy twarożek. Masę zagotowujemy. W mniejszej miseczce mieszamy (najlepiej mikserem) resztę cukru z mlekiem, mąką i proszkiem budyniowym. Dodajemy do masy serowej tak jakbyśmy gotowali tradycyjny budyń, powinna ona też uzyskać podobna konsystencję. 2 łyżki masy rozsmarowujemy na biszkopcie, następnie wykładamy plasterki gruszki i zalewamy pozostałą częścią masy budyniowej (jeszcze ciepłej). Ciasto studzimy przed wyłożeniem kolejnej masy.

Pianka czekoladowa:
600 ml mleka
1 opakowanie budyniu czekoladowego
3 łyżki cukru
2 łyżeczki żelatyny (z niewielka górką – namoczone w niewielkiej ilości mleka)
330 ml śmietanki (mocno schłodzonej)
50 g czekolady startej na tarce (opcjonalnie)

Z mleka, budyniu i cukru przygotowujemy budyń wg instrukcji producenta. Gorący zdejmujemy z palnika i dodajemy do niego namoczoną w zimnym mleku żelatynę – dokładnie mieszamy. Budyń odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Musimy wyłapać moment kiedy zacznie nam tężeć żelatyna w jego składzie, należy też pilnować aby kożuch się nie utworzył, w tym celu możliwie jak najczęściej budyń należy pomieszać. Śmietankę ubijamy, dodajemy po łyżce przestudzonego budyniu, szybko miksujemy i powtarzamy (możemy też dodać czekoladę na tym etapie). Masę wylewamy na ciasto i wstawiamy do lodówki, aby stężała.

Na wierzchu ciasta układamy gruszki, które nam pozostały i oblewamy przestudzoną żelką winną. Ciasto raz jeszcze wkładamy do lodówki aż do jej stężenia.


Andrzejkowa uczta
Piecz - tak od podstaw

Ciasto z Prince Polo (i brzoskwiniami)

Na to ciasto zasadzałam się od jakiegoś czasu, kilku miesięcy. Czekałam na sezon, tak aby ciasto przygotować z najbardziej aromatycznymi brzoskwiniami – nie z puszki a świeżo ugotowanymi. Decydując się na taki zabieg, wybierzcie jednak owoce dojrzałe i słodkie, aby nie zepsuć efektu w całym cieście. Inaczej lepiej jednak będzie postawić na owoce z puszki. Myślałam, że ciasto będzie przypominać bardziej znanego Wam już z bloga Ambasadora czy Korę dębu, jednak jest lżejsze i niewątpliwie o bardziej delikatnym smaku. Trochę bałam się ilości masy (litr śmietanki do tego czekolada, wafelki, owoce…) i w sumie słusznie, bo na blaszkę 25 na 35 cm było to aż „po ramkę”, a przecież w garnuszku jeszcze studziła się galaretka… Zdecydowałam się jednak na jej położenie na cieście podnosząc ramkę konstruując kawałki o niebywałych nawet jak mnie rozmiarach :) Wam jednak zawczasu doradzę, by wziąć większą foremkę, upiec obszerniejszy choć niższy biszkopt i uniknąć całego kombinowania. Przepis z Moich wypieków, lekko zmodyfikowany.

Biszkopt:
3 jajka L
4 łyżki cukru
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki maki ziemniaczanej
2 łyżki oleju
1 łyżka śmietany
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ kilka łyżek soku z brzoskwiń

Biszkopt niecodzienny i eksperymentalny nawet jak na mnie (idea gdzieś tam wypatrzona w internecie). Białka ubijamy na sztywno, dodajemy partiami dwie łyżki cukru. W drugiej misce ucieramy żółtka z cukrem na kogel mogel – pod koniec dodajemy olej i śmietanę. Maki przesiewamy wraz z proszkiem. Żółtka dodajemy do białek, następnie delikatnie mieszając dodajemy mąkę. Blaszkę (myślę, że 30 na 35 lub 40 cm) wykładamy papierem do pieczenia. Masę jajeczną rozprowadzamy po całości równomiernie. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 15 – 20 minut. Biszkopt może nam wyrosnąć jak nigdy, ale szybko też opadnie (wyrówna się). Ciasto odwracamy skórką do dołu już po wystudzeniu i nasączamy.

Krem:
1 litr schłodzonej śmietanki 30%
2 łyżki cukru
1 puszka brzoskwiń (lub około 500g zagotowanych z cukrem i wodą)
2 łyżki żelatyny
4 duże wafelki Prince Polo (ja polecam wafelki orzechowe, łącznie 200 g)
1 tabliczka czekolady (przy orzechowych polecam taką z kawałkami orzechów laskowych (nie całych orzechów!)
+ 2 opakowania galaretki brzoskwiniowej (lub morelowej) – rozpuszczone w 3 szklankach gorącej wody

Galaretkę przygotowujemy według opisu na opakowaniu i odstawiamy do całkowitego wystudzenia (ale nie stężenia!). Do reszty soku (około pół szklanki) wsypujemy żelatynę po czym, gdy napęcznieje – rozpuszczamy ją. Śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem i dodajemy pokrojone w kosteczkę brzoskwinie, a następnie posiekaną czekoladę i pokrojone (nie za drobno) wafelki. Mieszamy całość łyżką, wylewamy na biszkopt i wyrównujemy. Wkładamy an godzinę do lodówki, aby krem dobrze stężał. Na całość wylewamy zimna galaretkę i wstawiamy raz jeszcze do lodówki, aby stężała.

P.S. W meandrach internetu krąży jeszcze jeden przepis na ciasto z wykorzystaniem wafelków i o tej samej nazwie. Próbował ktoś?

Piecz - tak od podstaw

Ciasto Latte Macchiato

Mój prywatny, mały hit. Daaawno temu już miałam ochotę na ciasto z kremem na bazie mleka w proszku. Mam takie sprawdzone kruche ciasteczka robione na święta, więc i krem nie mógł być pomyłką. Nie zawiodłam się na nim, do tego idealnie skomponował się ze smakiem kawy doprawionej amaretto. Na pewno plusem tego ciasta jest to, że nie ma tu całej ferii konkurujących ze sobą smaków, plusem jest też fakt, ze ciasto nie jest ani trochę skomplikowane. A przy tym zachowuje dostojny i ciekawy wygląd. Czy nie o to chodzi? Inspiracja i baza do moich modyfikacji z tego bloga. Idzie weekend, długi weekend – myślę, że warto poświęcić tegoroczny na takie małe, kawowe i aromatyczne szaleństwo. W rankingu wyląduje na pewno wysoko.

Biszkopt kakaowy
5 dużych jajek (lub 6 średnich)
7 łyżek cukru
3 łyżki oleju rzepakowego
2 czubate łyżki kakao
3 czubate łyżki mąki pszennej tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Białka ubijamy na sztywno i dodajemy połowę cukru. Żółtka z resztą cukru ubijamy na kogel mogel i dodajemy olej. Do miski przesiewamy maki wraz z kakao i dodajemy mieszając łyżką do połączonych żółtek z białkami. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 30 – 35 minut. Studzimy. (wymiary foremki to około 25 na 35 cm)

Krem
200 g miękkiego masła
1/2 szklanki cukru pudru (przesianego
2 i 1/2 szklanki mleka w proszku z górką (myślę, że około 300 g)
400 g serka waniliowego homogenizowanego, gęstego (w innym wypadku dosypcie ciut więcej mleka)

Masło ubijamy mikserem. Dodajemy do niego stopniowo serek. Do miski przesiewamy mleko w proszku oraz cukier i dodajemy do masła z serkiem. Wyjść powinien nam krem o konsystencji gęstej pasty. Biszkopt przecinamy na pół i smarujemy cienko kremem (1/3).


Dodatkowo
około 250 g biszkoptów okrągłych
250 ml mocnej kawy (zrobiłam taką na bazie 5 – 6 czubatych łyżeczek kawy rozpuszczalnej i łyżki cukru)
150 ml likieru Amaretto (lub jak w oryginalnym przepisie Baileys)
+ kakao do posypania około 2 czubatych łyżek)
Wystudzoną kawę mieszamy z likierem, maczamy w niej biszkopty i jedną warstwę układamy na biszkopcie posmarowanym kremem. Biszkopty przykrywamy połową pozostałego nam kremu i układamy drugi biszkopt. Wierzch ciasta smarujemy kremem. Układamy na nim tak jak poprzednio biszkopty nasączone ponczem (do tych w górnej warstwie dodałam więcej kawy a mniej likieru). Ciasto wstawiamy na 24 godziny do lodówki po tym czasie posypujemy kakao. Biszkopty z wierzchu obeschną i nie rozpuści się ono.