Archiwa tagu: kruche

Choux au craquelin (ptysie z kruszonką) z kremem truskawkowo-kokosowym

Coś ostatnio jest zbyt różowo na tym blogu. To niedobrze. Mam dla Was propozycję. Na Dzień Ojca, na weekendową ucztę… Zdecydujecie sami. Ten przepis to małe combo – krem truskawkowy Pawła Małeckiego, po mojej małej modyfikacji (no nie mogłam się przełamać, bałam się, że mleko krowie zamieni się w truskawkowy twarożek), przepis na ciasto ptysiowe z bloga Justyny z Bake off oraz chrupki krem z wiórkami kokosowymi – według mojej zachcianki. Mimo solidnej ilości cukru w kruszonce, ciastka nie są przesłodzone, ponieważ kremy i ciasto parzone balansują smak chrupki. Kiedy Goście wieczorem wpadli… ciacha znikały jedno za drugim. A to ważne. Aby ciasto ptysiowe nie rozmiękło, należy nadziewać ptysie bezpośrednio przed jedzeniem. Takie są najlepsze :)

Ciasto parzone:
1/2 szklanki mleka (125 g)
1/2 szklanki wody lub śmietanki (125 g)
1 łyżeczka soli
125 g masła
150 g mąki pszennej
5 jajek M (250 g)
+ kruszonka (po 100 g mąki pszennej, cukru i masła)

Zaczynamy od zrobienia kruszonki. Z racji tego, że mało w niej mąki, ciężko się z nią pracuje i musi być schłodzona. Z podanych składników wyrabiamy ciasto i wkładamy na godzinę do zamrażarki.

W rondelku umieszczamy mleko, wodę/śmietankę, sól oraz masło – doprowadzamy do wrzenia. Do wrzącej masy, cały czas mieszając dodajemy mąkę. Nie należy się przejmować grudkami, tylko mieszać gotując na niewielkim płomieniu. Po chwili ciasto powinno zacząć odklejać się od ścianek rondelka. Wtedy zdejmujemy je z ognia i odstawiamy do przestudzenia. Po 15- 20 minutach, zaczynamy miksować ciasto, dodając stopniowo po jednym jajku.


Na blaszkę wyłożona papierem do pieczenia wykładamy porcje ciasta. Należy pamiętać, że w czasie pieczenia sporo urośnie (nawet bez dodatku proszku do pieczenia czy sody). Odstępy powinny być takie jak na zdjęciu lub większe. Z tej porcji ciasta, wyszło mi 21 ciastek.

Ciasto na kruszonkę wałkujemy między dwoma arkuszami papieru do pieczenia (przykleja się). kieliszkiem wykrawamy okręgi o średnicy zbliżonej do ptysiów. Na wierzchu surowego ptysia układamy po plasterku ciasta kruchego.

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Wkładamy ptysie do środka po czym redukujemy temperaturę do 180 i pieczemy do zrumienienia – około 30 minut. Studzimy.

krem truskawkowy:
300 g zblendowanych truskawek
300 g mleka kokosowego
60 g cukru (3 łyżki)
2 opakowania budyniu truskawkowego (w ostateczności może być też zwykły śmietankowy)
100 g masła min 82% tł.

Połowę mleka kokosowego, proszek budyniowy i cukier mieszamy ze sobą w miseczce. Puree truskawkowe z dodatkiem drugiej części mleka kokosowego doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy rozrobiony budyń i gotujemy do zgęstnienia, cały czas mieszając. Budyń odstawiamy na kwadrans, żeby lekko się przestudził. Do ciepłego dodajemy masło pokrojone w kostkę i mieszamy. Schładzamy w lodówce.

krem kokosowy:
400 ml mleka kokosowego lub zwykłego
100 g wiórków kokosowych
40 g cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego
100 g masła

Do mleka dodajemy wiórki kokosowe, budyń przygotowujemy wg zaleceń. Masło, pokrojone w kawałki dodajemy do ciepłego budyniu i studzimy. Krem wstawiamy do lodówki.

Upieczone ptysie kroimy na pół. Uzupełniamy je kremem i nakładamy drugą część. Na wierzchu, tylką do dekorowania robimy rozetkę i posypujemy cukrem pudrem. Układamy truskawkę lub kokosową pralinkę.



Sernik cytrynowy z bezą włoską (metoda „budyniowa”)

Do tego sernika dobierali mi się, gdy ten był jeszcze gorący. I takiego do kroiłam, mimo, że miałam czekać aż spokojnie dojdzie mi w wyłączonym piecu. Wtedy zostałby już bez bezowej pianki… Ideą, która mi przewodziła był bardzo smaczny sernik z gotowanym budyniem który cieszył się Waszym niesłabnącym zainteresowaniem. Tutaj, dzięki dodatkowi soku, sernik nie dość, że kremowy jest jeszcze dodatkowo bardziej kwaskowaty. Nieprzesłodzonej masie towarzyszy za to fantastyczna beza (kilka łyżek bezy zostało mi i wykorzystałam ją do jabłek pod kruszonką). To jest sernik Cytrynowy przez duże „C”. Godny Waszej uwagi – zdecydowanie!


Ciasto:
125 g masła
100 g cukru
1 jajko
2 łyżki śmietany
1/2 łyżeczki sody
200 g mąki

Z podanych składników zagniatamy ciasto, wkładamy je następnie do lodówki na godzinę. Foremkę 25 na 35 cm wykładamy papierem i wylepiamy ciastem.

Masa serowa:
budyń: 2 i 1/2 szklanki mleka (lub pół na pół mleka i śmietanki) + 2 opakowania budyniu śmietankowego (lub cytrynowego) + 1/2 szklanki cukru
4 żółtka z dużych jaj
2 jajka
1/2 szklanki cukru
2 cytryny (skórka i wyciśnięty sok)
1 kg twarogu
1 opakowanie kisielu cytrynowego

Budyń gotujemy, odstawiamy do wystudzenia. Jaja i żółtka ubijamy z cukrem a następnie wlewamy sok i dodajemy skórkę z cytryny. Do masy dodajemy biały ser oraz proszek kisielowy, partiami dodajemy zmiksowany budyń. Masę wylewamy an kruchy spód i sernik wkładamy do pieca nagrzanego do 200 stopni (grzałka na dole), po 10 minutach redukujemy do 170 i tak pieczemy około 50 minut.

Beza włoska
4 duże białka
1 łyżka cukru
syrop: 250 g cukru, 1/2 szklanki wody, sok z 1 cytryny (można też dodać skórkę)

Zaczynamy od przygotowania syropu. W rondelku umieszczamy wszystkie składniki i podgrzewamy aż kryształki się rozpuszczą a całość zacznie się pienić. Warto tutaj posługiwać się termometrem cukierniczym i czekać aż syrop osiągnie temperaturę 118 stopni – ja to robię na oko. Białka ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy cukier. Cienkim strumieniem wlewamy do masy syrop, cały czas miksując. Bezę przekładamy do woreczka na mrożoną żywność z obciętym rogiem i tylką. Sernik ozdabiamy według upodobania i wkładamy do piekarnika z włączoną górną grzałką do zrumienienia bezy.

Sernik Celinki – pod kokosową bezą

Prosty sernik pod kokosową pierzynką. A za to jaki smaczny! Jest to propozycja godna polecenia, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy trudno o świeże owoce z działki. Ten sernik nie wymaga reklamy… Przepis pochodzi z bloga. Koniecznie upieczcie w ten weekend!

Ciasto kruche:
125 g masła
1/2 szklanki cukru
2 żółtka
4 łyżki mleka (polecam zamienić na śmietanę)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 szklanki mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Proszek mieszamy z mąką, masło siekamy na kawałeczki i wyrabiamy w misce wraz z pozostałymi składnikami, dodając stopniowo mąki. Ciasto wstawiamy do lodówki na min pół godziny. Schłodzonym wylepiemy foremkę o wymiarach 25 na 35 cm.

Masa serowa
1 kg twarogu z wiaderka
1 szklanka cukru
4 żółtka
3/4 szklanki pełnotłustego mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego

Żółtka ucieramy z cukrem i dodajemy mleko oraz twaróg, na końcu wsypujemy proszek budyniowy i miksujemy do momentu aż znikną grudki.Wylewamy na kruchy spód.

Beza
6 białek
6 łyżek cukru
1 szklanka wiórek kokosowych
1 łyżeczka maki pszennej

Białka ubijamy na sztywno, miksując dodajemy po łyżce cukier. Gdy ten się rozpuści, dodajemy wiórki i mieszamy. Bezę rozprowadzamy na masie sernikowej. Sernik pieczemy 20 – 30 minut z włączoną grzałką dolną w temperaturze 190 stopni, po czym redukujemy ją do 170 i włączamy grzałkę górną – wierzch się zezłoci. Kroimy po całkowitym wystudzeniu.

Buñuelos – meksykańskie faworki

Placuszki smażone na głębokim oleju, tradycyjnie jedzone w Meksyku. Są one odpowiednikiem polskich faworków, jednak zamiast żółtek, jajek mają w swym składzie mam wrażenie zapomniany smalec. Podawać można je najprościej – posypane mieszanką cynamonu i cukru pudru, albo z dowolnym syropem czy nawet syropem klonowym. Są fantastycznie kruche, jeszcze bardziej niż typowy faworek, zapewne zawdzięczają to smalcowi w składzie, jednak ta tłustość jest wyczuwalna. Placuszki wypiją też trochę oleju w trakcie pieczenia. W trakcie pieczenia zyskują sporo fal, bąbli i zagięć przez co wizualnie tworzy się ich ogrom, taki na dwie duże blaszki nałożone do pełna. Porcja z przepisu jest dzięki temu na prawdę wystarczającą dla całej rodziny. A same plcuszki „poznałam” na blogu Doroty.

Placuszki – duża porcja
3 szklanki mąki pszennej + do podsypania w trakcie smażenia
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
110 g smalcu
265 ml wody
2 łyżeczki ekstraktu pomarańczowego lub waniliowego (ewentualnie wódki lub likieru)

Mąkę mieszamy z proszkiem i solą, zagniatamy z kawałkami smalcu. Aby całość się połączyła dodajemy wodę z ekstraktem i wyrabiamy do uzyskania elastycznego ciasta. Odstawiamy na pół godziny i przykrywamy ściereczką, aby nie obeschło.

Olej rzepakowy rozgrzewamy w dużym rondlu do temperatury 175 stopni jak przy pączkach. Z ciasta odrywamy kawałki wielkości orzecha włoskiego i na podsypanym mąką blacie wałkujemy starając się nadać kształt okręgu. Ciasto powinno być rozwałkowane jak najcieniej – jak filo lub na makaron. Gotowe smażymy na rozgrzanym tłuszczu z obu stron.

Ciasteczka Vanilice

Z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę życzyć Wam wszystkiego najlepszego, pogody ducha, czasu spędzonego z najbliższymi, jak najmniej zmartwień i ochoty do życia. Dzisiaj prezentuję Wam ciasteczka tegoroczne, robione dzisiaj. Nieco inne bo robione na smalcu i przekładane gładkim dżemem, ponadto oprószone śniegiem cukrem pudrem. A przepis na ciasteczka pochodzi z bloga.

Vanilice
100 g smalcu
3 łyżki cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z cytryny
1 żółtko
250 g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
+ dżem do przełożenia (u mnie brzoskwiniowo pomarańczowy, w oryginale często wykorzystuje się morelowy)
+ cukier puder do obtoczenia

Smalec ucieramy z cukrem pudrem, cukrem wanilinowym, ekstraktem, sokiem i żółtkiem na gładką masę. Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem i dodajemy do masy stopniowo. Wałkujemy na grubość ok. 0,5 cm i wykrawamy niewielkim kieliszkiem kółeczka. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni (z termoobiegiem).

Upieczone ciastka studzimy i przekładamy ulubionym dżemem, a następnie obtaczamy w cukrze pudrze.

Prekmurje Gibanica – słoweńskie ciasto przekładane

Nie ciasto a eksplozja smaków. Być może niejednego może ona przerastać. Przepis co za tym idzie do najkrótszych nie należy. Nie trudno się temu dziwić, skoro w skład ciasta wchodzą dwa rodzaje ciasta… i 4 rodzaje nadzień. Nie mówiąc o „sklejaczu” i polewie. Poza faktem, że trochę zmywania nas niechybnie czeka, ciasto nie jest ani skomplikowane ani nie wymaga od nas posiadania wyszukanych składników – całość znajdziemy w zwykłym spożywczaku. Najwięcej zabawy jest tutaj z ciastem strudlowym, które wymaga odrobiny wyczucia. Aby móc przejść do przygotowań musiałam się nieco nagimnastykować, ponieważ ciasto nie jest wypiekane przez polskich blogerów (chyba, że cichaczem, bez publikowania ;) ) i podpatrzyć niczego się nie dało. Ale gdzie jest wyzwanie – tam jestem ja. A, że czas na to ciasto akurat nastał (jest to słoweński wypiek świąteczny) to powstrzymać nie mogło mnie nic. Challenge accepted. Finalnie stanęło na tłumaczeniu przepisu z języka w którym nie znam ani słowa, kierując się wskazówkami Googla i doświadczeniem życiowym… po czym odkryłam tłumaczenie angielskie (sic!). Zajrzyjcie na Bite my cake i oceńcie proszę jak mi poszło :) Mam porównać to połączenie smakowe do innego na ziemiach polskich znanego? To taki bogatszy sero-mako-jabłecznik, konkretniej wzbogacony jeszcze o orzechy. Zachęcam do wypróbowania!

Ciasto kruche
200 g mąki (połowa krupczatki, a połowa zwykłej tortowej)
100 g zimnego masła
szczypta soli
ok 1 uncji zimnej wody (100 ml)

Masło kroimy na kawałki, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy dodając wody. Gotowe ciasto wkładamy na min. pół godziny do lodówki. Po tym czasie ciasto wałkujemy na grubość 5 mm (forma 25/26 na 35/36 cm) i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni na złoto.

Ciasto do przekładania (strudlowe)
800 g mąki
1 jajko
1 łyżka oleju
szczypta cukru
letnia woda do zagniatania ciasta

Przesiewamy mąkę i robimy dołek w środku, dodajemy do niego olej, cukier, sól i jajko. Wodę dodajemy stopniowo, tak aby uzyskać gładką, jednolitą konsystencję. Wyrobione ciasto przekładamy na blat podsypany lekko mąką i wyrabiamy aż przestanie się kleić, smarujemy masłem i dajemy mu odpocząć około 30 minut. Ciasto dzielimy na 9 części (ma być cienkie, możemy mieć problemy ze zmieszczeniem całości na stolnicy) i wałkujemy ciasto na kształt prostokąta a następnie jeszcze lekko rozciągamy rękami. Szerokość ciasto powinna nieco przekraczać brzegi foremki.

Nadzienie z maku
200 g maku mielonego
70 g cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego

Składniki mieszamy ze sobą, dzielimy na dwie części. Uwaga – nie nada się tu masa z puszki.

Farsz z ricotty
800 g sera, najlepiej ricotty (używając twarogu z wiaderka dobrze jest dodać łyżkę budyniu waniliowego do masy)
70 g cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
szczypta soli

Mieszamy ze sobą składniki, możemy dodać żółtko. Dzielimy na dwie części.

Nadzienie orzechowe
200 g orzechów (oryginalnie włoskich, mielonych)
70 g cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego

Miksujemy orzechy z cukrem i dzielimy na dwie części.

Nadzienie jabłkowe:
1 kg startych jabłek (przed dodaniem do ciasta odsączamy z nadmiaru soku)
90 g cukru pudru
1 opakowanie cukru wanilinowego
sok z 1 cytryny (u mnie z połówki pomarańczy)

Jabłka dosładzamy i skrapiamy sokiem z cytryny. Zapobiegawczo warto dodać też łyżkę bułki tartej (masa będzie bardziej zwarta i stabilna). Dzielimy na pół.

Śmietana- do przełożenia między warstwami
8 uncji śmietany (ok 800 g)
3 jajka
100 g roztopionego masła (masa makowa i orzechowa)

Oddzielamy białka od żółtek i ubijamy je na sztywną pianę, jak na bezę. Dodajemy żółtka a następnie ręcznie mieszamy ze śmietaną. Sos dzielimy sobie mniej więcej na 8 równych części. Masłem skrapiać będziemy warstwę makową i orzechową.

wierzch:
250 g kwaśnej śmietany
1 żółtko

Ciasto składamy zaczynając od kruchego spodu. Każdą z mas dzielimy na pół, będą stanowiły osobne warstwy przełożone ciastem strudlowym. Zaczynamy od nadzienia makowego, serowego, orzechowego a kończymy na jabłkowym. Przed przełożeniem każde nadzienie oblewamy sosem ze śmietany. Ciasto strudlowe powinno nieco wykraczać poza brzegi naszej foremki, choć nie jest to konieczne. Ciasto wykańczamy mieszając ze sobą śmietanę z jajkiem i wylewając na wierzch, nakłuwamy w kilku miejscach. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni i pieczemy mniej więcej przez godzinę i 15 minut. Teoretycznie warstwy ciasta strudlowego powinny zawijać się jak wąż warstwami, ale nie widzę przeszkód, aby podzielić je na mniejsze części i osobno wałkować na kształt prostokąta. Przyznam się szczerze, że w mojej standardowej foremce 25 na 35 cm ciasto ledwo się mieściło i patrząc na ilość składników bałam się, że nadzienie zacznie wypływać bokami. Niby wszystko lekko jeszcze siadło, ale pewnie lepsza okazałaby się foremka 30 na 40, jeżeli taką macie. Przed podaniem ciasto można oprószyć cukrem pudrem.

A tutaj znajdziecie krótki filmik i zobaczycie mniej więcej jak to ma wyglądać :) Bawcie się dobrze.

Śnieżne kule – ciasteczka orzechowe z pomarańczą

Mmmm… moi faworyci zaraz obok tych korzennych. Jeden z niewielu wypieków, które weszły u mnie na stałe do repertuaru. Są kruchuteńkie, mają delikatny i orzechowy smak, bez cukru pudru nie są zbyt słodkie, dlatego bez obaw można je obtaczać (i to chyba wymaga najwięcej cierpliwości). Z porcji wychodzi około 120-150 sztuk (nie liczyłam, zależeć to też będzie od wielkości kulek, które ulepicie). Dla nich można oszaleć… nie tylko w święta :) Nie dziwię się, że cieszą się taką popularnością i zbierają najwyższe noty. Przepis z Kwestii Smaku.

Ciasteczka:
250 g miękkiego masła
100 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu pomarańczowego lub likieru (w ostateczności może być nawet ocet jabłkowy)
110 g zmielonych orzechów włoskich
6 łyżeczek skórki startej z pomarańczy (mniej więcej 2 owoce)
375 g mąki pszennej
+ cukier puder

Masło ucieramy z cukrem pudrem, dodajemy ekstrakt, a następnie wyrabiamy jeszcze z ze skórką, orzechami i mąką pszenną na zwarte ciasto. Ręce posypujemy mąką i przystępujemy do formowania kulek. Moim zdaniem najlepsze są te wielkości większego orzecha laskowego, czasem robię większe. Ciastka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez mniej więcej 8 minut, zanim się zrumienią.

Cukier puder przesiewamy do miseczki. Możliwie jak najcieplejsze ciasteczka obtaczamy w nim i odstawiamy. Uwaga – świeżo upieczone nie tylko mogą nas poparzyć, ale i łatwiej się kruszą.

Apple Pie – amerykański placek z jabłkami

W wolnym tłumaczeniu – placek jabłkowy. Chyba jedno z najpopularniejszych amerykańskich ciast. Ciasto charakteryzuje się tym, że nie ma w nim dodatku jajek czy żółtek jak w naszym tradycyjnym kruchym, przypomina nawet nieco ciasto francuskie, to czy osiągniemy ten efekt zależeć będzie od stopnia schłodzenia ciasta. Przepis zaczerpnęłam z tego bloga i poddałam zmianom. Jeżeli macie w domu siatkę jabłek i brak pomysłu na niedziele ciasto do kawy to gorąco polecam. Na ciepło może nie będzie się tak dobrze kroić, za to fantastycznie skomponuje się z lodami ;)

Ciasto:
230 g masła schłodzonego
szczypta soli
3 łyżki cukru
2 1/4 szklanki mąki pszennej (u mnie tortowa)
1/2 szklanki zimnej wody (schowałam na 10 minut do zamrażarki)
łyżeczka octu jabłkowego (dodałam od siebie)

Masło siekamy na większe kawałki i zagniatamy szybko z cukrem, solą i mąką, dodajmy zimną wodę (z octem) i zlepiamy w całość. Ciasto nie musi być jednolite a nawet nie powinno. Wkładamy na godzinę do lodówki. Dzielimy je na pół, jedną część wałkujemy na kształt okręgu, i wylepiamy nią formę na tartę (wysmarowaną masłem) lub tradycyjną do apple pie. Na cieście układamy jabłka.

Nadzienie:
ok. 1,3 kg jabłek (waga po obraniu)
2 łyżki mąki pszennej
sok z 1/2 cytryny (dodałam też skórkę)
2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
3 łyżki cukru
1 łyżka masła

Obrane jabłka kroimy w kostkę, albo tak jak ja – połowę kroimy a drugą część ścieramy na tarce. Doprawiamy sokiem, cynamonem, gałką i cukrem oraz mieszamy z mąką i miękkim masłem. Wykładamy na spód z lekką górką, następnie drugą część ciasta wałkujemy i układamy na wierzchu placka. Aby umożliwić parowanie, ciasto nacinamy w kilku miejscach.

Dodatkowo:
1 nieduże jajko + 2 łyżki wody
2 łyżki cukru (najlepiej brązowego)

Jajko należy roztrzepać widelcem z wodą. Smarujemy nim wierzch ciasta, a następnie posypujemy cukrem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez pierwsze 20 minut, następnie temperaturę redukujemy do 180 i pieczemy około 50 min.

Ciasteczka Pocałunek Wampira

Kolejna propozycja na „ten” wyjątkowy wieczór. Odliczać możemy już dni. Ciasteczka przygotować możemy z wyprzedzeniem, a następnie przechowywać w pudełku (smużki krwi przygotowałabym tylko przed podaniem, inaczej ciastka mogą się posklejać układane jedne na drugich). Z podanej porcji powinno Wam wyjść około 30 – 35 ciasteczek, jednak wszystko będzie zależało od grubości ciasta oraz średnicy foremek. Polecam, są smaczne jak to każde ciasteczka maślane z nadzieniem i szybkie w wykonaniu ;) Ja lepiłam je jednocześnie gotując trzydaniowy obiad – da się. Fantastycznie komponują się z kubkiem dobrej kawy, takim dobrym Pumpkin Spice Latte ;) Macie już jakieś Halloweenowe plany?

Ciasteczka:
150 g masła
100 g cukru (najlepiej cukru pudru)
1 małe jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
250 g mąki pszennej
2 łyżki czerwonej marmolady
odrobina czerwonego barwnika (opcjonalnie)
+ Grenadina lub syrop malinowy

Wszystkie składniki – posiekane masło, cukier, jajko, ekstrakt, połowę mąki umieszczamy w misce i zagniatamy na jednolita masę – dosypujemy mąkę. gotową kulę ciasta schładzamy przynajmniej godzinę w lodówce. Na podsypanym mąką blacie wałkujemy ciasto, nieco cieniej niż gdybyśmy przygotowywali zwykłe maślane ciastka (w końcu będą one sklejane). Kieliszkiem lub okrągłą foremką wycinamy z połowy ciasta kółka. Na reszcie tylko delikatnie zaznaczamy okręgi. Marmoladę zabarwiamy odrobiną barwnika (kolor jest bardziej żywy, realistyczny, ale nie jest to konieczne). Smarujemy środek każdego niedociętego okręgu marmoladą – po środku, aby brzegi zostały w miarę możliwości czyste, dzięki czemu ciastka lepiej się skleją. W dociętych okręgach, słomką wycinamy otwory, następnie przenosimy je na posmarowane marmoladą krążki i brzegi lekko dociskamy palcami. Wycinamy raz jeszcze kieliszkiem i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Ciastka pieczemy z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni do zezłocenia (nie pilnowałam czasu, zaglądałam do nich co jakiś czas, myślę, że około 15, maksymalnie 20 minut). Resztę marmolady która nam została „rozcieńczamy” Grenadiną lub dowolnym, czerwonym syropem. W miejscu ugryzień aplikujemy niewielka ilość i przez moment trzymamy ciastko pionowo, aby syrop delikatnie spłynął. Aby przyśpieszyć sobie pracę (zwłaszcza gdy planujemy większą ilość) polecam użyć strzykawkę (do nabycia w dowolnej aptece, dosłownie za kilkadziesiąt groszy).



A może – Palce Wiedźmy?

Sernik dyniowy z kremem kokosowym

Wczorajszy dzień nie zachwycił słońcem, ja kilka poprzednich. Nic też nie zapowiada, aby kolejne miały być inne. Jest to czas na takie właśnie ciasta. Kruche, zdominowane przez aromat przyprawy korzennej i dynię, którą dostać możecie praktycznie w każdym sklepie spożywczym za grosze. W lodówce zalegało mi wiaderko sera twarogowego, który wykorzystać postanowiłam do sernika. Tym razem takiego całkiem innego, acz polecanego na przeróżnych blogach i zgarniającego najwyższe noty. Jeżeli macie możliwość wyboru dyni do tego wypieku poszukajcie takiej intensywnie pomarańczowej. U mnie kolor, który widzicie jest wypadkową bladego puree, żółtek, mąki kukurydzianej, przyprawy korzennej domowej roboty i karmelu na który zdecydowałam się z powodu bladości mojej dyni. Kusiły mnie do samego końca orzechy włoskie – aromatyczne i mielone,, do spodu. ale postanowiłam z nich zrezygnować, aby uniknąć tego makowego bałaganu. Na pewno sernik nie straciłby na smaku, ale wskazane wtedy byłoby zrezygnowanie z pianki kokosowej. Zdecydowałam się jednak na połączenie mniej klasyczne, czyli dynia – kokos i sernik pieczony + krem na zimno. Po skosztowaniu pierwszego kęsa przypomniał mi się sernik bananowy, którego dawno nie jadłam, mniam ;)

spód:
200 g masła
100 g cukru
1 jajko
2 łyżki śmietany
1 łyżeczka przyprawy korzennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 g mąki ziemniaczanej
300 g mąki pszennej tortowej (+ do podsypania)

Z podanych składników zagniatamy ciasto i wstawiamy na minimum godzinę do lodówki. Po tym czasie ciasto wałkujemy, najlepiej na papierze do pieczenia na którym będzie pieczony sernik i wkładamy do formy o wymiarach 25 na 35 cm lub nieco większej. Wylewamy masę sernikową (przepis poniżej) i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (grzałka dół, bez termoobiegu), po 30 minutach włączamy obie grzałki, pieczemy jeszcze godzinę po czym sprawdzamy czy sernik się całkowicie ściął. wyjmujemy z piekarnika po kilku godzinach.

Masa serowo – dyniowa
karmel (3 łyżki cukru, 2 łyżki masła, 200 ml śmietanki)
1 kg twarogu
500 g puree z dyni
150 g (3/4 szklanki) cukru
4 jajka M
1 łyżka przyprawy korzennej (sklepowej zazwyczaj należy dodać więcej)
skórka otarta z cytryny
sok z 1/2 cytryny
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki kukurydzianej

W dużym garnku równomiernie rozprowadzamy cukier. i ogrzewamy do momentu aż zacznie się karmelizować, dodajemy wtedy stopniowo masło. Śmietankę podgrzewamy w rondelku, dodajemy stopniowo, po łyżce do karmelu (będzie intensywnie parować), gotujemy jeszcze chwilę i zdejmujemy z ognia gdy wszystko będzie płynne. Studzimy do temperatury pokojowej. Wszystkie składniki umieszczamy w garnku z karmelem i blendujemy chwilę do połączenia składników.
Na dno piekarnika wkładamy naczynie z wodą. Jeżeli mamy dużą dynię a puree robiliśmy specjalnie do tego sernika, jego nadmiar przekładamy do słoiczków (ja porcjuję po 450 g, jeżeli macie ulubione przepisy z wykorzystaniem dyni, warto dopasować gramaturę do receptury), te umieszczamy w naczyniu z wodą jakieś 30 minut przed przewidywanym końcem pieczenia.


Krem kokosowy
330 ml śmietanki 30 %
2 opakowania cukru wanilinowego (po 16 g)
250 g serka kokosowego (lub gęstego mleczka kokosowego wymieszanego pół na pół z serkiem homogenizowanym)
2 łyżeczki żelatyny (+ woda do namoczenia)
2 batoniki, wafelki kokosowe

Schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem, dodajemy następnie 1/2 serka. Żelatynę rozpuszczamy, dodajemy do pozostałego serka i miksując wlewamy do miski z kremem. Wafelki siekamy niezbyt drobno, aby były wyczuwalne i mieszamy z masą. Krem rozprowadzamy na wystudzonym serniku.


Dekoracja:
3 łyżki wiórków kokosowych
1 łyżka drobnego cukru
1 wafelek kokosowy

Wiórki i cukier podprażamy na suchej patelni. Studzimy i posypujemy nimi krem. Wafelek kroimy na kawałki i układamy na wierzchu ciasta. Taki sernik wkładamy go lodówki minimum na godzinę (mi się śpieszyło), a najlepiej na całą noc.

Piecz - tak od podstaw
Jemy sezonowo! Jesień


Andrzejkowa uczta